Citronex buduje drugie bananowe królestwo

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2019-02-27 22:00

Gigant w Polsce postanowił zostać gigantem w Rumunii. Zaczął od swojej domeny, czyli bananów. Myśli jednak już o skopiowaniu innych odnóg biznesu, np. pomidorowych

Z artykułu dowiesz się:

  • jaką inwestycję realizuje Citronex
  • na czym polega atrakcyjność rumuńskiego rynku
  • jak radzą sobie polskie firmy w Rumunii

 

 

W styczniu ruszyła pierwsza dojrzewalnia Citroneksu w miejscowości Timosoara w Rumunii, a grupa już mówi o kolejnej.

PODZIAŁ OBOWIĄZKÓW:
PODZIAŁ OBOWIĄZKÓW:
Rafał Zarzecki to drugie pokolenie tworzące Grupę Citronex. Odpowiada za biznes spożywczy, inni członkowie rodziny są odpowiedzialni m.in. za transport i spedycję, myjnie, hotele, stacje paliw, restauracje i markety.
Fot. WM

— Po sześciu tygodniach dojrzewania bananów mamy już zapełniony cały obiekt, mogący pomieścić 75 tys. kartonów. Na razie zainwestowaliśmy tu 6 mln EUR. Kolejne sześć to kwestia najbliższych miesięcy. Będziemy rozbudowywać tę dojrzewalnię i budować drugą, najpewniej w Bukareszcie — mówi Rafał Zarzecki, członek zarządu Citroneksu, odpowiedzialny za spożywczą część biznesów grupy.

Na razie w Rumunii grupa zatrudnia 50 osób. Przyciągnęli ją tam dotychczasowi klienci.

— Sieci handlowe, które obsługujemy, narzekały na braki w zaopatrzeniu w banany takiej jakości, do jakiej są przyzwyczajone w naszej części Europy. W Rumunii mieliśmy wcześniej jednego klienta, do którego towar szedł ze Zgorzelca, teraz mamy ich kilku, a zaopatrywani są z nowej, miejscowej dojrzewalni. Rumunia to też dobra baza wypadowa chociażby do Węgier — dodaje Rafał Zarzecki.

W zeszłym roku owocowo-warzywne obroty Citroneksu sięgnęły 1 mld zł, a całej grupy około 2 mld zł. Rumuński rynek ma dołożyć w tym roku 300 mln zł.

— Skopiowaliśmy tam model, w którym działamy w Polsce, i on się sprawdza. Przy czym — wbrew temu, co sądzi wielu przedsiębiorców ciągnących w tamtym kierunku — to nie jest kraj, w którym nic nie ma, a ceny są niskie. To kraj, w którym wiele segmentów rynku jest już zagospodarowanych i wcale nie jest tanio, ale jest też 20 mln potencjalnych konsumentów — podkreśla Rafał Zarzecki.

Czy zatem w Rumunii Citronex zbuduje aż takie królestwo jak w Polsce, w której na kolejne inwestycje owocowo-warzywne wydawał setki milionów złotych?

— Analizujemy, co jeszcze możemy tam powtórzyć. Przyglądamy się m.in. możliwościom inwestycji w szklarnie z warzywami. Decyzje jeszcze nie zapadły — mówi szef Citroneksu.

Przyznaje, że przez ostatnie dwa lata szukał firmy do przejęcia działającej w tym sektorze, z żadną jednak się nie dogadał.

— Akwizycje nadal nas interesują i przyglądamy się różnym podmiotom. Niezależnie od tego będziemy zwiększać moce produkcyjne w Polsce. Jesteśmy na etapie uruchamiania w Siechnicach nowego, na razie małego, zakładu produkcyjnego. Będziemy w nim wytwarzać sałatki owocowe — poręczne, do zabrania jako przekąska — informuje Rafał Zarzecki.

Ten projekt określa jako start-up, który na razie pochłonął 8-9 mln zł.

— To mocno kapitałochłonna produkcja spożywcza, więc jeśli nasz produkt zaskoczy, będziemy inwestować dużo większe kwoty — twierdzi szef Citroneksu.

OKIEM EKSPERTA

Kraj atrakcyjny dla inwestorów

IWONA CHOJNOWSKA-HAPONIK dyrektor ds. doradztwa lokalizacyjnego i programów wsparcia dla biznesu w regionie EMEA JLL

Nie jestem zaskoczona, że Rumunia okazała się bardzo atrakcyjna dla polskiej firmy. Jest bardzo wiele argumentów, które przemawiają za inwestowaniem w tym kraju. Z niemal 20 mln mieszkańców Rumunia jest drugim po Polsce pod względem wielkości krajem środkowej Europy. Niemal połowa mieszkańców to ludzie czynni zawodowo. W dobie rosnącego problemu ze znalezieniem pracowników to bardzo istotny argument dla inwestorów. Relatywnie niskie bezrobocie, na poziomie poniżej 4 proc., przekłada się na około 300 tys. bezrobotnych do zagospodarowania. Ponadto Rumunia ma jeden z najwyższych poziomów produktywności pracy — 165 proc. Warte podkreślenia są również relatywnie niższe koszty pracy — o 10 proc. w stosunku do Bułgarii, i nawet do 25 proc. w porównaniu z Węgrami. Obciążenia z tytułu obowiązkowych składek na ubezpieczenie społeczne płaconych przez pracodawcę są jedne z najniższych w Europie — wynoszą 2,25 proc. wynagrodzenia brutto. Kolejnym bardzo ważnym argumentem przemawiającym za Rumunią jest możliwość skorzystania z najwyższej pomocy publicznej. Możliwe jest uzyskanie całej dostępnej pomocy w formie grantu gotówkowego.

Szeroki wachlarz

Citronex zaczynał od 1988 r. i importu owoców cytrusowych do Polski. Szybko dołożył do tego usługi transportowe, a po kilku latach miał już pierwszą dojrzewalnię bananów w rodzimym Zgorzelcu. W latach 90. zaczął otwierać myjnie, po 2000 r. stacje paliw. Później przyszedł czas na restauracje, hotel, motel i dywersyfikację żywnościowego portfolio o warzywa. Grupa przejęła i rozbudowała szklarnie w Siechnicach, gdzie uprawia m.in. pomidory.

Aktywni inwestorzy

Chyba najbardziej znanym spożywczym inwestorem z Polski w Rumunii jest Maspex. Wadowicka grupa znana jest tu z soków owcowych, nektarów, napojów oraz produktów instant, takich jak kawa, kakao, zabielacze do kawy, herbaty rozpuszczalne i makarony. Jej ostatni rumuński nabytek to Rio Bucovina — wicelidera rynku wody kupiła w 2016 r. W Rumunii przejmował też gastronomiczny AmRest — w 2015 r. kupił lokalnego operatora sieci kawiarni Starbucks i zaczął własnymi siłami rozwijać lokale. Produkujący opakowania dla branży spożywczej CanPack ma fabrykę puszek do napojów w Bukareszcie, w zeszłym roku uruchomił drugą linię produkcyjną. Jest też sporo pozaspożywczych inwestorów. Rumuńska fabryka sody (Uzinele Sodice Govora) była pierwszą przejętą zagraniczną spółką w historii Ciechu. Pod względem produkcyjnym obecni tu są jeszcze m.in. Porta, producent drzwi, meblarscy: Kler i Vox czy Selena, znana z chemii budowlanej. Ostatnie dane o łącznych inwestycjach polskich inwestorów w Rumunii, jakie podaje Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, pochodzą z 2015 r. Wówczas osiągnęły one wartość ponad 500 mln EUR.