Centrum kryzysu idzie na Wschód

David Karsbol
07-07-2010, 00:00

Oprocentowanie greckich dwuletnich obligacji skarbowych obecnie ponownie przekracza 10 proc. Błędem byłoby więc założenie, że kryzys dłużny w państwach PIIGS (ang. skrót od Portugalii, Irlandii, Włoch, Grecji, Hiszpanii) został opanowany. Opanować można go wyłącznie poprzez drastyczne cięcia budżetowe.

Rozrzutność rządów eliminuje prywatne inwestycje i konsumpcję. Spodziewamy się, że rynki zareagują negatywnie na dalsze utrzymywanie olbrzymiej nierównowagi na rynkach zadłużenia publicznego. Korekty parametrów hipotek Option-ARM i Alt-A (tylko klasa wyżej od subprime) w latach 2011, 2012 i 2013, a także bardzo wysokie deficyty budżetowe w państwach strefy euro stanowią poważne przeszkody dla rynku akcji. Spodziewamy się, że przez znaczną część 2011 r. akcje będą raczej kiepską inwestycją.

Nie dajcie się zwieść pozorom. Kryzys związany z zadłużeniem krajów PIIGS nie został ujarzmiony, a jedyny sposób, by się go pozbyć, to znacznie szybsze i znacznie poważniejsze niż dotychczas zmniejszanie deficytów budżetowych. Niemieckie cięcia budżetowe stanowią dobry początek, ale to nie wystarczy.

W przeciwieństwie do powszechnie panującej opinii utrzymywanie wysokich deficytów budżetowych zabija wzrost gospodarczy — zwłaszcza w narażonym na niedobory gotówki otoczeniu, w którym się obecnie znaleźliśmy. Być może najbardziej charakterystyczną cechą obecnego kryzysu jest to, że małe i średnie przedsiębiorstwa zostały niemal całkowicie odcięte od finansowania. Ostatnio faktycznie było sporo emisji obligacji przedsiębiorstw, jednak źródło to zaczyna wysychać, ponieważ stroniący od ryzyka i dysponujący ograniczonym kapitałem inwestorzy niechętnie angażują się na rynkach obligacji korporacyjnych.

Również niedawny dopływ środków pochodzących z Fed świadczy o tym, że zwłaszcza w sektorze finansowym obniżanie ogólnego poziomu lewarowania przedsiębiorstw jest niemal automatyczną reakcją na nieustanne szastanie pieniędzmi przez rząd. To samo można powiedzieć o Europie. Lekkomyślne rozdawnictwo sprawia, że na krótką metę PKB wygląda ładnie. Odbywa się to jednak kosztem długoterminowego wzrostu i coraz poważniejszego niezrównoważenia gospodarki. Rynek będzie jednak musiał martwić się rosnącą nierównowagą, która wystąpiła po majowej wyprzedaży. Naszym zdaniem, mimo wszystko pojawi się wkrótce nieco optymizmu związanego z rosnącymi zyskami spółek, które mają być wkrótce (począwszy od lipca) publikowane.

W związku z tym prawdopodobne wydaje się krótkoterminowe odbicie cen aktywów ryzykownych. Obawiamy się jednak, że na rynkach akcji doprowadzi ono jedynie do powstania prawego barku w dużej formacji głowy i ramion, w której dół szyi będzie znajdować się w okolicach 1040. Jeżeli tak się stanie, w kolejnych miesiącach 2011 r. ceny akcji powinny wejść w trend spadkowy.

Co mogłoby wywołać taki negatywny trend na rynkach akcji? Dostrzegamy kilka czynników. Spowolnienie chińskiej gospodarki wydaje się coraz bardziej prawdopodobne. Wysokie zyski spółek wynikają raczej z cięcia kosztów niż ze wzrostu przychodów, a naszym zdaniem w najbliższym czasie zdecydowanie będziemy mieć do czynienia z deflacją lub spadkiem inflacji. Sądzimy zatem, że zarówno wzrost cen, jak i wzrost przychodów pozostają pieśnią odległej przyszłości. Utrzymująca się destabilizacja na rynkach dłużnych państw PIIGS wymaga reakcji mniej niewypłacalnych członków strefy euro. Zagrożeniem są też drakońskie cięcia wydatków publicznych i obawy przed skutkującymi kolejną falą zaległości płatniczych, a nawet niewypłacalnością, korektami oprocentowania hipotek typu Alt-A (tylko klasa wyżej od subprime) i Option ARM w Stanach Zjednoczonych.

Co najmniej jeden z tych czynników będzie wpływał na prognozy zysków na lata 2011 i 2012. Naszym zdaniem, obecnie ceny akcji nie uwzględniają ich w wystarczającym stopniu. Utrzymujemy również nasze oczekiwania dotyczące bardzo niskich stóp procentowych banków centralnych w przewidywalnej przyszłości. Rynek wycenia zacieśnienie rocznej stopy Fed na 33 punkty bazowe (spadek z 50 zaledwie dwa tygodnie temu), jednak mimo to uważamy, że to zbyt dużo. Możecie liczyć na to, że stopy banków centralnych w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, strefie euro i Szwajcarii do końca 2011 r. pozostaną bez zmian.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: David Karsbol

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Centrum kryzysu idzie na Wschód