Czescy bogacze buszują nad Wisłą

Grzegorz Nawacki
07-10-2010, 00:00

CEZ, EPH, Penta Investment, New World Resources — spółki czeskich bogaczy chcą przejmować w Polsce.

Polska jest większa, gospodarka kwitnie, ale to sąsiedzi są bogatsi. I agresywni

CEZ, EPH, Penta Investment, New World Resources — spółki czeskich bogaczy chcą przejmować w Polsce.

W 1989 r. Polska i Czechy obaliły komunizm i wystartowały z wolną gospodarką. Wydawało się, że mając cztery razy większy rynek zostaniemy regionalnym liderem. Ale po 20 latach przegrywamy wyścig z południowymi sąsiadami. We wtorek dostaliśmy kolejny dowód — New World Resources, spółka kontrolowana przez Zdenka Bakalę, ogłosiła wezwanie na Bogdankę, najlepszą polską kopalnię. Kilka lat wcześniej Kofola przejęła Hoop. CEZ od lat startuje w prywatyzacji polskiej energetyki, ostatnio włączył się w nią Energeticky a Prumyslowy Holding (EPH), który walczy o Eneę. Fundusz Penta Investment ma na koncie już 10 transakcji nad Wisłą m.in. przejęcie Żabki. Doradców od fuzji i przejęć aktywność Czechów w Polsce nie dziwi i zapewniają, że to nie koniec.

— Takie firmy, jak CEZ czy Kofola mają na czeskim rynku tak mocną pozycję, że jeśli chcą rosnąć muszą wychodzić na inne rynki. Polska jest dla nich naturalnym kierunkiem, bo jest blisko, rynek jest duży, a w wielu branżach wciąż bardzo rozdrobniony. Widzimy zainteresowanie Polską czeskich inwestorów i to nie tylko tych największych, ale na razie to bardziej próba zrozumienia rynku, zobaczenia jak działa, jakie są różnice — mówi Rafał Błędowski, partner Holon Consultants.

Mniejsi, ale bogatsi

Czesi przejmują polskie firmy, bo są mocniejsi kapitałowo. Wprawdzie na liście dolarowych miliarderów magazynu Forbes Polska wygrywa z Czechami (4:3), ale tylko wartościowo. Petr Kellner z majątkiem 7,9 mld USD (22,6 mld zł) jest na 89. miejscu, podczas gdy najbogatszego Polaka Jana Kulczyka wyceniono ma 2,1 mld USD (6 mld zł) i sklasyfikowano na 463. miejscu. Majątek Kellnera jest większy niż naszych czterech miliarderów łącznie: Zygmunt Solorz-Żak 2 mld USD (488 miejsce), Leszek Czarnecki 1,4 mld USD (721) i Michał Sołowow 1 mld USD (937). W tej samej lidze grają: Zdenek Bakala 1,2 mld USD (828) i Andrej Babis 1 mld USD (937).

Jak to możliwe, że w cztery razy mniejszym kraju narodziły się większe fortuny.

— Inna była baza wyjściowa. W Polsce po 1989 r. wiele firm powstawało od zera. W Czechach wielu sprytnym ludziom udało się przejąć od państwa duże, działające firmy i rozwinąć je do jeszcze większych. U nas wiele takich firm padło — mówi Rafał Błędowski.

Prywatyzacja kuponowa pozwoliła obrotnym Czechom korzystnie przejąć państwowe molochy, które po restrukturyzacji sprzedali z wielokrotną przebitką (patrz ramka).

— Transformacja gospodarcza w Czechach sprzyjała kumulacji kapitału w rękach prywatnych w większym stopniu niż np. w Polsce. W ten sposób narodziły się duże, prywatne grupy zarządzające kapitałami, które dziś są reinwestowane na całym świecie, w tym w Polsce — mówi Dominik Olszewski, partner Saski Partners.

Nie musimy emigrować

Czeskich regionalnych czempionów jest sporo. Polskich ze świecą szukać.

— To, że polskie firmy nie prowadzą ekspansji w regionie nie wynika z braku dostępu do kapitału. Polska to ogromny rynek — około połowa ludności, PKB regionu i dlatego wiele firm do dziś nie natrafiło na barierę w rozwoju na lokalnym rynku. Wystarczy, że firma np. z północy kraju zdecyduje się zacząć działalność w całej Polsce i już znacząco powiększa skalę działalności. Czechy, Słowacja czy Węgry są dużo mniejsze i tamtejsze firmy muszą szybciej wychodzić na sąsiednie rynki. Jeśli chcą rosnąć nie mają wyjścia — mówi Dominik Olszewski.

Skalę uzasadniającą wchodzenie na nowe rynki osiągnęło niewiele naszych firm.

— Największe polskie firmy z sektora finansowego czy energetycznego do niedawna pozostawały pod kontrolą państwa, co zdecydowanie hamowało ich ekspansję. U naszych sąsiadów szybciej zostały sprywatyzowane i "uwolnione" spod wpływu państwa, a co za tym idzie myślały czysto rynkowo, pozyskały profesjonalną kadrę menedżerską, miały czytelną strategię i łatwość pozyskiwania kapitału — dodaje Dominik Olszewski.

Nasze firmy próbują szczęścia u sąsiadów. Sklepy mają firmy odzieżowe LPP czy NG2, producenci AGD: Amica czy Zelmer, Cersanit czy Ambra, dystrybutor wina. Ale masowej inwazji nie będzie.

— Polskie firmy nie pchają się do Czech, bo to rynek bardziej konkurencyjny i mniej wzrostowy, łatwiej rosnąć w kraju. Jeśli polska firma dojdzie do etapu, gdy ekspansja zagraniczna jest konieczna, to koncentruje się na dużych rynkach: Rosji czy Ukrainie lub Rumunii czy Bułgarii, gdzie można oczekiwać szybkiego wzrostu — mówi Rafał Błędowski.

okiem przedsiĘbiorcy

Robert Agh, prezes Ferona Polska

To był dobry ruch

Na Polski rynek stali weszliśmy w 2007 r. To było logiczne posunięcie. Kontrolujemy ponad połowę rynku czeskiego i jedną trzecią słowackiego, więc możliwości rozwoju były ograniczone. Dlatego, aby zwiększać sprzedaż, musieliśmy wejść na nowy rynek. Polska była naturalnym kandydatem — jest największa w regionie, a zużycie stali jest na poziomie 60-70 proc. europejskiego, więc ma duży potencjał do wzrostu. Polacy bardzo dobrze traktują Czechów. Patrząc na wyniki, które osiągamy w Polsce, jesteśmy przekonani, że była to bardzo dobra decyzja. Nie dziwni nas, że inne czeskie firmy idą naszym śladem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Czescy bogacze buszują nad Wisłą