Warto go bacznie obserwować, gdyż jego ewentualne pokonanie doprowadziłoby do większej korekty. Jak na razie jednak byki nie dają za wygraną i utrzymują indeks w kanale pomiędzy 1900 a 1800 punktów. Słabość giełd zagranicznych nie pozwala na atak w kierunku poziomu 1900, zresztą już piątkowa sesja ukazała słabość warszawskiego popytu, który zmęczył się wcześniejszymi bojami z newralgicznym oporem.
Na froncie danych nic ważnego się nie dowiedzieliśmy. Dopiero druga połowa tygodnia przyniesie publikację ważnych raportów. Jednak już jutro poznamy wyniki Pekao SA, które mogą zatrząść rynkiem. Tak naprawdę trudno jest wskazywać bardziej prawdopodobny kierunek. Logika podpowiada, że po tak potężnych wzrostach większa korekta powinna być czymś naturalnym, ale myśli tak zbyt wiele osób, co powinno faworyzować inne scenariusze dla warszawskiego parkietu.
Na rynku walutowym złoty się osłabiał, co było w zgodzie z aktualnie panującą
korelacją. Wzrosty na giełdach wzmagają popyt na naszą walutę, natomiast ich
spadki (tak jak dzisiaj) przyczyniają się do słabości złotego. Gdyby obecny
tydzień rozpoczął tak wyczekiwaną korektę na globalnych rynkach akcji, to nasza
waluta powinna dalej tracić. Podobny los spotka węgierskiego forinta i czeską
koronę, gdyż i te waluty dzisiaj traciły. Martwi jednak fakt, że złoty, który
fundamentalnie jest teoretycznie najsilniejszy, tracił
najbardziej.
Komentarz przygotował
Łukasz Bugaj
Analityk
Xelion. Doradcy
Finansowi