Im bardziej ambitne plany przychodów do budżetu z tytułu prywatyzacji, tym wykonanie słabsze. Ten rok również stoi pod wielkim znakiem zapytania.
W tym roku plan prywatyzacji jest bardzo ambitny, choć nie pozbawiony realnych podstaw. To, że w pierwszej połowie roku wpływy są tak niskie, nie oznacza, iż w drugiej nie będzie lepiej. Podobną sytuację mieliśmy już w 2001 roku. Dopiero w ostatnich dwóch kwartałach ministerstwu skarbu udało się uzyskać wyższe wpływy, a tym samym zamknąć rok na całkiem sporym plusie.
W ocenie ekonomistów ten rok może być jednak bardzo trudny z kilku względów. Jeśli rząd rzeczywiście zamierza osiągnąć planowane kwoty z prywatyzacji na finansowanie części deficytu, potrzebna jest intensyfikacja tych procesów. Problem jednak w tym, że w kolejce czekają skomplikowane transakcje. Tempo prywatyzacji musi wzrosnąć, a tymczasem mamy już trzeciego ministra skarbu w jednym rządzie.
Brak zdecydowania może spowodować, że większość planowanych na ten rok prywatyzacji przesuniętych zostanie w bliżej nieokreśloną przyszłość. W tej sytuacji rynki finansowe mogą być pewne jednego: wzrośnie emisja obligacji.