Byki muszą wykazać większą konsekwencję

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-07-08 00:00

Wtorkowa euforia na europejskich parkietach została nieoczekiwanie zgaszona przez Amerykanów, których początkowy zapał okazał się bardzo nietrwały. Wywiedli naszych inwestorów w pole, kończąc przedwczorajsze notowania jedynie na niewielkim plusie. Indeksy na Wall Street bardziej były skłonne do wyznaczania nowych minimów, niż do wyraźniejszego odbicia się po trwającej od kilku tygodni fali spadkowej. Im dłużej byki będą zwlekały z podjęciem bardziej skutecznego ataku, tym odwrócenie niekorzystnych tendencji będzie trudniejsze. Końcówka środowej sesji na głównych giełdach daje na to nadzieję, ale potrzebna jest większa konsekwencja i mobilizacja. Szczególnie w Warszawie, gdzie obroty są wręcz śladowe.

Środowa sesja na warszawskim parkiecie zaczęła się od wyraźnego spadku indeksów. Wtorkowa zwyżka wskaźnika największych spółek o prawie 2 proc. na końcowym fixingu była reakcją na spory wzrost w pierwszej części handlu na giełdzie amerykańskiej. Jej rozczarowujące zakończenie położyło się wczoraj cieniem na naszym rynku. WIG20 na otwarciu tracił 0,8 proc., w pierwszych kilkudziesięciu minutach handlu zwiększając skalę zniżki do 1 proc. Jedynym sukcesem byków w tej fazie była skuteczna obrona przed zejściem poniżej 2300 punktów. Najsłabszymi spółkami były w pierwszych godzinach KGHM, PKO i PZU, których papiery traciły po około 1,4 proc. Sekundowały im walory BRE, Pekao, PKN Orlen i Telekomunikacji Polskiej, zniżkujące po około 1 proc. Jeszcze przed południem indeksy pogłębiły straty. Wskaźnik największych spółek zniżkował o 1,4-1,5 proc. Końcówka handlu znów była nieco lepsza, głównie dzięki zredukowaniu wcześniejszych strat na walorach PKN Orlen, Telekomunikacji Polskiej i PZU. Ostatecznie WIG20 zniżkował o 0,2 proc., a WIG o 0,1 proc. Wskaźnik średnich spółek zyskał na wartości 0,2 proc., zaś sWIG80 wzrósł o 0,1 proc. Obroty wyniosły nieco ponad miliard złotych.

Skala lipcowego odreagowania wcześniejszych spadków, która po wtorkowej sesji sięgała w przypadku indeksu naszych największych firm 3 proc., wczoraj została nieznacznie zredukowana. Sytuacja wciąż więc daleka jest od wyjaśnienia. Należy go upatrywać w zachowaniu giełd zagranicznych, które bywają dość kapryśne. Na dodatek reakcje naszego rynku na to, co dzieje się na Wall Street i na parkiecie we Frankfurcie, też są coraz częściej niełatwe do interpretacji. Chętniej podążamy za spadkami na świecie, zwyżkom przyglądając się z rezerwą i powściągliwością. Do tego nasi inwestorzy wykazują iście wakacyjną aktywność. Zbyt wielkiej siły na warszawskim parkiecie nie widać.