Chłop potęgą jest i basta

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 04-01-2018, 22:00

Rynek sztuki strzelił z bata w ostatnim kwartale i roczny obrót na aukcjach przebił 200 mln zł. To wynik najokazalszy w historii.

Kurz nareszcie może bezkarnie opaść na ramy obrazów, bo ospały początek stycznia to nie czas forsownej sprzedaży, tylko pierwszych posezonowych analiz. Obroty domów aukcyjnych nigdy nie były tak pokaźne jak w minionym roku — według monitorującego transakcje portalu Artinfo, sięgnęły 214,1 mln zł i w zestawieniu z 2016 r. były wyższe o 28 proc. Tak jak cała sprzedaż, rekordy również podane zostały w tym raporcie wraz z opłatą organizacyjną, wobec czego najcenniejsza z prac kosztowała prawie 4,4 mln zł, podczas gdy jej cena przybita na aukcji młotkiem to 3,7 mln zł. Równowartość dziesięciu porsche cayenne z salonu osiągnął pastel Stanisława Wyspiańskiego — sycząc pod nosem swoje „miałeś, chamie…” strąconemu z pierwszej lokaty olejowi Jana Matejki.

O MATKO: „Macierzyństwo” Stanisława Wyspiańskiego to pastelowy portret żony artysty utulającej jedno z trojga ich dzieci. Pracę wylicytowano w Desie Unicum do 3,7 mln zł — to najwyższa osiągnięta dotychczas stawka na krajowych aukcjach.
Zobacz więcej

O MATKO: „Macierzyństwo” Stanisława Wyspiańskiego to pastelowy portret żony artysty utulającej jedno z trojga ich dzieci. Pracę wylicytowano w Desie Unicum do 3,7 mln zł — to najwyższa osiągnięta dotychczas stawka na krajowych aukcjach. Fot. DESA UNICUM

Złoty róg

Gdyby obrazy miały toczyć między sobą pojedynki o pozycję w tabeli rekordów, bezwzględnym rozgrywkom sprzyjałaby surowa pogoda, bo jedną z jaskrawszych właściwości rynku sztuki jest właśnie jego sezonowość. Ciepłe w wydźwięku „Macierzyństwo” Wyspiańskiego wylicytowane zostało w grudniu, podobnie jak ponad połowa listy dziesięciu najdroższych obiektów na ubiegłorocznych aukcjach — z pozostałych dwa zmieniły kolekcje w październiku, a tylko po jednym przypadło na pierwszy i drugi kwartał. Po rozbiciu tego rekordowego obrotu na półrocza otrzymamy więc nierówną proporcję 86,3 mln zł do 127,8 mln zł, która wskazuje wyraźnie, że druga połowa była od pierwszej tęższa o 48 proc. Gdyby natomiast zafałszować odrobinę statystykę i przesunąć czerwcową sprzedaż drogiego oleju Matejki o miesiąc, ostatnie półrocze skończyłoby z wynikiem wyższym o prawie 60 proc.

Jak podaje raport Artinfo, prawie 53 proc. zeszłorocznej aukcyjnej sprzedaży wypracowana została już nie w drugiej połowie roku, tylko w samym czwartym kwartale — na ostatnie trzy miesiące przypadło więc 112,7 mln zł, co pozostawiło tym wakacyjnym zaledwie 7 proc. rocznego obrotu. Drobiazgowy analityk spytałby wobec tego, czy o dysproporcji zadecydowaławiększa zachłanność popytu w drugim półroczu, czy może jego doskonała cenowa nieelastyczność. Z danych Artinfo wynika, że od czerwca do grudnia wylicytowano tylko 19 obiektów więcej niż w pierwszej połowie roku, co błyskawicznie nasuwa wniosek, że przeciętne dzieło drożało wraz z pogarszaniem się aury za oknem. Przy całej dobitności taki morał zaspokoi jednak tylko głód mniej wnikliwego pasjonata statystyki, bo podsumowanie rynku sztuki sprowadzające się do średniej ceny to — trzymając się Młodej Polski — pospolitość, aż skrzeczy.

Chłopomania

Po odnotowaniu grudniowego nagromadzenia rekordów mówienie o przeciętnej cenie licytowanego dzieła daje niewiele, dlatego że o średnim poziomie przesądził nie tylko rozochocony popyt, ale głównie surowo selekcjonowana oferta. Cztery z dziesięciu najśmielszych transakcjiprzypadły na tę samą grudniową aukcję — wcześniej dom aukcyjny nie wystawiał tak rzadkiej, zgeometryzowanej martwej natury Haydena, tak wczesnego portretu Fangora ani tak licznej grupy czarnych manekinów Magdaleny Abakanowicz. Osobliwe przykłady z przedświątecznego katalogu Polswiss- Art otwierają na liście rekordów drugą piątkę, pierwszą pozostawiając sztuce zwyczajowo nazywanej dawną. W tym przedziale najliczniejsze — bo dwa — okazały się sporych rozmiarów płótna Józefa Chełmońskiego sprzedane w Agrze-Art w cenach powyżej 1,8 mln zł i 2,1 mln zł, włączając prowizje. Pierwszy z obrazów to wylicytowana końcem marca „Jesień”, drugi — srebrząca się na grudniowej aukcji „Noc księżycowa”, przedstawiająca drewniany zaprzęg wdzierający się w mróz z takim impetem, że w ciemnym powietrzu skłębiła się para z nozdrzy koni. Pomiędzy aukcją marcową a tą zamykającą sezon Agra-Art umieściła jednak w katalogu pracę, dla której rynek nigdy nie jest do końca przewidywalny — pastel niespotykany, a mimo to niesprzedany.

Wtedy jeszcze, jesienią, wystawiony z progiem 420 tys. zł portret Stanisława Wyspiańskiego był przede wszystkim wysoko wycenionym papierem, w obliczu którego trudno było się zdobyć na odwagę, z jaką licytuje się podobnej klasy oleje. Rekordowo sprzedane dzieło w historii lokalnych aukcji, a więc „Macierzyństwo” tego samego autora, to natomiast równie delikatny pastel, przez który przebija lekko pożółkły karton — a w zestawieniu ze wspomnianym portretem, droższy o dziewięć umownych porsche cayenne. Spośród wszystkich kadrów z błotnistym podwórkiem, zagajnikiem czy zaprzęgiem i ze wszystkich scen z udziałem okutanych chustami pasterek właśnie to młodopolskie „Macierzyństwo” z żoną artysty mogło więc uchylić na rynku drzwi, przez które próg cen właściwych olejom przekroczą pastele.

Czulsze na ostre słoneczne promienie i skrzętnie kryjące suche pociągnięcia kredki za szkłem — mniej trwałe niż tłuste warstwy zastygłej farby na płótnie, a jednak zachowane do naszych czasów. Z perspektywy mglistych przewidywań popytu każdy zarysowany przez Wyspiańskiego papier powinien teraz w mgnieniu oka znikać z galerii, ale założenie, że prawidłowości w tej dziedzinie są tak proste, byłoby już w tym kontekście chłopskie. Analityk może przecież liczyć dzieła, aż się zgarbi, a rynek na to jak z „Wesela”: „gadu, gadu, stary dziadu”.

OKIEM EKSPERTA

Milion to już nie wyjątek

JULIUSZ WINDORBSKI, prezes DESY Unicum

Miniony rok prawie w całości niczym nie różnił się od poprzedniego — notowaliśmy podobne ilości i wartości transakcji, wyłączając oczywiście takie sprzedaże jak w przypadku obrazu Matejki. Ogromnego przyspieszenia rynek nabrał w listopadzie i grudniu, kiedy mocne już nazwiska jeszcze poprawiły swoją pozycję, a ceny w przypadku artystów niedoszacowanych zaczęły osiągać nowe poziomy. W tej drugiej grupie wymienić można chociażby Tomasza Tatarczyka czy Alfreda Lenicę, których prace właśnie przebiły próg 200 tys. zł. Przy ograniczonej podaży i zwiększonym zainteresowaniu coraz więcej artystów — i coraz szybciej — przebija też barierę 100 tys. zł, dlatego dobrej sztuki za kilkadziesiąt tysięcy złotych zaczyna, moim zdaniem, zauważalnie ubywać. Dochodząc natomiast do jeszcze wyższej półki, trzeba zwrócić uwagę, że zaledwie rok temu przekroczenie bariery 1 mln zł było czymś wyjątkowym, a obecnie na jedną aukcję przypada czasem nawet kilka takich transakcji.

Gdybym miał jednak wskazywać nie najwyższe stawki, ale typować artystów, których prace uważam za niedoszacowane, jako nazwiska z potencjałem wymieniłbym m.in. Kobzdeja, Sterna, Maziarską, Berdyszaka, Dobkowskiego czy wspomnianego już Lenicę. To oczywiście przedstawiciele sztuki powojennej — w przypadku dawnej dużo trudniej skomponować taką listę, bo nabywcy są zdecydowanie bardziej stali i najczęściej kierują się wcześniej wyrobionym gustem. Warto jednak zauważyć, że po wcześniejszym okresie zahamowania rynek dawnej sztuki wyraźnie się ożywił — a dobre, rzadkie prace prędzej niż później znajdują nabywców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Chłop potęgą jest i basta