Owoce za 1,2 mld zł, mięso za 450 mln zł, a produkty mleczarskie za ponad 350 mln zł — w sumie do Rosji w ubiegłym roku wyeksportowaliśmy żywność za prawie 1 mld EUR. Nad sprzedażą do wschodniego sąsiada zawisły ciemne chmury. W weekend rosyjska weterynaria zagroziła wprowadzeniem embarga.

Nikomu to się nie opłaci
Początkiem wrzawy był przemyt hiszpańskiej słoniny (ukrytej za polskim tłuszczem), która jechała na samochodzie z towarem z Wierzejek. Sam producent zapewnia, że towar nie pochodził z jego firmy i nie został przez niego załadowany. Dostało się też polskim jabłkom, a chwilę później Rosjanie wstrzymali import z Polmleku, który miał sprzedawać sery z zakładów nieposiadających prawa eksportu na rosyjski rynek.
— Rosja to rynek, który napędza dzisiaj polskie mleczarstwo. Jest czołowym odbiorcą serów i sporym rynkiem zbytu dla masła. Większość naszych mleczarni specjalizujących się w produkcji serów albo rozbudowuje moce, albo ma takie plany właśnie ze względu na popyt z tamtego regionu — mówi Marta Skrzypczyk, analityk Banku BGŻ. Jak wynika z danych tego banku, około 4 proc. serów wyprodukowanych w pierwszym półroczu w Polsce trafiło na rynek rosyjski. Jeszcze więcej — bo prawie połowę — wysyłają do Rosji producenci jabłek.
— Trafia tam 600-700 tys. z 1,5 mln ton jabłek deserowych. Jedno embargo już przeżyliśmy w latach 2005-07, co wówczas spowodowało niższe ceny i sprzedaż w innychczęściach Europy. Rezygnacja z dostaw się dzisiaj nie opłaca ani nam, ani naszym partnerom. Widzimy duże zainteresowanie ze strony klientów i handlowców z Rosji — twierdzi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.
Giganci dadzą sobie radę
Zdaniem Marty Skrzypczyk, ewentualne embargo na polskie produkty mleczne wywołałoby znaczne nadwyżki — szczególnie w przypadku serów, których krajowy rynek nie byłby w stanie wchłonąć. Eksport na Zachód też nie ratuje sytuacji. Jak wskazuje Marta Skrzypczyk, zgłasza on popyt na nieco inne towary. Podobnie jest w branży mięsnej.
— Rosja jest rynkiem docelowym na określoną grupę produktów i np. za tłuszcze czy słoniny płaci najwyższe stawki. Gdzie indziej można je sprzedać, ale za mniejsze pieniądze, więc z punktu widzenia producentów nie jest to komfortowa sytuacja — dodaje Roman Miler, wiceprezes PKM Duda. Zdaniem Marka Przeździaka, prezesa Polbisco Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych, zdobycie kontraktów w innych krajach to długotrwały i kosztowny proces m.in. ze względu na konieczność wymiany opakowań.
— Część dużych korporacji międzynarodowych, wchodząc na rynek rosyjski, budowała tam fabryki. To pokazuje, że ewentualne embargo w dużej mierze dotknęłoby średnich i mniejszych producentów. W zeszłym roku na rynek rosyjski skierowaliśmy 3 proc. wyprodukowanych w kraju słodyczy — tłumaczy Marek Przeździak.
Spożywcy zgodnie jednak wskazują, że nasze spożywcze sukcesy w Rosji mają akurat z embargiem trochę wspólnego. Większa sprzedaż mięsa była możliwa dzięki temu, że Rosjanie całkowicie wstrzymali import wieprzowiny z Niemiec i zablokowali Hiszpanię. Również naszym serowarom sprzyjało dotychczas embargo na niemieckich dostawców.
Zdaniem Jarosława Nazego, zastępcy Głównego Lekarza Weterynarii, obecna reakcja rosyjskiego nadzoru była słuszna, bo — jego zdaniem — doszło do poważnych naruszeń przepisów unii celnej. — Na razie nie ma informacji, żeby Rosja miała wprowadzić embargo — uspokaja Jarosław Naze.