„Czeski atom wymyka się EDF-owi” – brzmiały pierwsze tytuły we francuskiej prasie po tym, jak czeski premier Petr Fiala ogłosił, że atomowy przetarg wygrała koreańska firma KHNP (Korea Hydro & Nuclear Power).
Cena za dwa reaktory
KHNP pokonało w przetargu francuski EDF. Czeski rząd zakładał początkowo, że zbuduje tylko jeden nowy reaktor w elektrowni Dukovany, ale potem zwiększył apetyt i prosił o oferty na budowę do czterech nowych bloków w dwóch elektrowniach: Temelin i Dukovany, zaprojektowanych jeszcze przez ZSRR.
Wedle słów Petra Fiali Koreańczycy zaoferowali cenę około 200 miliardów koron czeskich (8,65 mld USD) za jeden reaktor, przy założeniu, że zbudowane zostaną dwa bloki. Czeski rząd oczekuje, że umowę ze zwycięzcą uda się podpisać do końca pierwszego kwartału 2025 r., budowa ruszy w 2029 r., a pierwszy reaktor ruszy w 2036 r.
Ulga czy dalsza walka?
Thierry Deschaux, szef biura EDF w Polsce, zapewnił nas w czwartek, że francuska firma wciąż ma nadzieję na zdobycie czeskiego kontraktu. Nadzieja wynika z tego, że do podpisania przez KHNP ostatecznej umowy, skomplikowanej i wymagającej, droga jest jeszcze długa i wyboista. EDF zamierza się też jeszcze bardziej skoncentrować na programie jądrowym w Polsce.
- Myślę, że dla Francuzów to może być ulga – zauważa Paweł Gajda, ekspert z zakresu energetyki jądrowej z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
Przypomina, że EDF zaplanował potężny program inwestycyjny we Francji, do którego potrzebuje ludzi, a tych mu brakuje.
- Zwycięstwo KHNP pokazuje zaś, że Korea jest dziś poważnym partnerem technologicznym, który konsekwentnie realizuje plan wejścia na rynek polski i czeski – uważa Paweł Gajda.
Koreański projekt we mgle
W Polsce KHNP jest uczestnikiem tzw. prywatnego projektu atomowego, zakładającego analizę możliwości postawienie reaktora w Pątnowie, wespół z ZE PAK Zygmunta Solorza i państwową spółką PGE. Projekt ten forsowany był przez Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych w rządzie PiS, ale w obecnym rządzie patrona już nie ma, a jego przyszłość wydaje się mglista.
- Przyszłość polskiego projektu KHNP jest pod znakiem zapytania, ale bez wątpienia zależeć będzie od ekonomicznych warunków oferty – uważa Paweł Gajda.
Komisja dała zielone światło
W czeskim projekcie, jak podkreśla Paweł Gajda, warto na pewno śledzić kwestie związane z modelem finansowania, ponieważ Polska mogłaby czerpać z niego inspiracje dla własnego programu jądrowego.
Na tym etapie wiemy, że czeska państwowa spółka ČEZ otrzyma od państwa pożyczkę w wysokości ok. 7,74 mld EUR. Ponadto przewidziany jest tzw. kontrakt różnicowy, czyli mechanizm dopłat państwowych dla inwestora, gdy ceny energii spadną poniżej poziomu gwarantującego opłacalność elektrowni. Jeśli zaś rynkowe ceny energii będą wyższe od ustalonego poziomu, inwestor zwróci państwu nadmiarowe zyski. Komisja Europejska wyraziła już na ten model zgodę.
Polska myśli podobnie
Polska też planuje oprzeć program jądrowy o tzw. kontrakt różnicowy. Negocjacje z Komisją Europejską wciąż jednak trwają.
Ma to znaczenie dla pierwszej lokalizacji dla polskiego atomu w nadmorskim Choczewie. Elektrownię mają tam postawić Amerykanie, czyli Westinghouse i Bechtel. Trwają prace przygotowawcze, ale ostatecznej umowy strony jeszcze nie podpisały.
Poza tym rząd myśli o drugiej atomowej lokalizacji, ale konkretnych planów jeszcze nie przedstawił.
