Czy w USA zabrzmi ostatni akord?

Dariusz Kruglej, ŚDI Elimar
opublikowano: 17-01-2008, 13:05

Citigroup i Merrrill Lynch pożyczają środki lub emitują akcje na dziesiątki miliardów dolarów. Problem w tym, że warunki na  jakich te największe amerykańskie banki pozyskują dziś pieniądze, zwykle przeprowadza się, po to żeby ratować firmę przed upadłością. Więc jeśli takie tuzy amerykańskiej gospodarki są bliskie upadłości (a co najmniej utraty płynności) to jest to obraz tego co się tak naprawdę dzieje w USA. Więc jest to  obraz bardzo ponury.

Dziś koszt pieniądza dla tych banków to 9 proc. Pozostaje zapytać, czym kierował się Fed co rusz obniżając stopy procentowe. Czym kieruje się dziś dalej je obniżając? Jaki może być efekt końcowy tych działań?

Dotąd chodziło o motor napędowy dla  gospodarki. I rzeczywiście, obserwowaliśmy wzrost, w dużej mierze napędzany przez budownictwo. Szkoda tylko, że wzrost finansowały kredyty przyznawane osobom, z których kilkadziesiąt  procent nie było w stanie spłacić pierwszej raty. Gdzie wtedy byli prezesi banków,  stratedzy i specjaliści od ryzyka? Gdzie była ich odpowiedzialność? A może nadszedł czas żeby tą odpowiedzialność „zmierzyć”? Może radosna twórczość w „takt grającej muzyki”, która kończy się 18 mld dolarów straty, powinna być oceniona nie tylko przez radę nadzorczą, ale i inne gremium. Niech zbada ono, na ile decydenci działali dla dobra firmy, a na ile nie dopełnili swoich obowiązków narażając spółki na potężne straty. Jest gdzieś granica pomiędzy ryzykiem biznesowym a bezmyślnością. O ile ryzyko jest wkalkulowane w biznes, to za bezmyślność winno się wyciągać konsekwencje. I to dalej idące niż pozbawienie funkcji prezesa.

Przygrywką do ostatniego akordu „w tej muzyce” będą raporty biegłych rewidentów którzy sprawdzą "papiery" - wtedy dalsze "trupy z szaf" pewnie wypadną.

Dziś już większość czuje, że recesja w USA się zaczęła. Nikt nie chce jednak głośno tego powiedzieć, a Fed ma dylemat: walczyć z inflacją czy ratować rynek kredytów hipotecznych i kursy akcji. Wydaje się, że już zdecydował.  Będzie dalej służył tanim pieniądzem. Niskie stopy i inflacja to, w opinii Fedu, właściwa droga.

Założenia są pewnie takie, że będzie „paliwo” do spłaty kredytów hipotecznych. Po drugie,  inflacja miękko sprowadzi wygórowane ceny nieruchomości i akcji do realnie niższego poziomu. Po trzecie, niski kurs dolara pobudzi amerykański eksport.

Problem w tym, że założenia nie zawsze się sprawdzają. Oczekiwania inflacyjne mogą spowodować, że inflacja wymknie się spod kontroli. A niskie stopy procentowe, zniechęciwszy kapitał zagraniczny, uniemożliwią sfinansowanie deficytu budżetowego i handlowego. Niski kurs dolara to już problem dla Chin i Japonii. Gospodarki tych krajów nie pozostaną obojętne, więc droga to zamiany problemów amerykańskich w globalne stanie otworem.

I jak wtedy zabrzmi ostatni akord?

Autor jest dyrektorem finansowym Idea TFI oraz doradcą prezesa ŚDI Elimar. W przeszłości był m.in. wiceprezesem giełdowego Farmacolu.

Zachęcamy do wzięcia udziału w dyskusji na temat obecnej sytuacji na rynku kapitałowym. Czekamy na głosy na forum i maile!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dariusz Kruglej, ŚDI Elimar

Polecane