Ceny prądu można jeszcze docisnąć

Energia elektryczna: Za prąd płacimy coraz mniej, ale da się jeszcze mniej. Przeszkadzają klimatyczne plany Unii i brak prawa. Warto też pooszczędzać

Kiedy rynek energii elektrycznej się liberalizuje, to i odbiorcy się edukują. Efekt? Energią i jej cenami interesują się dziś wszyscy. Nie tylko konsumenci i zarządy firm produkujących energię, ale też politycy, ekonomiści, eksperci, media.

Dlatego wraz z naszym partnerem — Green Cross Poland, czyli polskim oddziałem globalnej organizacji ekologicznej Green Cross International — postanowiliśmy poprosić ekspertów o zmierzenie się z pytaniem: czy perspektywa niższych cen energii jest realna i co trzeba zrobić, aby płacić za energię mniej.

Pomysły poddawali pod dyskusję: Adam Dobrowolski, dyrektor Departamentu Rynków Energii Elektrycznej i Ciepła w Urzędzie Regulacji Energetyki, Henryk Kaliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, Marek Kulesa, dyrektor biura Towarzystwa Obrotu Energią, Filip Elżanowski, adwokat w kancelarii Elżanowski, Cherka & Wąsowski i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, oraz Sławomir Krystek, dyrektor generalny Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska.

Zagraniczni konkurenci płacą mniej

Uczestnicy debaty przedstawili wiele pomysłów na obniżenie cen, choć — jak podkreślał Marek Kulesa — z punktu widzenia odbiorcy energia elektryczna jest dziś tania jak nigdy. Adam Dobrowolski przyznał, że ceny poszły nie w tym kierunku, który wszyscy zakładali jeszcze cztery lata temu. Zamiast 240 zł za MWh mamy dziś sto kilkadziesiąt. Ale to tylko goły nominał.

— Dane Eurostatu wskazują, że na tle Europy, przy uwzględnieniu siły nabywczej, płacimy relatywnie dużo — zauważył Adam Dobrowolski.

Na odniesienie cen do wysokości dochodów odbiorców zwrócił też uwagę Sławomir Krystek. — Niemcy płacą mniej niż Polacy, bo te opłaty stanowią mniejszy procent ich dochodu. W przemyśle natomiast ceny są zupełnie porównywalne — zauważył Sławomir Krystek. Nie do dochodów, ale do cen płaconych przez konkurencję odnosiłby się natomiast najchętniej Henryk Kaliś. — Przecież istotne nie są same ceny, ale to, ile za energię płaci nasza konkurencja. W Europie są kraje, gdzie czarna energia [czyli wyprodukowana z węgla — red.] jest droższa, ale są też takie, gdzie jest tańsza. Wzorcem dla nas powinny być najbardziej rozwinięte rynki, czyli Niemcy i Francja. I tam akurat cena energii na rynku dnia następnego wynosi ok. 35 EUR, czyli o ok. 15 zł mniej niż w Polsce — wskazywał Henryk Kaliś.

Zieloni podrażają

No właśnie. U nas do taniejącej czarnej energii trzeba doliczyć jeszcze koszty wynikające z polityki energetycznej, czyli głównie ze wsparcia energetyki odnawialnej. A to drogi mechanizm, jak podkreślał Filip Elżanowski.

— To przez ten mechanizm, związany z rozmaitymi świadczeniami publicznymi, płacimy relatywnie dużo. Bo przecież cena czarnej energii spada. Ale to też oznacza, że można bardzo dużo zrobić, żeby było taniej. Wystarczy sięgnąć po przykłady z Europy — zauważył Filip Elżanowski. I wyliczył: system zwolnień dla podmiotów energochłonnych, system rekompensat, być może też system zakładający przekazanie na wsparcie części pieniędzy pochodzących ze sprzedaży przez Polskę uprawnień do emisji CO 2 (o takim pomyśle wspominał niedawno wicepremier Janusz Piechociński). Podobnie jak Filip Elżanowski, drogi mechanizm piętnował też Sławomir Krystek.

— O ile czarna energia tanieje, o tyle inne opłaty, np. związane ze wsparciem zielonej energii, rosną. I stanowią dziś nawet 60 proc. końcowej ceny energii, a w przyszłości może to jeszcze wzrosnąć, nawet do 80-90 proc. — alarmował Sławomir Krystek.

Aż inwestować się nie chce

Sławomir Krystek, jako reprezentant firm z sektora energetyki zawodowej, przypomniał też o drugiej stronie medalu. O tym, że efektem niskich cen energii jest nieopłacalność inwestycji w nowe moce wytwórcze. Zgodzili się z nim zresztą pozostali paneliści, nawiązując — nie wprost — do sytuacji PGE, która niechętnym okiem patrzy na własny projekt budowy bloków węglowych w Opolu.

— Nie można nie dostrzec, że niskie ceny uzyskiwane za wytwarzanie energii nie sprzyjają inwestycjom. Widzimy to po zachowaniu spółek, które wahają się, czy realizować inwestycje, czy nie — mówił Adam Dobrowolski.

Negocjuj i oszczędzaj

Skoro jako odbiorcy płacimy w Polsce za energię elektryczną relatywnie dużo, to zróbmy coś. A najlepiej zacząć od siebie. Wskazówek padło mnóstwo.

— Trzeba i negocjować ceny ze sprzedawcą, i oszczędzać. Z oszczędzaniem mamy już w Polsce doświadczenia, ale wciąż jest wiele do zrobienia. Zwłaszcza u odbiorców indywidualnych. A jeśli chodzi o negocjacje ze sprzedawcą, to sam już po raz piąty w tym roku zmieniam dostawcę energii. I nigdy nie miałem tak niskich cen jak teraz — zachęcał Marek Kulesa.

Za oszczędzaniem opowiedział się też Adam Dobrowolski. Bo najtańsza jest ta energia, której nie zużyjemy. Ale URE, Ministerstwo Gospodarki i parlament pracują też nad możliwie najprostszymi i przyjaznymi odbiorcy procedurami zmiany sprzedawcy.

— Czekamy na mały trójpak, który wprowadzi nowe procedury. Zależy nam na nich, bo dla rynku kolosalne znaczenie ma aktywność odbiorcy w poszukiwaniu optymalnej cenowo oferty, która wymusza konkurencję między sprzedawcami. Zresztą już teraz odbiorca może wybierać pomiędzy różnorodnymi ofertami — dwuletnimi, trzyletnimi, czteroletnimi — zauważył Adam Dobrowolski.

Na oszczędności kładł też nacisk Sławomir Krystek. I zachęcał firmy do prowadzenia porządnych audytów energetycznych. Choć o takie akurat trudno — ostrzegał Filip Elżanowski.

— Niestety, audyty energetyczne często prowadzone są niekompetentnie. Ale te porządnie prowadzone są nie do przecenienia. Ostatnio obserwowałem audyt prowadzony w bardzo skomplikowanej spółce transportowej, który dał wnioski druzgocące dla menedżmentu tej firmy. Okazało się, że w zakresie efektywności energetycznej zarządzający mogli zrobić w ostatnich latach bardzo wiele, a nie zrobili nic — opowiadał Filip Elżanowski.

Zalecił też… czytanie ze zrozumieniem. Bo na rynku dostaw energii, podobnie jak w telekomunikacji, jest coraz więcej firm, ofert i sprzedawców, którzy pukają do drzwi. Trzeba uważać.

— Zwłaszcza że polski rynek dopiero niedawno przestał być monopolem naturalnym. Trzeba się jeszcze wiele nauczyć — zaznaczał Filip Elżanowski.

Audyt daje ogromne pieniądze

Dobrodziejstwa audytu energetycznego podkreślał też Henryk Kaliś. Sam ich zresztą doświadczył. Jako pełnomocnik zarządu ds. zarządzania energią elektryczną w Zakładach Górniczo-Hutniczych Bolesław (ZGH Bolesław to jedno z najbardziej energochłonnych przedsiębiorstw w Polsce, o zużyciu 500 tys. MWh rocznie) zamówił taki audyt, korzystając z dofinansowania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (680 tys. zł).

— Audyt trwał ponad rok i dał olbrzymi materiał. Zaowocował m.in. propozycją działań i inwestycji efektywnościowych, które dadzą zwrot w rok lub kilka miesięcy.A proszę pamiętać, że ZGH od dawna dba o efektywność energetyczną. To obrazuje potencjał takiego audytu, czyli możliwość zaoszczędzenia ogromnych pieniędzy — rekomendował Henryk Kaliś. Zwłaszcza że czas prostych oszczędności, dających np. 20-procentowe efekty, w polskim przemyśle już minął. Trzeba szukać głębiej.

— Poza audytem, można też sięgnąć po strategie zakupowe, np. na giełdzie. Choć warto też po prostu negocjować z energetyką, która ma coraz więcej przyjaznych ofert dla przemysłu. Za zniechęcający uważam natomiast telemarketing, ze względu na bardzo słabe przygotowanie merytoryczne sprzedawców — wyliczał Henryk Kaliś.

Kiedy ten trójpak?

Zoptymalizowany odbiorca, po audycie i po zmianie sprzedawcy, i tak przyklaśnie działaniom państwa, jeśli będą zmierzać ku obniżce cen. A polskie państwo ma akurat co robić. Są i bariery do pokonania, i szanse do wykorzystania. Po pierwsze — legislacja. Wszyscy paneliści byli zgodni, że niestabilne otoczenie prawne (czyli przedłużające się prace nad pakietem ustaw energetycznych) utrudnia prowadzenie polityki energetycznej.

— Już lepsze byłoby otwarte i oficjalne stwierdzenie, że rząd potrzebuje jeszcze np. 1,5 roku, żeby przemyśleć założenia nowego prawa — stwierdził Filip Elżanowski.

— Nasz legislacyjny pat wskazuje, że rząd jest w fazie głębokiego przebudowywania polityki energetycznej. Jeśli faktycznie tak jest, to jestem „za”. A jeśli to zwykły bałagan, to źle — dodał Henryk Kaliś. Bez legislacji kilka branż żyje w permanentnej niestabilności. A mogłyby się przyczynić do niższych cen energii.

— Kluczowe jest przyznanie wsparcia kogeneracji [wysokosprawna produkcja energii i ciepła w skojarzeniu — red.], o którym ktoś zapomniał — apelował Marek Kulesa.

Wtórowali mu pozostali paneliści. Do końca zeszłego roku kogeneracja była wspierana za pomocą czerwonych i żółtych certyfikatów. System wygasł, choć miał zostać przedłużony. Nad nowym dokumentem prace trwają i trwają.

— Rozwój kogeneracji to szansa, którą szczególnie w dużych miastach warto jeszcze połączyć z rozwojem produkcji chłodu z ciepła sieciowego. Daje to nie tylko mniejsze zużycie energii elektrycznej, ale umożliwia także zwiększenie jej produkcji w kogeneracji. Ponadto duże szanse daje rozwój inteligentnych sieci, mikro- i małej generacji, oraz pojawienie się prosumentów — dodał Adam Dobrowolski. Bez stabilnego prawa nie rozwiną się też technologie, które są kluczem do niższych cen.

— Technologie już dziś zmieniają rynek — w sektorze łupkowym, w kogeneracji, w sektorze prosumenckim, w paliwach alternatywnych itd. Ale muszą mieć system prawny, do którego mogą się dopasować — podkreślał Filip Elżanowski. Problemem jest też model wsparcia odnawialnych źródeł energii, którego po prostu nie ma. Marek Kulesa podkreślał, że podczas gdy rynek czeka na ustawę o OZE, inwestorzy z tego rynku uciekają.

Unia się wyalienowała

Sławomir Krystek największe bariery widzi w regulacjach unijnych.

— Unia dąży do świata bez pyłków, bez siarki, bez tlenków azotu. A to niemożliwe i do tego jeszcze drogie — stwierdził Sławomir Krystek. Podobnego zdania był Henryk Kaliś. Za główną barierę dla strategii zmierzającej do niskich cen energii uważa europejską politykę klimatyczną.

— Europa jest nad gospodarczą przepaścią, a i tak robi krok do przodu i głosuje choćby backloading [interwencję na rynku uprawnień do emisji CO 2, w celu podniesienia ich ceny — red.]. To efekt wyalienowania elit europejskich. Mam nadzieję, że polscy politycy żyją bliżej realiów — oburzał się Henryk Kaliś. Blisko realiów, jak chętnie przywoływał Sławomir Krystek, żyją na pewno politycy amerykańscy, którzy po odkryciu zasobów gazu z łupków wspierali wstrzymywanie elektrowni węglowych na rzecz gazowych. Jeśli polscy tacy nie będą, będzie nam trudno.

— Klimatyczne zobowiązania forsowane przez Unię mogą dać taki efekt, że spełnimy wymagania, ale naszej gospodarki nie będzie — przestrzegał Filip Elżanowski. Bo dla gospodarki najważniejsze są jednak koszty. Sławomir Krystek chętnie rzuca liczby: jeden GJ ciepła zawarty w węglu brunatnym kosztuje w Polsce 8 zł, a w gazie — 36 zł. Natomiast w USA jeden GJ w gazie to koszt 8 zł.

— Nawet w innych krajach Europy widać przywiązanie do kosztów. Mówi się dużo o energii odnawialnej i klimacie, a tymczasem produkcja energii z węgla brunatnego rośnie. Bo jest w tej chwili najtańszy — przypominał Henryk Kaliś. Z kosztowego punktu widzenia Henryk Kaliś rekomendowałby rozwijanie kogeneracji opartej na biomasie — dawałaby i prąd, i ciepło, korzystając przy tym ze wsparcia certyfikatów.

Łupkowy znak zapytania

Promowane przez rząd poszukiwania gazu z łupków, którego wydobycie mogłoby wpłynąć na spadek cen energii, jest szansą, ale bardzo niepewną.

— Szanse na uruchomienie wydobycia są pod tak dużym znakiem zapytania, że coraz mniej osób w to wierzy. Dlatego ja stawiam raczej na rozwój rynku — mówił Marek Kulesa. Sceptyczny był też Heryk Kaliś. Przypomniał, że polskie PGNiG jest związane z Gazpromem kontraktem jamalskim, który obowiązuje do 2022 r. i zakłada sztywno określoną cenę i wolumen dostaw.

— Nie wiem, czy w tej chwili mamy na rynku miejsce na tańszy gaz — powątpiewał Henryk Kaliś.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu