Całe biuro to sieć

Agata Hernik
opublikowano: 2006-11-08 00:00

Telepraca nie jest w Polsce tak powszechna jak w innych krajach. A szkoda.

Tę formę pracy można definiować w różny sposób, w zależności od tego, gdzie jest wykonywana albo z jaką częstotliwością. Idea zaczęła się krystalizować w latach 70. ubiegłego wieku. Natomiast nowe możliwości techniczne i uwarunkowania organizacyjne pojawiają się stopniowo do dziś.

— Telepracą jest każdy rodzaj pracy umysłowej wykonywany poza tradycyjnym miejscem zatrudnienia, której wyniki dostarczane są za pomocą technologii informatycznej. Ten bardzo popularny w innych krajach model zatrudnienia w Polsce napotyka wiele barier. Główną okazuje się brak wiedzy wśród przedsiębiorców na temat możliwości efektywnego wykorzystania telepracy w działalności biznesowej, świadomości korzyści wynikających z takiej formy zatrudnienia oraz rozwiązań prawnych — mówi Anna Szymańska, zarządzająca projektem „Telepraca. Ogólnopolski program szkoleń dla przedsiębiorców” w DGA.

Jednak trudno wykonywać pracę w zupełnym odcięciu od siedziby firmy. Pracownik może przestać się identyfikować z jej celami i utracić kontakt z resztą zespołu.

— Nawet jeśli pracownicy wykonują pracę zdalną, to i tak co jakiś czas powinni się wszyscy spotykać. Tylko w naprawdę wyjątkowych sytuacjach pracownik może nie mieć osobistego kontaktu z pracodawcą i resztą zespołu — mówi Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Wciąż za mało

Szacuje się, że na całym świecie pracę biurową w domu wykonuje ponad 60 mln ludzi — około 30 mln w Stanach Zjednoczonych i drugie tyle w Europie, choć do przyszłego roku na starym kontynencie pracować zdalnie może już nawet 40 mln osób. Forpocztą telepracy w Europie jest oczywiście Skandynawia, gdzie w ten sposób pracuje aż kilkanaście procent zatrudnionych. Polska, tak samo jak inne nowe państwa UE, znajduje się w ogonie. Jak podaje Komisja Europejska, na tym etapie, w którym teraz jesteśmy, Europa Zachodnia była już 5-10 lat temu. Ale nie ma co rwać włosów z głowy, także nad Wisłą telepraca się rozwija. W niektórych branżach szybciej, w innych wolniej, ale konsekwentnie.

— Jak pokazały wyniki badań przeprowadzonych przez PBS DGA w ramach projektu „Telepraca. Ogólnopolski program szkoleń dla przedsiębiorców” na próbie tysiąca przedsiębiorców, telepracownicy stanowią w Polsce zaledwie 1 proc. wszystkich zatrudnionych w badanych przedsiębiorstwach, natomiast 16 proc. przebadanych przedsiębiorstw zadeklarowało stosowanie telepracy w różnej formie. Telepraca najczęściej stosowana jest w małych firmach — 13 proc. przedsiębiorstw zatrudniających do 9 pracowników wdraża telepracę. Branże, w których najczęściej jest stosowana, to działalność wydawnicza — poligrafia i reprodukcja zapisanych nośników informacji (22 proc. przedsiębiorstw), produkcja maszyn biurowych i komputerów (16 proc.), produkcja sprzętu i aparatury radiowej, telewizyjnej czy komunikacyjnej (20 proc.), pośrednictwo finansowe (19 proc.) oraz prowadzenie prac badawczo-rozwojowych (16 proc.). Perspektywy wdrożenia telepracy są obiecujące — 19 proc. spośród wszystkich badanych firm rozważa jej wprowadzenie w najbliższej przyszłości — wylicza Rafał Hubczyk, koordynator projektu „Telepraca. Ogólnopolski program szkoleń dla przedsiębiorców”.

Nowa jakość

Najczęściej na telepracę decydują się przedstawiciele wolnych zawodów. Jest kilka warunków, które pracownik musi spełniać. Poza kwalifikacjami, których pracodawca na pewno będzie wymagał, będzie potrzebny dobry komputer i dostęp do internetu.

— Podstawowym warunkiem jest umowa z pracodawcą, bowiem dopiero w tym roku został przygotowany projekt zmian do kodeksu pracy regulujący wzajemne prawa pracownika i pracodawcy związane z tą formą zatrudnienia. Kolejnym warunkiem jest dostęp do szybkiego łącza internetowego. Często wskazuje się też na pewne uwarunkowania psychiczne danej osoby, nie każdy nadaje się na telepracownika. Ten rodzaj pracy wymaga samodyscypliny i izoluje nas od codziennych kontaktów z innymi pracownikami — tłumaczy Rafał Hubczyk.

Telepraca ma dużo docenianych przez przedsiębiorców zalet. Choć ma też wady.

— Po pierwsze, oszczędność miejsca — powierzchnia biurowa osiąga zawrotne ceny, a zlecenie zadań pracującemu w domu pozwala na tym miejscu oszczędzić. Taki pracownik nie traci czasu na dojazdy. Przedsiębiorca może też zatrudnić w ten sposób kogoś, kto z różnych powodów nie podejmie pracy na pełny etat. Problemem przy tego typu zatrudnieniu jest mniejsza integracja pracownika z zespołem, wolniejszy i ograniczony przepływ informacji. Poza tym, nie każda praca nadaje się do zdalnego wykonywania. Także nie każdy pracodawca potrafi ogarnąć i zorganizować pracę zdalnych pracowników — tłumaczy Jeremi Mordasewicz.

Progi i bariery

Telepraca w Polsce stanie się popularna, gdy praca przestanie być mierzona godzinami spędzonymi za biurkiem, wiekiem, wyglądem, zamiast produktywnością pracownika. Nie bez znaczenia są również wysokie koszty połączenia z internetem oraz koszty wyposażenia stanowiska pracy. Spotkaliśmy się z wieloma przedsiębiorcami, którzy wprost argumentowali, iż nie wierzą w efektywną pracę telepracownika. Często jako problem w zastosowaniu telepracy wskazywali też brak uregulowań prawnych, brak wymiernych korzyści i możliwości kontrolowania pracownika. To oczywiście mity, które staramy się obalać — tłumaczy Anna Szymańska.

— Pracownicy natomiast obawiają się, iż pracując w domu przesuną się na margines życia społecznego, i będą mniej zarabiać. Jak podkreślają eksperci, telepraca nie jest rozwiązaniem uniwersalnym i nie wszyscy możemy ją wykonywać. Wielu z nas brakuje zwyczajnej dyscypliny, a motywuje nas kontakt z innymi ludźmi — dodaje Rafał Hubczyk.

Upowszechnienie telepracy może mieć poważne następstwa socjologiczne. Po pierwsze to, że pracuje się w domu, może doprowadzić do zmiany dotychczasowego postrzegania pracy. Po drugie, zaktywizują się zawodowo duże grupy dotychczas niepracujących. Po trzecie, zwiększy się efektywność pracowników. Zmniejszą się też koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Może się też zmniejszyć dysproporcja między obszarami wiejskimi i miejskimi. Jeżeli utrzyma się dotychczasowe tempo emigracji, poszukiwanie nowych pracowników stanie się koniecznością, co przyspieszy spopularyzowanie telepracy.

— Pracodawcy niedługo będą zmuszeni sięgnąć po nowe zasoby pracowników, takich którzy dotąd nie wychodzili z domu. Mogą to być kobiety wychowujące dzieci, albo niepełnosprawni — czyli często ludzie wykształceni, potrafiący i chcący pracować, ale nie mający możliwości podjęcia tej pracy w inny sposób — mówi Jeremi Mordasewicz.