Regulować czy nie regulować? A jeżeli regulować, to czy aby na pewno odgórnie? To pytania, które padały na niedawnej konferencji na temat crowdfundingu udziałowego, zorganizowanej przez Centrum Gospodarki Społecznościowej (CGS). Pierwsze platformy crowdfundingowe debiutowały w naszym kraju zaledwie kilka lat temu. Ale finansowanie społecznościowe (ang. crowdfunding) szybko przestało być dla Polaków obcym zjawiskiem. Jednak dyskusje na temat takiej formy pozyskiwania kapitału nie ustają. Kontrowersje wzbudza zwłaszcza tzw. crowdfunding udziałowy (ang. equity crowdfunding) polegający na sprzedaży akcji, udziałów i innych papierów wartościowych.
Im dalej w las, tym...
Obowiązujące w naszym kraju przepisy pozwalają na funkcjonowanie platform crowdfundingu udziałowego (przykładem już działających są: wspólnicy.pl czy crowdcube. pl), ale ich model działalności musi być tak zaprojektowany, by nie naruszał przepisów ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. W innym przypadku taka platforma może zostać uznana za firmę inwestycyjną.
— Platformy crowdfundingu udziałowego wkraczają w działalność, która jest bardzo mocno uregulowana. I to z tego mogą wynikać problemy natury prawnej. Najbardziej uregulowane są papiery wartościowe, zarówno ich oferowanie, jak i działalność pośredników. Jeśli chodzi o instrumenty niebędące papierami wartościowymi, raczej nie ma takich ograniczeń. W przypadku akcji i obligacji obowiązuje próg 100 tys. EUR rocznie, które można zebrać bez ograniczeń co do obowiązków prospektowych — mówi Ilona Pieczyńska-Czerny, dyrektor Departamentu Ofert Publicznych Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).
Zwraca jednak uwagę, że to tylko jedna strona medalu.
— Spółka może zbierać taki kapitał, ale problem pojawia się w przypadku platformy — czy jej działalność nie jest pośrednictwem finansowym. Jeśli zbieranie kapitału odbywa się poprzez taką platformę, to w takim przypadku zastosowanie ma dodatkowo ustawa o usługach płatniczych. Pewne kwestie należy więc rozstrzygnąć, bo w UE nałożono już kilka kar na platformy crowdfundingowe. Należy zauważyć, że w krajach, w których rozwija się crowdfunding udziałowy, są już odpowiednie regulacje — wyjaśnia przedstawicielka KNF.
Dura lex? Sed lex
Konieczność dodatkowej regulacji podaje w wątpliwość Karol Król, wiceprezes CGS. — Rynek kapitałowy jest bardzo mocno uregulowany. Słyszymy głosy, że w niektórych obszarach jest przeregulowany. Tymczasem w przypadku crowdfundingu udziałowego mamy do czynienia de facto z przeniesieniem do internetu procesu, który i tak można przeprowadzić w świecie rzeczywistym. Być może wystarczy ustalić, w jaki sposób ten proces powinien przebiegać przy zgodzie wszystkich jego uczestników, albo wręcz otworzyć pewne ścieżki. Uważam, że regulacja może doprowadzić do tego, co stało się w Stanach Zjednoczonych, gdzie oddolna inicjatywa osób, które chciały promować dostęp do kapitału, została już po akceptacji prezydenta, stłamszona. Doprowadzono do sytuacji, w której by móc prowadzić taki portal, trzeba być brokerem — mówi Karol Król. — Internet daje narzędzie, dzięki któremu w profesjonalny sposób można osaczyć nieprofesjonalnego inwestora. I nie zna granic. Niezależnie od tego, czy stworzymy regulacje czy też nie, pojawi się następny problem — czy będzie można je egzekwować. Jedyną ochroną przed różnego rodzaju nadużyciami jest tzw. zdrowy rozsądek — mówi Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.
37 mln USD Tyle pieniędzy udało się zebrać pomysłodawcom poprzez CrowdCube — brytyjską platformę crowdfundingu udziałowego, która w Wielkiej Brytanii działa od 2011 r., a kilka dni temu wystartowała również w Polsce...
45 mln USD ...a tyle udało się zebrać projektodawcom na izraelskiej platformie OurCrowd.