Cementownie z nogą na hamulcu

Anna Bytniewska
opublikowano: 2008-07-09 00:00

Barometr koniunktury gospodarczej, jakim jest sprzedaż cementu, wskazuje gorsze czasy. W I połowie tego roku ledwie drgnął.

Barometr koniunktury gospodarczej, jakim jest sprzedaż cementu, wskazuje gorsze czasy. W I połowie tego roku ledwie drgnął.

Branża w I półroczu wyhamowała. Cementownie sprzedały 8,1 mln ton cementu, czyli o niecałe 1,5 proc. więcej niż w podobnym okresie 2007 r. Wówczas ich sprzedaż wyniosła nieco ponad 8,0 mln ton.

Wąskie gardło

Przedstawiciele branży podkreślają jednak, że jest nadzieja, że uda się poprawić słabszy rezultat pierwszego półrocza.

— Pierwsza połowa roku z reguły jest gorsza od drugiej. W tym roku najgorzej wypadł maj, bo miał jedynie 18 dni roboczych. Najlepsza koniunktura panuje latem i jesienią — wyjaśnia Andrzej Balcerek, przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu.

Faktem jest jednak, że na przykład w I połowie 2007 r. dynamika wzrostu sprzedaży cementu w porównaniu z I połową 2006 r. wyniosła aż 42 proc. Mimo to branża podtrzymuje prognozy.

— Zakładaliśmy, że w całym 2008 r. sprzedaż cementu wzrośnie w porównaniu z 2007 r. o 7 proc. i wyniesie 17,9-18 mln ton. Uważam, że jest to realne, mimo że w pierwszym półroczu zwiększyła się ona jedynie o 1,5 proc. — uważa Andrzej Balcerek.

Jego zdaniem, wiele projektów budowlanych czeka na zatwierdzenie, by móc wejść w fazę realizacji.

— Wąskie gardło to obecnie biura projektowe — stwierdza Andrzej Balcerek.

Niepokojąca stagnacja

Problem jest jednak znacznie głębszy.

— To jest sygnał, że zaczynamy odczuwać symptomy recesji. Na razie minimalnie, ale coś niepokojącego się dzieje. W tym roku wzrost na rynku budowlanym powinien wynieść 15 proc. To przełożyłoby się na sytuację cementowni. Już wiemy, że tak się nie stanie. Niepokoi nas stagnacja w segmencie budownictwa infrastrukturalnego, które miało rozruszać branżę. Tymczasem firmy czekają na oferty przetargowe, a tych brak — mówi Zbigniew Bachman, dyrektor Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa (PIPHB).

Przetargi, które już ogłoszono, wloką się niemiłosiernie.

— W rezultacie wykonawcy będą mogli wejść na plac budowy dopiero w listopadzie — dodaje Zbigniew Bachman.

Siadły też projekty dotyczące EURO 2012.

— Kiedyś ruszą pełną parą, ale to spowoduje spiętrzenie zamówień na rynku materiałów budowlanych, w tym cementu — przewiduje dyrektor PIPHB.

Także sytuacja na rynku budownictwa mieszkaniowego daje powody do niepokoju.

— Planowano wykonanie większej liczby projektów w stanie surowym, ale wzrost oprocentowania kredytów i spadek cen mieszkań wystraszył mniejszych inwestorów — mówi Zbigniew Bachman.

Tym bardziej że hurtownie budowlane nagromadziły zapasy cementu i muszą je spieniężyć.