Cały świat nie kręci się wokół LTRO

  • Marek Rogalski
opublikowano: 27-02-2012, 09:43

Zachowanie się rynków w ostatnich dniach pokazało wyraźnie, że inwestorzy wiążą bardzo duże nadzieje z zaplanowaną na środę aukcją długoterminowych pożyczek dla europejskich banków. Oby się nie zawiedli...

W grudniu ubiegłego roku, kiedy to inwestorzy byli bombardowani medialnymi spekulacjami na temat rychłego upadku wspólnej waluty, prezes Europejskiego Banku Centralnego zapowiedział dwie aukcje 3-letnich tanich (bo oprocentowanych na 1 proc. rocznie) pożyczek dla europejskich banków. Nie wyznaczył przy tym limitu kwotowego, dając tym samym do zrozumienia, jaki jest faktyczny cel takiego działania – zapobiec ewentualnemu załamaniu się rynku międzybankowego w strefie euro – do czego zresztą sam się przyznał podczas konferencji prasowej po ostatnim posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego. W efekcie 21 grudnia ub.r. aż 523 instytucje pożyczyły łącznie zawrotną sumę, bo aż 489 mld EUR. Bankowcy twierdzili, iż środki będą w dużej mierze wykorzystane na poprawę bilansów banków, także w kontekście wymaganego za kilka miesięcy zwiększenia wskaźników adekwatności kapitałowej. Niemniej spadek ryzyka związanego z kondycją sektora bankowego, w połączeniu z serią lepszych danych z głównych gospodarek (w tym europejskiej), dość szybko doprowadził do poprawy nastrojów na europejskim rynku długu. I w tym leży największa zasługa Mario Draghiego. Było to widoczne zwłaszcza w ostatnich tygodniach – kiedy znów ważyły się losy Grecji to dług włoski, czy też hiszpański był względnie stabilny.

W najbliższą środę, 29 lutego Europejski Bank Centralny przeprowadzi drugą i jak zapowiada ostatnią aukcję pożyczek LTRO dla banków. Wprawdzie szef ECB zapowiada, iż tym razem pożyczona kwota powinna być zbliżona do ostatniej (489 mld EUR), ale jednocześnie sam zdaje się zachęcać banki do skorzystania z takiej formy finansowania. Nie bez powodu kilka tygodni temu zdecydował się obniżyć kryteria odnośnie instrumentów, jakie instytucji mogą zastawiać w banku centralnym – chociaż w pewnym sensie była to odpowiedź na działania agencji ratingowych, które masowo ścięły swoje oceny dla poszczególnych krajów i szeregu podmiotów finansowych. Tym razem większość uczestników rynku (inaczej, niż w grudniu) spodziewa się, że banki wykorzystają przetarg, jako szansę na pozyskanie taniej bazy pod spekulację bardziej ryzykownymi aktywami. Zwłaszcza, że Mario Draghi otwarcie przyznał, iż skorzystanie z takiej „zapomogi” nie jest żadną ujmą.

Szacunki analityków w kwestii wartości drugiego LTRO wahają się od 200 mld EUR do 1 bln EUR, co daje medianę zbliżoną do ostatniej kwoty z grudnia. Niemniej już ankieta przeprowadzona wśród 317 ekonomistów przez szwajcarski bank UBS daje medianę na poziomie 629 mld EUR i ona może stać się dla rynku kluczowym punktem odniesienia. Oczekiwania wydają się być dość proste – im większa kwota, tym lepiej, bo nasili potencjalne spekulacje aktywami, im mniejsza – gorzej. Tylko, że to zbyt uproszczona interpretacja. Cały świat nie kręci się wokół LTRO, a oczekiwania związane ze wzrostem zainteresowania bardziej ryzykownymi aktywami (do których można też zaliczyć część europejskiego długu) muszą mieć swoje podstawy w fundamentach. Tymczasem spora część potencjalnego ruchu może być już za nami, a przyszłość pozostaje niepewna – i to nie tylko za sprawą potencjalnych problemów z Grecją (ta saga jeszcze się nie zakończyła), Portugalią, czy też ratyfikacją nowego paktu fiskalnego, ale przede wszystkim zbyt szybko drożejącej ropy. Tym samym, po 29 lutego najpewniej staniemy się po raz kolejny świadkami nieśmiertelnej rynkowej reguły – kupuj plotki, sprzedaj fakty…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski – Główny analityk walutowy DM BOŚ

Polecane