Dziś koszt pieniądza dla tych banków to 9 proc. Pozostaje zapytać, czym kierował się Fed co rusz obniżając stopy procentowe. Czym kieruje się dziś dalej je obniżając? Jaki może być efekt końcowy tych działań?
Dotąd chodziło o motor napędowy dla gospodarki. I rzeczywiście, obserwowaliśmy wzrost, w dużej mierze napędzany przez budownictwo. Szkoda tylko, że wzrost finansowały kredyty przyznawane osobom, z których kilkadziesiąt procent nie było w stanie spłacić pierwszej raty. Gdzie wtedy byli prezesi banków, stratedzy i specjaliści od ryzyka? Gdzie była ich odpowiedzialność? A może nadszedł czas żeby tą odpowiedzialność „zmierzyć”? Może radosna twórczość w „takt grającej muzyki”, która kończy się 18 mld dolarów straty, powinna być oceniona nie tylko przez radę nadzorczą, ale i inne gremium. Niech zbada ono, na ile decydenci działali dla dobra firmy, a na ile nie dopełnili swoich obowiązków narażając spółki na potężne straty. Jest gdzieś granica pomiędzy ryzykiem biznesowym a bezmyślnością. O ile ryzyko jest wkalkulowane w biznes, to za bezmyślność winno się wyciągać konsekwencje. I to dalej idące niż pozbawienie funkcji prezesa.
Przygrywką do ostatniego akordu „w tej muzyce” będą raporty biegłych rewidentów którzy sprawdzą "papiery" - wtedy dalsze "trupy z szaf" pewnie wypadną.
Dziś już większość czuje, że recesja w USA się zaczęła. Nikt nie chce jednak głośno tego powiedzieć, a Fed ma dylemat: walczyć z inflacją czy ratować rynek kredytów hipotecznych i kursy akcji. Wydaje się, że już zdecydował. Będzie dalej służył tanim pieniądzem. Niskie stopy i inflacja to, w opinii Fedu, właściwa droga.
Założenia są pewnie takie, że będzie „paliwo” do spłaty kredytów hipotecznych. Po drugie, inflacja miękko sprowadzi wygórowane ceny nieruchomości i akcji do realnie niższego poziomu. Po trzecie, niski kurs dolara pobudzi amerykański eksport.
Problem w tym, że założenia nie zawsze się sprawdzają. Oczekiwania inflacyjne mogą spowodować, że inflacja wymknie się spod kontroli. A niskie stopy procentowe, zniechęciwszy kapitał zagraniczny, uniemożliwią sfinansowanie deficytu budżetowego i handlowego. Niski kurs dolara to już problem dla Chin i Japonii. Gospodarki tych krajów nie pozostaną obojętne, więc droga to zamiany problemów amerykańskich w globalne stanie otworem.
I jak wtedy zabrzmi ostatni akord?
Autor jest dyrektorem finansowym Idea TFI oraz doradcą prezesa ŚDI Elimar. W przeszłości był m.in. wiceprezesem giełdowego Farmacolu.
Zachęcamy do wzięcia udziału w dyskusji na temat obecnej sytuacji na
rynku kapitałowym. Czekamy na głosy na forum i maile!