Chcą stworzyć elektroniczne urzędy

Sylwester Sacharczuk
13-03-2006, 00:00

Czy informatycy z białostockiego ZETO mają coś wspólnego z krowami? Tak. Pracują dla tej samej branży.

Pracownicy ZETO najpierw rozliczali lokalnych dostawców mleka, dziś obsługują większość jego krajowych producentów. Początki firmy sięgają 1966 r., kiedy mało kto słyszał o informatyce czy komputeryzacji. W Białymstoku powstał wtedy pionierski w regionie ośrodek — Zakład Elektronicznej Techniki Obliczeniowej.

Komputer jak pokój

W firmie z rozrzewnieniem wspominają ówczesny sprzęt.

— To były potężne maszyny. W obliczeniach pomagały nam polskie komputery Odra, choć nie mogło zabraknąć także rosyjskich Riadów — mówi Ryszard Łuszczewski, prezes ZETO.

Zakład specjalizował się w przetwarzaniu danych dla firm.

— Dostawaliśmy dokument i dzięki kartom perforowanym wprowadzaliśmy dane do komputerów. Wyniki obliczeń wracały do przedsiębiorstw — wyjaśnia prezes Łuszczewski.

Przełomowy był rok 1978. Wtedy zakład zaczął współpracę z producentami mleka.

— Stworzyliśmy system do rozliczania dostawców. Okazał się na tyle dobry, że zainteresowały się nim firmy z całej Polski — mówi Ryszard Łuszczewski.

Straty do nadrobienia

Zmiana ustroju i recesja gospodarcza zadały firmie bolesny cios.

— Wiedzieliśmy, że nie przetrwamy bez restrukturyzacji. Niestety, nie mogło się obejść bez radykalnego odchudzenia kadry. W szczytowym momencie zatrudnialiśmy 270 osób, a po prywatyzacji pozostało niewiele ponad 90 najbardziej potrzebnych — mówi Ryszard Łuszczewski.

Najtrudniejszy rok? 1992. To wtedy sprywatyzowano zakład. Dzisiaj około 75 proc. akcji mają obecni, a resztę — byli pracownicy firmy. W sumie jest to około 70 osób. Prezes z kilkunastoma procentami jest najwiekszym udziałowcem.

— Przygotowanie prywatyzacji zajęło nam tyle czasu i energii, że straciły na tym potrzeby klientów. Proces trwał około dwóch lat, a konkurencja nie stała w miejscu. Musieliśmy odrabiać straty — opowiada prezes Łuszczewski.

Firma zaczęła handel sprzętem.

— Nie mieliśmy wyboru. Wielu klientów podchodziło z dystansem do naszej oferty. Musieliśmy udowodnić, że jesteśmy konkurencyjni i damy radę wyzwaniom — mówi Ryszard Łuszczewski.

Zarobek w oborach

Udało się. Dziś usługi i handel stanowią po połowie działalności, choć renomę daje firmie to pierwsze. ZETO pomaga instytucjom i firmom rozwiązywać problemy informatyczne. Największe zyski czerpie z mleczarstwa. Obsługuje prawie 200 z około 340 krajowych zakładów. Produkuje systemy rozliczania dostawców mleka, kwot mlecznych i zarządzania wynikami pomiarów mleka.

— Przydają się we wszystkich procesach w mleczarniach. Coraz więcej rolników szuka też rozwiązań automatyzujących pracę w gospodarstwach. Czujemy jednak oddech konkurencji. Rolnictwo jest atrakcyjnym segmentem, a rolnik bardzo cennym klientem — wyjaśnia prezes Łuszczewski.

Nie tylko mleczarnie

ZETO dorobiło się też największej w regionie sieci teletransmisyjnej obsługującej m.in. ZUS, KRUS, banki i urzędy. Produkuje własne komputery Zetos i współdziała ze światowymi liderami: IBM, Hewlettem-Packardem i Fujitsu-Siemensem.

— Istotna jest też współpraca z uczelniami, w której dostawa i obsługa sprzętu to tylko jeden z elementów. Dzięki umowie z wydziałem zarządzania Politechniki Białostockiej najlepsi absolwenci próbują sił jako nasi pracownicy — mówi prezes Łuszczewski.

Najlepszy okres w historii firmy to ostatnie osiem lat. Ubiegły rok zakończyła 6 mln zł zysku. Prezes podkreśla, że firmie udało się połączyć jakość z dobrą ceną.

— Nie jesteśmy drodzy. Dlatego wygrywamy ponad połowę przetargów, w których startujemy. Bierze w nich udział nawet po kilkadziesiąt firm, więc to naprawdę przyzwoity wynik — mówi Ryszard Łuszczewski.

Przyszłość w podpisie

Dzięki współpracy z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych w siedzibie ZETO otwarto przedstawicielstwo Polskiego Centrum Certyfikacji Elektronicznej. Można tu wyrobić podpis elektroniczny, ale chetnych na razie mało.

— To się zmieni. Podpis stanie się podstawą społeczeństwa informacyjnego, do którego dążymy. Zapewnia wygodę, poufność i wiarygodność. Jestem pewien, że niebawem będzie powszechny — twierdzi Ryszard Łuszczewski.

Zdecydowanie zaprzecza opinii, że Podlasie jest słabo skomputeryzowane, zwłaszcza w administracji.

— Tylko my w ostatnich latach wyposażyliśmy w sprzęt i oprogramowanie około sto urzędów miejskich i gminnych. Teraz chcemy stworzyć urzędy elektroniczne — wszystkie sprawy załatwi się przez internet z domu — mówi prezes Łuszczewski.

Priorytet na najbliższe lata?

— Fachowa i jak najlepsza obsługa klientów. Może brzmi to banalnie, ale dobrze obsłużony klient do nas wróci, a jeśli nie będzie zadowolony — stracimy go. A to dla każdej firmy największa porażka — kończy prezes Łuszczewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwester Sacharczuk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Chcą stworzyć elektroniczne urzędy