Czerpmy z naszych 5 minut

Agnieszka Zielińska
25-04-2006, 00:00

Polityka tworzenia parków przemysłowych musi być przemyślana. Nie zawsze warto je organizować tam, gdzie chce inwestor — uważa Edward Edmund Nowak.

„Puls Biznesu”: Ostatnio pojawił się pomysł, aby pieniądze przeznaczone na rozwój parków przemysłowych trafiały do regionów. Przedstawiciele parków obawiają się, że utrudni im to dostęp do tych środków. Czy słusznie?

Edward Edmund Nowak: Nieuzasadnione obawy. To właśnie władze lokalne powinny być dysponentami tych pieniędzy. Zadaniem takich agencji, jak nasza jest z kolei wspieranie ich rozwoju. Musi on jednak odbywać się w sposób uporządkowany. Nie może być tak, że każdy inwestuje, gdzie chce, a nie tam, gdzie jest to ważne z punktu widzenia rozwoju kraju. Gdybyśmy wychodzili z tego założenia, Mielec nigdy nie wydobyłby się z gospodarczej zapaści, bo w rywalizacji z Krakowem lub Warszawą nie miałby żadnych szans.

Państwo powinno więc prowadzić świadomą politykę gospodarczą. Co oznacza, że ma prawo wskazywać inwestorom miejsca do prowadzenia inwestycji, stosując różne zachęty. Pomoc państwa powinna być większa tam, gdzie są trudniejsze warunki do inwestowania. Te zachęty stanowią rekompensatę za utracone korzyści.

Wciąż brakuje jednak koncepcji zagospodarowania ściany wschodniej...

Tak, jest tu ogromna luka rozwojowa. Szacuję ją na 40 mld zł. Chodzi zarówno o zbyt małą sieć drogową, kolejową, jak i niewielką liczbę inwestycji. Aby nadrobić te zaległości, musimy zaangażować się w rozwój tych regionów i przeznaczyć odpowiednie środki. Dobrze, że wreszcie dostrzeżono problem regionów wschodniej Polski. Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) zapewne powoła oddział zajmujący się wspieraniem tamtejszych inicjatyw.

Lepiej realizować jeden pomysł na rozwój wschodniej Polski czy kilka?

Władze regionalne muszą opracować własne strategie rozwoju, które powinny odpowiedzieć na pytanie, co jest dla nich priorytetem i na czym powinien koncentrować się ich rozwój. Potrzebne jest zaangażowanie samych regionów — to one są odpowiedzialne za sformułowanie wizji swojego rozwoju. My powinniśmy tę ich wizję wspierać. Na tej podstawie będzie można przygotować konkretne projekty, aby uzyskać na nie pieniądze. Nie ma dwóch jednakowych regionów. Gdybym miał dzisiaj wskazać potencjały rozwojowe Podkarpacia, to przecież inne wskażę dla Bieszczad i Pogórza Przemyskiego: turystyka, rekreacja, inne dla Tarnobrzegu, Mielca i Świdnika: dolina lotnicza, a inne dla Przemyśla, Rzeszowa i Jarosławia: np. sąsiedztwo z Ukrainą. Przy okazji chcę zwrócić uwagę, że regiony musimy postrzegać nie jako administracyjnie wyznaczone tereny, ale obszary tożsamości kulturowej, geograficznej, niekiedy przemysłowej, czasami wyznaczanej przez sieć komunikacji itp.

Czy sprawdził się pomysł restrukturyzowania terenów poprodukcyjnych?

Czy może pan podać pozytywne przykłady takich przedsięwzięć?

Jest wiele takich przykładów. Najlepiej ilustrują to przykłady Mielca czy Świdnika, które przed laty miały poważne problemy, jednak dziś świetnie się rozwijają. Takich udanych przedsięwzięć jest więcej. Mamy czym się pochwalić. Pozytywnym przykładem jest też nasza reforma górnictwa, którą można uznać za najlepszą na świecie restrukturyzację tego sektora. Dzięki temu Śląsk jest dziś jednym z lepiej rozwijających się regionów. Zaimponował mi Wałbrzych.

Polskiej doliny krzemowej nie stworzymy w biednym, zacofanym regionie, ale możemy ją tworzyć np. w pobliżu ważnych szlaków komunikacyjnych, co zresztą się dzieje wzdłuż autostrady A4 (w podobny sposób powstała słynna amerykańska dolina wzdłuż drogi nr 101 czy bostońska — wzdłuż drogi 128).

Metropolie w Polsce mogą i powinny budować centra usług typu BPO, bo mają do tego predyspozycje, czyli zaplecze intelektualne. Parki technologiczne mogą powstać w miastach o ugruntowanej pozycji naukowej i badawczej, ale nie powstaną w kilkunastotysięcznym miasteczku bez uczelni. W większości miast polskich powinny wyrastać parki przemysłowe. Wszystko zależy jednak od lokalnego potencjału i inicjatywy. Przykład? Najlepsza szkoła biznesu działa dziś w Nowym Sączu, a nie w Krakowie. Ostatnio miałem wizytę prezesa jednej z agencji rozwoju lokalnego, który przyjechał ze stwierdzeniem, że w jego regionie jest miedź, ale za dwadzieścia lat jej nie będzie i trzeba rozpocząć działania już teraz. Takich sojuszników nam potrzeba, takiego myślenia. Cieszę się, że spotykam się z coraz większą liczbą dobrych pomysłów.

Są też negatywne przykłady. Kraków na przykład ma 30 proc. terenów o charakterze przemysłowym, a powinien mieć około 10 proc. W środku miasta są duże fabryki. Jednocześnie obok jest ponad tysiąc ha porozrzucanych terenów przemysłowych dawnej Huty Sendzimira, które obecnie znajdują się we władaniu Mittal Steel Poland.

Pieniędzy unijnych do wydania jest dużo, ale gminy skarżą się, że mają problemy z ich uzyskaniem.

Pieniędzy jest coraz więcej, zarówno na rozwój, jak i innowacyjność. A droga, prowadząca do ich uzyskania, jest trudna... Wiem coś o tym, bo do niedawna byłem przedsiębiorcą i zajmowałem się opracowaniem wniosków o wsparcie unijne. To niezwykle skomplikowane, pracochłonne procedury. Aby to zmienić, należałoby wprowadzić konkretne zmiany, przede wszystkim trochę odbiurokratyzować system, ale potrzeba także zwykłej sumienności i nastawienia pozytywnego do klientów. W ARP takie nastawienie jest, dlatego wykorzystaliśmy przyznane nam środki w 97 proc. Najprostszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie wstępnego etapu składania wniosków. Dopiero od wyłonionych w ten sposób projektów wymagano by przygotowania szczegółowych opracowań.

Nie zapominajmy, też o tym, że są inne środki. Wydaje mi się, że w Polsce nie problem braku środków jest najważniejszy, ale braku skonsolidowanego zarządzania nimi.

Dla samorządów priorytetem jest w tej chwili rozwój infrastruktury drogowej.

To jest tak oczywiste, że nawet nie chce mi się tego powtarzać. Drogowe przedsięwzięcia infrastrukturalne są obecnie kluczowe. Nie zapominajmy jednak, że infrastruktura to nie tylko drogi, ale także kolej, lotniska. Byłem ostatnio na Suwalszczyźnie, która ma niezwykłe szanse rozwoju. Byłyby one większe, gdyby władze regionu postawiły na rozwój regionalnego portu lotniczego. Warto na to spojrzeć nieco szerzej. Wyobraźmy sobie na przykład, co by się stało, gdyby władze Suwałk, zamiast rozwijać lotnisko regionalne, zaangażowały się w budowę — wspólnie z Litwą — lotniska międzynarodowego. Rezultat byłby zdumiewający, a ilu przyciągnęłoby to turystów! Stworzenie takich przedsięwzięć wymaga jednak nie tylko odpowiedniej optyki i zdolności przewidywania, ale także nastawienia na współpracę.

Infrastruktura to nie tylko drogi, mosty i wiadukty. Ważne jest także lokalne zaplecze usługowo- -rozrywkowe. Powinny o tym pamiętać zwłaszcza władze tych regionów, w których są rezerwaty i duże kompleksy leśne. Jeżeli np. jadę do Puszczy Białowieskiej, to chciałbym po niej nie tylko spacerować, ale mieć również paletę innych możliwości spędzania wolnego czasu. Na to trzeba jednak mieć pomysł.

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) chce przeprowadzić kampanię wizerunkową propagującą ideę tworzenia parków technologicznych. Czy jest nam ona potrzebna?

Absolutnie tak. W tej chwili pojęcia parku technologicznego i przemysłowego są w Polsce źle rozumiane, podobnie zresztą jak specjalnych stref ekonomicznych.

Tymczasem park przemysłowy musi być przede wszystkim zwartym obszarem rozwoju gospodarczego, który rozwija się wspólnie z koncepcją rozwoju całego regionu. Tylko wtedy koszt społeczny takiej inwestycji będzie możliwie najmniejszy. Dziś parki i specjalne strefy rywalizują ze sobą w złym znaczeniu. W praktyce wygląda to tak, że strefa z południa zakłada np. biznes w Olsztynie, a strefa z północy w Bieszczadach. To jest niewłaściwe i dlatego trzeba to uporządkować. Polityka tworzenia parków technologicznych i przemysłowych musi być bardziej przemyślana. Nie ma sensu tworzyć parków i specjalnych stref ekonomicznych (które są także parkami przemysłowymi, a jedynie posiadają pakiet przywilejów) tylko tam, gdzie chce inwestor, bo to wprowadza chaos i zbyt drogo nas kosztuje.

Barierą rozwoju jest dziś również coraz większe nasycenie rynku. Znowu podam przykład Mielca, w którym przez jakiś czas pracowałem i mieszkałem. Dzisiaj to liczące 60 tys. mieszkańców miasto osiągnęło stan nasycenia. To oznacza, że może tam istnieć park przemysłowy na około 15 tys. zatrudnionych, ale już nie na 30 tys.

Wielkość takiego obszaru musi być adekwatna do wielkości gminy. Jeżeli gmina ma 5 tys. mieszkańców, nie stworzy parku przemysłowego dla 30 tys. pracowników. Lokalne władze coraz częściej muszą więc zdecydować, czy chcą, aby na ich terenie powstał np. wielki park przemysłowy, w którym będzie pracować 10 tys. osób, czy też park zatrudniający 3 tysiące osób.

Ale Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) mówi, że to dobrze, gdy gminy idą za inwestorem...

Generalnie to dobrze, że wsłuchujemy się w potrzeby inwestorów, że coraz lepiej je rozumiemy. W tym wszystkim musi być jednak aspekt racjonalizowania oczekiwań i uzgadniania ich z naszymi potrzebami i możliwościami. Nie powinniśmy godzić się na każdy warunek inwestora, choćby dlatego, że może być sprzeczny z naszym interesem, planem zagospodarowania przestrzennego, że może przeszkadzać w realizacji strategii rozwoju, wreszcie że może podnosić koszty społeczne danej inwestycji. Ten koszt społeczny to suma kosztów, jakie ponoszą na daną inwestycję inwestor, władza lokalna czy dysponent terenu oraz państwo. To są koszty samej inwestycji, ale także przyszłe koszty związane z korzystaniem z tej inwestycji. Nie przynoszą nam chluby rozciągnięte obszary inwestycyjne, bez ładu i składu planowane i realizowane, często na atrakcyjnych terenach wewnątrz miast.

Instytucje rządowe są od tego, by realizować politykę rządu, a nie przeszkadzać sobie nawzajem. Instrumenty muszą być więc odpowiednio rozłożone między PARP, PAIIZ i ARP. Bo jeżeli weźmiemy do jednej ręki jednocześnie widelec, nóż i łyżeczkę, to ani kotleta nie ukroimy, ani nie zamieszamy kawy. PAIIZ musi zatem skupić się na ściąganiu inwestorów, a takie instytucje, jak nasza powinny jej pomagać, informując ją, gdzie mamy przygotowane obszary pod inwestycje. Rolą naszej agencji i innych rządowych instytucji jest zatem wspieranie lokalnych ambicji i wspomaganie lokalnych władz wszędzie tam, gdzie są ciekawe inicjatywy. Warto również wzmocnić rolę regionu. W praktyce powinno się dążyć do tego, aby lokalną polityką kierował marszałek.

Coraz częściej powinniśmy wybiegać w przyszłość, a nie być tylko strażą, która gasi pożary. Musimy przede wszystkim zainicjować i przewidzieć odpowiednie procesy. Już dziś warto działać na rzecz tego, co będzie za dziesięć, dwadzieścia lat. Dlatego tak ważne jest uruchomienie inicjatyw i pomysłów.

Dziś mamy swoje pięć minut i trzeba je wykorzystać.

Edward Edmund Nowak, członek zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Czerpmy z naszych 5 minut