Na dwoje babka wróżyła — tak odpowiadają polscy ciepłownicy na pytanie, czy możliwa jest transformacja ich sektora w sposób spełniający jednocześnie wymagania unijne i społeczne. Ankieta przeprowadzona wśród 600 menedżerów uczestniczących w Forum Ciepłowników Polskich w Międzyzdrojach przyniosła prawie taki sam wynik na „tak” i na „nie”. Dlaczego „nie”? 60 proc. wskazuje, że największym wyzwaniem są pieniądze.
Skoro chodzi „tylko” o pieniądze, to przemawiający na Forum Jerzy Buzek, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego i były polski premier, jest optymistą.
— W ciągu najbliższych kilku lat Polska będzie dostawała z Unii 2,5 razy większe pieniądze niż dotychczas. To niewyobrażalna kwota, a sektor ciepłownictwa ma szanse otrzymać część proporcjonalną do jego znaczenia — podkreślił Jerzy Buzek.

Niektórzy widzą przepaść
Ciepłownicy w Międzyzdrojach nazywają się systemowymi, ponieważ chodzi o firmy produkujące i rozprowadzające ciepłą wodę rurami do licznych odbiorców, w odróżnieniu od domkowiczów, ogrzewających się własnymi źródłami ciepła. Ciepło systemowe to w Polsce potężny sektor, liczący blisko 400 firm zapewniających ciepło 42 proc. gospodarstw domowych. Na tle innych rynków Unii Europejskiej też wypada potężnie — to największy europejski system wytwarzania ciepła.
Problem w tym, że udział węgla w tym sektorze sięga 71 proc. (według danych URE za 2019 r.), a od węgla trzeba odejść. Po pierwsze — UE zmierza do neutralności klimatycznej w 2050 r. Po drugie — uprawnienia do emisji dwutlenku węgla, czyli rodzaj podatku od spalania węgla, biją rekordy cenowe — kosztują już 63 EUR za tonę. Wreszcie po trzecie — węgla w Polsce wydobywa się coraz mniej i leży coraz głębiej, przez co rosną koszty. Punkt drugi i trzeci oznaczają, że za ogrzewanie Polacy płacą coraz więcej. Trzeba sektor zmienić, a to kosztuje.
— Stoimy nad przepaścią, ale czy zrobimy krok do przodu, to nie wiem — tak nastrój branży prezentował menedżer zakładu ciepłowniczego z Gliwic.
Komisja węglowi nie odpuści
Do zmiany zachęcał Jerzy Buzek.
— Transformacja to nie jest widzimisię ani abstrakcyjny pomysł tych, którzy chcą pogrążyć polską gospodarkę. Węgiel dramatycznie nam się kończy, więc teraz jest ostatni moment na zmiany — alarmował Jerzy Buzek.
Dla tych, którzy mają jeszcze nadzieję, że Bruksela zmieni zdanie, rozmyśli się albo pogodzi z węglem, klarowny przekaz miał Karlis Goldstein, członek gabinetu Kadri Simpson, komisarz ds. energii.
— Przez 12 lat ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla były nieodczuwalne, a dopiero teraz rzeczywiście je czujemy. Polskie firmy zbyt długo odkładały decyzje, a teraz muszą je podejmować inteligentnie. Jestem przekonany, że Polska sobie poradzi — powiedział Karlis Goldstein.
Na razie filarem polskiej strategii w ciepłownictwie jest przestawianie źródeł na gaz, co jest rozwiązaniem przejściowym. Do 2050 r. sektor musi znaleźć własną drogę wśród rozwiązań odnawialnych.
Porozmawiajmy o definicjach
Konieczność odchodzenia od węgla to wyzwanie znane już ciepłownictwu, tymczasem nadchodzi zupełnie nowe — perspektywa obłożenia węglowym podatkiem budownictwa. Ten tzw. mini-ETS ma się znaleźć w pakiecie Fit for 55, który Komisja Europejska już ogłosiła i w jego sprawie ruszają negocjacje. Budynki to klienci ciepłownictwa, więc presja na dekarbonizację sektora się zwiększy.
Z dystansem do propozycji z Fit for 55 podchodzi Piotr Sprzączak, dyrektor departamentu ciepłownictwa w Ministerstwie Klimatu.
— Zastanawiam się, czy ten dokument bierze wystarczająco pod uwagę polską specyfikę. Na pewno jesteśmy dopiero na wstępie negocjacji, a jednym z większych wyzwań będzie definicja efektywnego systemu ciepłowniczego — podkreślił Piotr Sprzączak.