Co 3. dorosły unika banku

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2011-09-05 00:00

W 2009 r. NBP szacował, że 23 proc. Polaków nie ma konta. Wygląda na to, że odsetek jest wyższy.

Znamy portret nieubankowionego Polaka. To mieszkaniec wsi, osoba w sile wieku i raczej bez oszczędności

W 2009 r. NBP szacował, że 23 proc. Polaków nie ma konta. Wygląda na to, że odsetek jest wyższy.

Od kilku kwartałów trwa zaciekła rywalizacja między bankami o to, kto otworzy więcej rachunków detalicznych. Gdyby zsumować oficjalne wyniki kampanii reklamowych, okazałoby się, że kont osobistych mamy więcej niż mieszkańców Polski. Tymczasem, według ostatnich badań pochodzących z 2009 r. na temat poziomu ubankowienia Polaków, 23 proc. osób nie ma rachunku w banku. To najgorszy wynik w Unii Europejskiej. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Dotarliśmy do danych TNS Pentor z maja tego roku, zamówionych przez Bank Pocztowy, z których wynika, że konta nie ma aż 34 proc. Polaków. Rozbieżność w liczbach bierze się z nieco innej metodologii (bank centralny za ubankowionych uważa współużytkowników jednego konta) i z większej próby osób z wykształceniem podstawowym, które ankietował Pentor. Jeśli procenty przełożyć na liczby, okaże się, że rachunku nie ma 10,56 mln pełnoletnich mieszkańców Polski. Dla porównania, PKO BP, największy na rynku detalista, obsługuje 6,5 mln klientów.

Za mało dostają

Rysopis nieubankowionego Polaka jest niejednoznaczny. W grupie tych, którzy nie mają kontaktów z bankiem, są zarówno całkiem dobrze sytuowani, jak i osoby ledwie wiążące koniec z końcem, młodzi i w sile wieku, mieszkańcy wsi oraz dużych miast. Statystycznie większość nieubankowionych zalicza się do grupy wiekowej 50+, ale spory odsetek stanowi również młodzież do 20 roku życia. Większość z nich mieszka na wsi, albo w mniejszych miejscowościach, chociaż co szóstą osobę bez konta znajdziemy w miastach powyżej 200 tys. mieszkańców.

Dlaczego nie mają rachunku? Zasadniczym powodem jest przekonanie, że osiągają za niskie dochody, żeby go otwierać. Tak uważa co drugi ankietowany. Szkoda im zachodu, bo konta używaliby tylko po to, żeby pieniądze wypłacić w jednej, dwóch transzach. Nie kusi ich oprocentowanie, ponieważ przy niewielkich kwotach, jakie posiadają, "to jest kwestia 2-3 zł". Dodajmy, że według badań, 50 proc. nieubankowionych nie ma żadnych oszczędności, 14 proc. oszczędza od czasu do czasu.

Nieubankowieni trzymają gotówkę zwykle w kopertach, w posegregowanych na tygodniowe wydatki kwotach, schowanych pod ubraniami. To jest odpowiednik rachunku bieżącego. "Kontem oszczędnościowym", gdzie odkładane są nadwyżki "na czarną godzinę", jest książka (np. Biblia) albo barek. Generalnie z dala od miejsc przetrzymywania pieniędzy na bieżące wydatki, "żeby nie kusiło".

W domu bezpiecznie

Nieubankowieni uważają, że przechowywanie gotówki w domu jest bezpieczne ("a kto mi się tutaj włamie? Zresztą co mi tam mogą ukraść"). W ogóle lubią gotówkę, bo jak się dostaje wypłatę do ręki, "na ręce widać, ile tego jest, chociaż co miesiąc tyle samo". Dodajmy, że co trzeci badany dostaje wypłatę w gotówce. Co ciekawe, wśród nieubankowionych 21 proc. w przeszłości miało rachunek (60 proc. z nich w PKO BP albo banku spółdzielczym), przy czym jednak tylko 27 proc. otworzyło go z własnej woli (głównie do oszczędzania). Większość została do tego przymuszona lub namówiona przez pracodawcę (57 proc. ankietowanych). Konto zostało zlikwidowane, gdy przestały na nie wpływać dochody (32 proc.), pogorszyła się kondycja finansowa posiadacza (30 proc.) lub pieniądze zaczęły wpływać nieregularne (24 proc.). 21 proc. badanych zamknęło rachunek ze względu na koszty, a 19 proc. po prostu woli trzymać pieniądze w domu.

Na czarną godzinę

Cechą charakterystyczną nieubankowionych jest skrupulatność i rzetelność. Rachunki płacą w pierwszej kolejności, często mają z góry wyliczone kwoty na wydatki. Nadwyżki oszczędzają "na czarną godzinę" albo na wypadek choroby. Jak ognia boją się kredytów. Tylko 7 proc. spośród nich sięgnęłoby po niego bez wahania, ale aż 34 proc. ankietowanych deklaruje, że nigdy nie zadłużyłoby się w banku, a 53 proc. traktuje taką ewentualność jako ostateczność. Co jednak ciekawe, aż 32 proc. nieubankowionych w przeszłości zaciągnęło albo pożyczkę gotówkową, albo kredyt ratalny, albo hipoteczny (1 proc.).

Ankietowani najchętniej pożyczyliby pieniądze od rodziny (63 proc.), znajomych (46 proc.). Bank jest na trzecim miejscu (38 proc.), dalej są pośrednicy kredytowi (20 proc.), SKOK (19 proc.) i parabanki (7 proc.).

Odżegnywanie się od banków być może bierze się stąd, że 80 proc. przyznaje, że się na nich nie zna. 40 proc. chciałoby się poznać, a jedna trzecia nie przewiduje nawiązania relacji z bankiem. Co piąty uzależnia decyzję od zmiany sytuacji finansowej (zwiększenia dochodów — 21 proc., znalezienia pracy — 20 proc.).

Marek Juraś, szef departamentu analiz, strateg giełdowy Unicredit CAIB, jest sceptyczny wobec planów ubankowienia nieubankowionych Polaków (patrz ramka). Z kolei Szymon Midera, wiceprezes Banku Pocztowego, wręcz przeciwnie.

— W ciągu sześciu miesięcy pozyskaliśmy przeszło 100 tys. klientów, z czego połowa to nieubankowieni. Proszę pamiętać, że np. emeryci i renciści to klienci o stałych dochodach, a przy tym bardzo lojalni i rzetelnie spłacający zadłużenie. Są to osoby, w których Grupa Poczty, a w szczególności Bank Pocztowy, mają przewagę konkurencyjną — rozległą sieć dystrybucji, a także przyzwyczajenie i zaufanie klientów do Poczty — mówi Szymon Midera.

Okiem analityka

Trudne zadanie

Marek Juraś, szef departamentu analiz, strateg giełdowy Unicredit CAIB

Pomysł zagospodarowania nieubankowionych jest oryginalny, ale wobec niego raczej jestem sceptyczny. Z kilku powodów: po pierwsze — grupa docelowa klientów, ze względu na wysokość przychodów i stopień zamożności, jest mniej rentowna niż przeciętna w bankach. Po drugie — żeby przyciągnąć ich do banku, trzeba zmienić nawyki osób, które z jakichś powodów nie odczuwały wcześniej potrzeby posiadania rachunku. To może być dość trudne. Po trzecie — pula klientów nieubankowionych z czasem w sposób naturalny będzie się zmniejszać. A gros nowych emerytów będzie już mieć rachunki.

Nieubankowieni nie chcą rachunku, bo:

Nie opłaca im się

"W moim przypadku to jest po prostu pobranie pieniędzy i wydanie. Na tym koncie moje pieniądze byłyby może 5 dni. Zysków żadnych by nie było, a musiałabym opłacić opłaty za prowadzenie".

Lubią/potrzebują gotówki

"Zawsze trzeba iść do bankomatu i to zajmuje pewnie jakiś czas. Myślę, że te bankomaty nie zawsze są czynne".

"Gdybym korzystała z Biedronki dalej, to byłoby to niewygodne, bo tak to mam te pieniądze w domu i mogę iść od razu, a tak to musiałabym zrobić rundę do któregoś z banków".

Boją się utraty kontroli nad wydatkami

"Do koszyka wrzucić łatwo, ale później przy kasie można się zastanowić, ile jednak zostanie potem, nie? A tu, pyk, karta przeleci i człowiek nie zauważy…".

Konto kosztuje

"Konto kosztuje, to nie jest za darmo przecież. Nie są to duże pieniądze, ale to kosztuje. W różnych bankach różnie to jest, bo tam różni ludzie reklamują się gdzieś. Mówią, że prowadzą za darmo. Ja nie wierzę, że to za darmo".

Konto warto mieć, ponieważ:

"Jeśli się noga powinie i potrzebuje się jakiegoś zastrzyku gotówki albo bierze kredyt, to przede wszystkim bank patrzy, jakie są dochody. Ja muszę przynieść zaświadczenie z pracy, jak bym chciała coś wziąć na raty. A w takim przypadku, gdy ktoś ma konto, to wystarczy, że bank przestudiuje tę historię dochodów i wydatków."

19. IV Banking Forum — 11-12.10

Więcej o perspektywach rozwoju polskiej bankowości dowiedzą się Państwo podczas IV Banking Forum, organizowanego przez Informedia Polska w dniach 11-12 października w hotelu Marriott w Warszawie.