Absolwenci prestiżowych studiów nie powinni mieć problemów z utrzymaniem lub znalezieniem posady
Studia MBA zawsze ułatwiały karierę. Kryzys na razie tego nie zmienił.
Dr Marek Suchar, prezes firmy doradczej IPK, uspokaja: absolwenci MBA nie muszą się obawiać o swoją przyszłość. Bo jeśli nawet stracą zatrudnienie, jest tylko kwestią czasu, kiedy znajdą następną posadę.
— Przed spowolnieniem gospodarczym menedżerowie z takim wykształceniem zmieniali firmy niemal błyskawicznie. Teraz może im to zająć kilka tygodni lub nawet miesięcy, ale sukces jest gwarantowany — zapewnia konsultant.
Wymuszona przerwa w karierze — tłumaczy — raczej nie wpędzi w panikę kogoś, kto do tej pory przyzwoicie zarabiał i zdołał cokolwiek odłożyć. A właśnie w takiej sytuacji są na ogół ludzie po MBA. Bo już w momencie rozpoczęcia tych studiów byli dobrze opłacani. Ich dodatkową asekuracją są szerokie kontakty towarzyskie i zawodowe.
— Łatwiej gdziekolwiek się zahaczyć, jeśli cenią nas w branży albo gramy w tenisa z prezesami lub członkami zarządów dużych koncernów — zauważa dr Suchar.
Teraz na twardo
Z kolei dr Piotr Buła, dyrektor Krakowskiej Szkoły Biznesu (KSB), twierdzi, że zwolnienia powinni się spodziewać ci, którzy nie lubią się uczyć i rozwijać. A nie głodni wiedzy uczestnicy programów Master of Business Administration. Tym bardziej, że dobre studia menedżerskie uzbrajają w umiejętności, które w danym momencie są najbardziej pożądane przez pracodawców. W okresie prosperity są to kompetencje miękkie, takie jak psychologia biznesu, budowanie relacji interpersonalnych, zarządzanie zespołami, innowacyjność. Natomiast w kryzysie — kwalifikacje twarde, związane np. z analizami finansowymi, budżetowaniem, realizacją planów.
— Gdy wszystko idzie dobrze, kładziemy nacisk na czynniki ludzkie. A kiedy gospodarka zwalnia? Wtedy w edukacji trzeba się skupić na sposobach osiągania wyników biznesowych — wyjaśnia Piotr Buła.
Maciej Skocz, który MBA skończył cztery lata temu, jest przekonany, że sam dyplom już na nikim nie robi wrażenia. Za to wiedza, umiejętności i szerokie horyzonty myślowe — owszem. Jest konsultantem w kilku firmach. Nie wyobraża sobie, aby mógł wykonywać tę pracę bez studiów menedżerskich. Zwłaszcza że w programie były analizy przypadków. Czyli? Rozwiązywanie problemów, które faktycznie pojawiają się w różnych korporacjach.
— MBA zamienia biznesowych samouków w prawdziwych profesjonalistów. Pracodawcy coraz lepiej zdają sobie z tego sprawę — uważa Maciej Skocz.
Zgadza się z nim Stefan Umiński, dyrektor personalny w firmie Komfort.
— Z dwóch równie dobrych kandydatów, raczej wybiorę tego, który zrobił program MBA — stwierdza.
Absolwentom MBA stosunkowo łatwo zachować pracę albo znaleźć nową. Ale czy w obecnej sytuacji mogą liczyć na podwyżki? Z tym bywa gorzej. Zdaniem Marka Suchara, szefowie nikogo teraz specjalnie nie rozpieszczają. I nawet dyplom prestiżowej szkoły biznesu nie jest w stanie tego zmienić.
— Im więcej jest odpowiednich kandydatów na dane stanowisko, tym mniejsza skłonność pracodawców do podnoszenia pensji czy do obdarowywania menedżerów bonusami — utrzymuje prezes IPK.
Z kolei dyrektor Umiński zwraca uwagę, że wynagrodzenia "białych kołnierzyków" i tak są wysokie. A przy tym bardziej adekwatne do możliwości firm niż jeszcze rok czy dwa lata temu.
— O poborach menedżera nie może decydować wyłącznie jego dyplom. Ważna jest także kondycja finansowa przedsiębiorstwa i stan całej gospodarki — klaruje Stefan Umiński.
Wyskocz teraz
Na kryzysie absolwenci MBA mogą nie tylko stracić, ale też dużo zyskać. To opinia Krzysztofa Kwietnia, dyrektora HR w Deloitte. Skąd takie przekonanie? Trudne czasy są dla kadry zarządzającej momentem prawdy. Ci, którzy sobie nie radzą, tracą stanowiska. Ich miejsce mogą zająć lepiej przygotowani menedżerowie, np. po studiach biznesowych.
— Spowolnienie gospodarcze sprzyja ruchom kadrowym. W okresie prosperity trudniej awansować, bo wszystkim się wydaje, że nic — i nikogo — nie trzeba zmieniać — zauważa Krzysztof Kwiecień.