Jeszcze rok temu Maciej Maniecki był prezesem lubelskiego domu software’owego Safo, jednego ze średniej wielkości polskich producentów systemów ERP. Przychody firmy w latach 2004-06 oscylowały w granicach 25-30 mln zł. Zapewne nawet nie przypuszczał, że dziś jego biuro będzie siedzibą, a on największym indywidualnym udziałowcem lidera w planach konsolidacji polskich dostawców oprogramowania ERP, który ma 70 mln zł na przejęcia firm konkurencyjnych w latach 2007-09. Wszystko zaś za sprawą Adama Górala, którego asystentka prezesa Safo nawet nie chciała połączyć ze swoim szefem.
— Powiedziała tylko, że dzwonił jakiś prezes z Rzeszowa, ale nie łączyła, bo uznała, że jestem zbyt zajęty, by z nim rozmawiać — wspomina Maciej Maniecki, wtedy prezes Safo, obecnie pierwszy wiceprezes Asseco Business Solutions.
Adam Góral był wtedy weteranem informatyki bankowej. Jego Asseco Poland, powstałe z połączenia Compu Rzeszów i warszawskiego Softbanku, notowało przychody dziesięciokrotnie większe od Safo, a zbudowana wokół spółki grupa kapitałowa osiągała sprzedaż około 0,5 mld zł. Kiedy więc lubelski biznesmen zorientował się, jaki to „prezes z Rzeszowa” szukał z nim kontaktu, czym prędzej oddzwonił. Sprawy potoczyły się błyskawicznie.
— Nie znaliśmy się wcześniej z Adamem, ale po godzinnym spotkaniu wiedzieliśmy, że się dogadamy. Do uzgodnienia zostały jedynie szczegóły — relacjonuje Maciej Maniecki.
Pomysł Asseco
W kwietniu 2007 r. Safo weszło do grupy
kapitałowej Asseco. W niemal identycznych okolicznościach jak rok wcześniej
uczyniły to warszawski Softlab i Wa-Pro ze Starej Iwicznej pod Piasecznem.
— Szczęśliwie nie byłem tak zapracowany, żeby nie móc odebrać telefonu, ale też nie znałem wcześniej Adama Górala. On zajmował się systemami dla banków, a ja programami dla najmniejszych firm, więc nie mieliśmy okazji się wcześniej poznać. Wystarczyły jednak dwa spotkania, abym poważnie zaczął rozważać jego propozycję — opowiada Wojciech Frysztak, były prezes Wa-Pro, obecnie wiceprezes Asseco Business Solutions.
Najwcześniej poznał Górala Romuald Rutkowski, były członek zarządu Softlabu, obecnie szef Asseco Business Solutions.
— W 2005 r. rozmawialiśmy o wizji konsolidacji polskiego rynku oprogramowania i od razu znaleźliśmy wspólny język. Decyzje biznesowe były tego prostą konsekwencją — mówi Romuald Rutkowski.
Na podstawie trzech firm, którymi kierowali, powstaje silny polski producent oprogramowania wspomagającego zarządzanie, mający w portfolio systemy ERP oraz mniejsze, tzw. aplikacje pudełkowe. Do tego outsourcing i e-learning.
— Zastanawialiśmy się, gdzie outsourcing przyniesie największą wartość dodaną. Wyszło na to, że tam, gdzie połączy się go z kompetencjami w zakresie produkcji oprogramowania. Użytkownikom korzystającym z oprogramowania zdalnie przyda się też e-learning — tłumaczy Wiktor Ząbek, wiceprezes Asseco Business Solutions wywodzący się z Incenti.
Outsourcing i e-lerning to dziedziny będące dziedzictwem spółki założonej w 2001 r. przez Prokom Software i Telekomunikację Polską. W wyniku zmian udziałowców i przekształceń w grupie Prokomu, jako pierwsza trafiła ona pod skrzydła Asseco Poland. Po zmianie nazwy na Asseco Business Solutions na początku 2007 r. wchłonęła też formalnie trzy pozostałe firmy.
Łączone firmy całkiem dobrze radziły sobie w swoich niszach, co obejmowało zarówno wyniki spółek, jak i osobiste dochody ich właścicieli. Ci ostatni nie potrzebowali więc pieniędzy na kontynuowanie działalności. W obliczu rosnącej konkurencji zagranicznych domów software’owych o potrzebie konsolidacji polskich producentów oprogramowania biznesowego mówiło się co prawda od dawna, ale zważywszy na to, jak niewiele dotychczas z tego wychodziło, fuzja przebiegła zadziwiająco sprawnie. Czy tylko dlatego że jej propozycja pojawiła się w odpowiednim czasie?
— Wielokrotnie spotykaliśmy się z różnymi inwestorami krajowymi i zagranicznymi. Ale żaden z nich nie potrafił jasno określić, jaka będzie przyszłość produktów i kadr Wa-Pro w ciągu kilku lat następujących po związku kapitałowym. Adam Góral od razu przedstawił to klarownie — mówi Wojciech Frysztak.
— Rozmowy o połączeniu, które prowadziliśmy z firmami podobnymi do Safo, rozpoczynały się i kończyły zarazem na tym, kto będzie dominował w takim związku. Model zaproponowany przez Adama Górala był inny. Reprezentując firmę dużo większą od naszych, zaprosił nas do budowy wspólnego podmiotu, w którym każde z łączących się przedsiębiorstw tworzy odrębny pion biznesowy. I to właśnie było najbardziej interesujące w jego propozycji — dodaje Maciej Maniecki.
Zawodowa pasja
Po fuzji okazało się, że szefowie
łączących się firm odnieśli z tego również korzyści, których się wcześniej nie
spodziewali. Jako wykształceni informatycy mogą się zająć tym, co najbardziej
lubią.
— W firmach takich, jakimi były Safo, Softlab i Wa-Pro właściciel jest prezesem, księgowym i głównym handlowcem. Bieżące sprawy związane z zarządzaniem tak absorbują, że nie można się od nich uwolnić i oddać rozważaniom o oprogramowaniu na poziomie metasystemu. Po połączeniu okazało się, że mamy bardzo komfortową sytuację. Pojawiły się struktury charakterystyczne dla większych firm, pozwalające nam zająć się rozwojem biznesu na zupełnie innym poziomie niż dotąd — tłumaczy Romuald Rutkowski.