Chaos w zielonych certyfikatach

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2013-05-24 00:00

Inwestorzy z sektora OZE skarżą się na brak jasnych danych o produkcji i liczbie wydanych certyfikatów. URE temu zaradzi?

Firmy działające w branży odnawialnych źródeł energii skarżą się na bałagan informacyjny, utrudniający planowanie biznesu. I winią za to urzędy.

JAK TU PLANOWAĆ:
 Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, uważa, że rozbieżne dane dotyczące wielkości produkcji zielonej energii utrudniają firmom planowanie biznesowe. Trzeba to zmienić. [FOT. ARC]
JAK TU PLANOWAĆ: Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, uważa, że rozbieżne dane dotyczące wielkości produkcji zielonej energii utrudniają firmom planowanie biznesowe. Trzeba to zmienić. [FOT. ARC]
None
None

— Wydawałoby się, że to, ile wyprodukowaliśmy zielonej energii, ile z tego tytułu wydano i umorzono zielonych certyfikatów, to oczywiste pytania. Tymczasem nie ma na nie prostych odpowiedzi — alarmuje Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Istotnie, z kwietniowego raportu Agencji Rynku Energii (ARE) wynika, że w 2012 r. produkcja energii ze źródeł odnawialnych wyniosła 16,8 TWh (o 4 TWh więcej niż w 2011 r.). Tymczasem Urząd Regulacji Energetyki (URE) ogłosił jednocześnie, że według niego produkcja zielonej energii była na poziomie 13,8 TWh.

— Sposoby liczenia są różne, ale to rodzi chaos informacyjny. Gdzie się podziały 3 terawatogodziny?— zastanawia się Wojciech Cetnarski. Dla firm z sektora OZE takie dane mają kolosalne znaczenie. Zielone certyfikaty, które tworzą państwowy system wsparcia energii ze źródeł odnawialnych, są bowiem dla przedsiębiorców źródłem ok. połowy przychodów. Kupują je dystrybutorzy prądu, którzy w ten sposób wypełniają narzucony przez państwo obowiązek posiadania zielonej energii w portfelu dostaw. Podaż natomiast zależy… no właśnie, od skali rozwoju OZE. A na ten temat dane są rozbieżne. To zaś uniemożliwia prognozowanie cen certyfikatów, notowanych na Towarowej Giełdzie Energii.

— Ceny zielonych certyfikatów i tak są mocno niestabilne, co jest spowodowane ich nadpodażą. Proste i skuteczne byłoby zrobienie pierwszego kroku i rzetelne publikowanie informacji o rynku certyfikatów — uważa Wojciech Cetnarski. I wylicza, że dziś dane są w czterech miejscach — w ARE, URE, a także w Towarowej Giełdzie Energii, gdzie rejestrowane są certyfikaty oraz odbywa się handel, a także w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, na którego rachunek uiszcza się opłatę zastępczą.

— Zdajemy sobie sprawę z tych rozbieżności i zamierzamy się tym zająć — deklaruje tymczasem Andrzej Czerwiński, poseł Platformy Obywatelskiej i szef sejmowej podkomisji ds. energetyki. Organizacje z sektora zielonej energii, w tym PSEW, domagają się uregulowania tej kwestii prawnie. Najlepiej już w „małym trójpaku”. Najlepiej też, żeby zbieraniem i upublicznianiem tych danych zajął się URE. Taki obowiązek przypisałby też URE Andrzej Czerwiński, choć nie widzi konieczności zmieniania prawa.

— Obecne przepisy są wystarczające, a także władze URE sprzyjają takim zmianom — zauważa Andrzej Czerwiński.

16,8 TWh Tyle, według kwietniowego raportu Agencji Rynku Energii, wyniosła zeszłoroczna produkcja energii ze źródeł odnawialnych.

13,8 TWh A tyle zielonego prądu wyprodukowano w 2012 r. wg danych Urzędu Regulacji Energetyki. Skąd luka?