Chcą nowego budynku

Agnieszka Janas
opublikowano: 2005-09-06 00:00

Ustawa nakazuje ochronę dóbr kultury współczesnej... A przykład stołecznego Supersamu pokazuje komplikacje, jakie wywołuje słuszna intencja.

Działka w centrum miasta z przeznaczeniem na prowadzenie działalności handlowej nie zawsze daje powód do radości. Przykład? Spółdzielnia Spożywców Supersam, właściciel warszawskiego Supersamu, czyli 13 tys. mkw. powierzchni znajdującej się na granicy Śródmieścia i Mokotowa.

— Problemem jest budynek. Jego infrastruktura nie spełnia standardów współczesnego handlu. Koszty ponoszone na utrzymanie go w należytym stanie stają się nieracjonalne dla spółdzielni. Konieczna jest radykalna modernizacja — ocenia Grzegorz Majewski, prezes Spółdzielni Spożywców Supersam.

Wśród wad sklepu wymienia: wysokość (w najwyższym punkcie dach znajduje się 8 m nad podłogą), umieszczenie wszystkich mediów i instalacji w posadzce oraz brak m.in. klimatyzacji i izolacji termicznej.

— Remont i doposażenie samych instalacji to kwota co najmniej 2-3 mln zł. A okna, wentylacja i klimatyzacja? Ich wykonanie kosztowałoby drugie tyle — wymienia Grzegorz Majewski.

Zawieszony na linie

Stan techniczny budynku to nie jedyny problem, z którym boryka się właściciel nieruchomości.

— Na tak dużej działce stoi sklep o łącznej powierzchni 5,2 tys. mkw., część handlowa liczy 2,3 tys. mkw. Płacimy zatem wysoki podatek gruntowy, ale działka nie jest efektywnie wykorzystana — wylicza prezes Majewski.

Dlaczego zatem spółdzielnia nie rozbierze starego i w tym miejscu nie postawi nowoczesnego sklepu? Ponieważ budynek jest charakterystyczny dla tej części stolicy. Nic dziwnego. Otworzony został w 1962 r. i przez wiele lat traktowany był jako obowiązkowy punkt wizyty socjalistycznych przywódców.

— Supersam traktowany jest jako element stały widoku tej części miasta. Każda nawet najmniejsza zmiana wymaga zabiegów w urzędach. Nie udało się nam nawet postawić, na własnym terenie, billboardów. Obawiamy się, że umieszczenie przez warszawski oddział Stowarzyszenia Architektów Rzeczpospolitej Polskiej (SARP) sklepu na „Liście wybitnych obiektów architektury i założeń urbanistycznych zrealizowanych w latach 1945-1981 postulowanych do objęcia ochroną” tym bardziej uniemożliwi nam potrzebne inwestycje — tłumaczy Grzegorz Majewski.

Spór o mur

Zdaniem Oddziału Warszawskiego SARP, Supersam jest jednym z obiektów stanowiących o tożsamości miasta. Unikalna jest jego konstrukcja, w tym dach rozpięty na linach. Spełniając wszystkie przyjęte kryteria wyboru i oceny, jest on szczególnie predestynowany do objęcia ochroną. Stanowisko takie prezentował publicznie również Michał Borowski, naczelny architekt Warszawy.

— To właśnie ta konstrukcja uniemożliwia nam przeprowadzenie kompleksowych prac modernizacyjnych. Chcielibyśmy wybudować nowy budynek, o którego kształcie zadecydowałby konkurs architektoniczny. Nie planujemy hipermarketu czy biurowca, gdyż nadal chcemy prowadzić tu działalność. O zabudowie i przeznaczeniu działki chętnie będziemy rozmawiali z miastem. Jednak bez możliwości realizacji nowego obiektu teren i budynek będą tylko traciły na wartości — podkreśla przedstawiciel spółdzielni.

Tymczasem, zdaniem warszawskiego SARP, problem polega głównie na niezrozumieniu intencji autorów listy.

— Właściciel Supersamu optuje za rozebraniem budynku. Tymczasem twórcy listy, wśród których, oprócz architektów i urbanistów, są historycy sztuki, konserwatorzy, varsavianiści oraz przedstawiciele stowarzyszeń zajmujących się statutowo ochroną i opieką nad zabytkami, uważają, że budynek, a także być może panorama miasta, której jest częścią, powinna być chroniona. Dziedzictwo kultury współczesnej i przestrzeń publiczna stanowią wspólne dobro — przekonuje Jolanta Przygońska z zarządu Oddziału Warszawskiego SARP.

To tylko sugestia

Zdaniem przedstawicielki SARP, postrzeganie listy jako narzędzia ograniczania praw właścicieli wpisanych na nią nieruchomości jest nieporozumieniem.

— To tylko propozycja — nie obowiązujące prawo. Status prawa miejscowego uzyska tylko wtedy, kiedy obiekty znajdujące się na niej uznane zostaną za dobro kultury współczesnej i wpisane do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W takim planie powinno też zostać dokładnie opisane, w jakim zakresie podlegają one ochronie oraz z jakimi ograniczeniami muszą się liczyć ich właściciele. Uchwalenie planu wyeliminowałoby etap występowania o warunki zabudowy i zagospodarowania terenu. Obecnie jest to konieczne przed składaniem dokumentacji związanej z uzyskaniem pozwolenia na budowę. Skończyłoby się także interpretowanie przepisów przez urzędników. Lista powstała więc także po to, aby wyeliminować utrudnienia, z którymi borykają się właściciele i inwestorzy — przekonuje Jolanta Przygońska.