W łódzkim Instytucie Biopolimerów i Włókien Chemicznych oraz na Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej stanęły instalacje do produkcji biodegradowalnych polimerów — czyli rozkładającego się plastiku. Wydajność każdej z nich to kilkadziesiąt kilogramów.
![DWIE PIECZENIE NA JEDNYM OGNIU: Prof. dr hab. Stanisław Słomkowski, kierownik
projektu Biopol, uważa, że zalet biodegradowalnych polimerów należy się doszukiwać
nie tylko w ich samorozkładzie, ale też w uniezależnieniu produkcji takich plastików
od ropy naftowej. [FOT. DARIUSZ MARCINKOWSKI] DWIE PIECZENIE NA JEDNYM OGNIU: Prof. dr hab. Stanisław Słomkowski, kierownik
projektu Biopol, uważa, że zalet biodegradowalnych polimerów należy się doszukiwać
nie tylko w ich samorozkładzie, ale też w uniezależnieniu produkcji takich plastików
od ropy naftowej. [FOT. DARIUSZ MARCINKOWSKI]](http://images.pb.pl/filtered/139cc19b-ba48-4e2b-8f44-18583b6912c0/ddda3b5d-5d7c-50cd-9b7a-4468799f6955_w_830.jpg)
— Jeżeli chodzi o sprawdzenie przemysłowych metod produkcji, to dużo. Z rynkowego punktu widzenia — różnie.
W przemyśle opakowań i włóknin zdecydowanie mało. Produkcję przemysłową liczy się na tony. W przypadku zastosowań medycznych już wytwarzanie nawet 20 kg dziennie jest produkcją o charakterze typowo gospodarczym — wyjaśnia prof. dr hab. Stanisław Słomkowski, kierownik projektu z Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych Polskiej Akademii Nauk. Naukowiec jest współautorem dziewięciu patentów krajowych i zagranicznych. Kierował projektami koncernu General Electric. Liczy, że teraz przyczyni się do rozwoju polskich firm.
— Tworzymy technologię dla polskiego przemysłu. Dla firm, z którymi mamy kontakt, ale dziś wymieniać ich jeszcze nie możemy. Szykujemy podstawę, która pozwoli im ocenić opłacalność produkcji. Z jedną z nich będziemy przygotowywali instalację działającą w większej skali. Jednak typowo przemysłowych rozwiązań można się spodziewać nie szybciej niż za pięć lat — zastrzega Stanisław Słomkowski.
Na razie polskich firm próżno szukać w światowej czołówce wykorzystujących biodegradowalne polimery. Według danych za 2011 r. bioplastiki (produkowane z udziałem biokomponentów) nie stanowiły bowiem nawet 1 proc. ogółu produkowanych. Biodegradowalne natomiast stanowiły tylko około 40 proc. bioplastików.
Tysiąc razy drożej
Projekt o kryptonimie „Biopol” wystartował w 2008 r. Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych Polskiej Akademii Nauk, Instytut Biopolimerów i Włókien Chemicznych w Łodzi oraz Wydział Chemiczny Politechniki Warszawskiej wydały na swoje badania 43,3 mln zł, z czego 36,8 mln zł pochodziło z unijnego Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Pieniądze te okażą się szczególnie dobrze wydane, jeśli opracowaną techno- logię uda się zastosować w medycynie. Biodegradowalne polimery mogą być tam wykorzystywane jako tymczasowe protezy, które same rozłożą się w organizmie po określonej liczbie tygodni lub miesięcy.
— Mamy produkt, który w naszej ocenie spełnia te wymagania, ale musimy przeprowadzić cały cykl badań kontrolnych w różnych certyfikowanych laboratoriach. Polimer, który zdobędzie te certyfikaty, jest minimum tysiąc razy droższy od tego, który ich nie ma. Kilogram jest wart około 4 tys. zł, podczas gdy ten, który ich nie ma — 4 zł — twierdzi Stanisław Słomkowski.
Zwykłe biodegradowalne polimery mogą znaleźć zastosowanie jako opakowania dla przemysłu spożywczego, jednorazowe sztućce czy tkaniny techniczne wykorzystywane w rolnictwie. We wszystkich tych zastosowaniach ich zaletą ma być samorozkład na pryzmie kompostu pod wpływem grzybów i bakterii. Obecnie próbuje się odzyskiwać tworzywa sztuczne. Ale by je powtórnie przetworzyć, muszą być czyste. Łatwo to uzyskać w przypadku butelek po napojach, bo wystarczy je przepłukać odrobiną wody. Jednak już opakowania, które zetknęły się z tłuszczem czy smarem, trzeba umyć.
— Utylizacja stosowanych powszechnie plastików otrzymywanych z ropy naftowej jest kłopotliwa. Można się więc spodziewać, że będą nakładane specjalne podatki na polimery, które wymagają nakładów na ich utylizację — prognozuje Stanisław Słomkowski.
Kartofel nasz powszedni
Biodegradowalne polimery opracowywane w ramach Biopolu nie dość, że będą się same rozkładać w przyrodzie, to mają także bazować na rodzimych surowcach, które zastąpią ropę naftową.
— Biodegradowalny polimer, nad którym pracujemy, może być np. pochodną fermentacji odpadów przemysłu spożywczego, prowadzonej w taki sposób, by zamiast alkoholu powstawał kwas mlekowy przetwarzany w laktyd, z którego można wytwarzać polilaktyd, czyli właśnie jeden z biodegradowalnych polimerów — wyjaśnia Stanisław Słomkowski.
Nie są to mrzonki. Czołowym przemysłowym producentem bioplastików jest obecnie NatureWorks, joint venture amerykańskiego Cargilla i tajlandzkiego PTT Global Chemical. W swojej fabryce w Nebrasce wykorzystuje do produkcji biopolimerów odpady kukurydziane. Według Stanisława Słomkowskiego, w Polsce mogłyby je zastąpić zboża i ziemniaki.