Urzędnicy Komisji Europejskiej badali, czy Tepsa nie nadużywa swojej pozycji. Ta uważa, że wszystkim daje takie same warunki.
Komisja Europejska (KE) przeprowadziła pod koniec września kontrolę w siedzibie Telekomunikacji Polskiej (TP). O śledztwie napisała wczorajsza "Rzeczpospolita". Zdaniem gazety, KE badała, czy TP nie nadużywa swojej pozycji oferując usługę Orange Freedom. Na wniosek Netii i PTC, operatora sieci Era, postępowanie w tej sprawie prowadzi Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), oraz Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE).
"Komisja ma podstawy, by podejrzewać, że firma mogła naruszyć przepisy unijne poprzez nadużycie dominującej pozycji rynkowej" — napisała KE w komunikacie.
Pracownicy TP mówią, że śledztwo dotyczyło ogólnie konkurencji, niekoniecznie specyficznie Orange Freedom. Podczas kontroli urzędnicy unijni, pracownicy polskiego urzędu antymonopolowego, w asyście policji zablokowali komputery niektórym pracownikom TP.
"Fakt przeprowadzania takiego śledztwa nie oznacza, że firma jest winna zachowania antykonkurencyjnego, ani nie przesądza o wynikach postępowania" — napisała KE.
TP mówi, że od początku 2007 r. miała aż 81 kontroli różnych urzędów. Już w 2001 r. KE badała relacje TP i jej ramienia komórkowego.
— Wszystkim dajemy te same warunki. Stawki BSA (hurtowy dostęp do internetu) dla wszystkich operatorów wynoszą 25,02 zł — mówi Grazyna Piotrowska-Oliwa, prezes PTK Centertel, operatora sieci Orange.