Dane makro i wyniki spółek nadal będą decydować o trendzie

Piotr Kuczyński
22-04-2002, 00:00

Niepokojące jest to, że coraz więcej dużych dużych spółek ostrzega przed możliwością korekty w dół dotychczasowych prognoz zysków lub sprzedaży na dalszą część roku. Jeśli zarządy mają rację, przyszłość nie jawi się różowo, a spodziewane ożywienie może znacznie się opóźnić

Z Ameryki

Tylko dwie pierwsze sesje minionego tygodnia ożywiły nerwowy rynek. Szczególnie we wtorek, wszystko działało na korzyść byków. Dane makro okazały się w większości bardzo dobre, a do tego, niektóre topowe spółki przedstawiły lepsze od prognozowanych zyski. Nic więc dziwnego, że odnotowaliśmy duże wzrosty.

Pozostał cześć tygodnia była nijaka, a szczególnie dziwne było zachowanie rynku w piątek. Merrill Lynch podniósł rekomendację dla Microsoftu z „neutralnej” do „kupuj” z uzasadnieniem, że mimo obniżenia prognoz spółka i tak będzie lepsza od rywali z sektora. Na zdrowy rozum powinno dojść do zgodnej przeceny całego sektora, a skończyło się na wzroście kursu Microsoftu. Czy to przykład aberracji? Może i nie, jeśli weźmie się pod uwagę, że do funduszy wpłynęło 7,9 mld USD (najwięcej od ponad 2 miesięcy). Jak pisze Stephen Roach (jeden z nielicznych ekspertów prognozujących recesję w drugim półroczu), nawet najbardziej podejrzliwi niedźwiedzie inwestują maksimum kapitału w akcje twierdząc, że „... zgadzam się z tobą, ale nie mogę sobie pozwolić na to, żeby pozostać poza rynkiem...”. Fundusze mają pieniądze, a pieniądze muszą pracować.

Amerykanie nie widzą żadnych większych zagrożeń skoro 90 proc. ekonomistów ciągle im mówi, że wszystko jest na dobrej drodze, recesja skończyła się, a ożywienie będzie mocne. Przecież nie będą wierzyć tej garstce pesymistów, do których zaliczam się i ja. W minionym tygodniu urzędowy optymizm zabrzmiał w słowach sekretarza skarbu Paul O’Neill’a, który stwierdził, że gospodarka wydaje się szykować do solidnego wzrostu. Alan Greenspan pozostał nieco bardziej ostrożny, ale i tak utwierdził inwestorów w przekonaniu, że ożywienie gospodarcze nadchodzi, a Fed nie będzie się śpieszył z podwyżkami stóp.

Ciekawe w tym kontekście jest oświadczenie „komitetu cieni” (SOMC) dla FOMC, który wezwał Fed do natychmiastowego podniesienia stóp procentowych ze względu na groźbę znacznego wzrostu inflacji. Co prawda, tygodniowy wykres indeksu towarów (CRB) nie potwierdza zagrożenia inflacją, a objęcie bessy i okno bessy są zapowiedzią spadków cen towarów, ale to jest tak sprzeczne z ideą ożywienia, że albo mamy do czynienia jedynie z korektą na rynku towarowym i ceny ruszą do góry, albo żadnego ożywienia nie będzie. Inflacja w dużym stopniu zależy od cen ropy naftowej a te zmieniają się dosyć gwałtownie i trudno przewidzieć czy i gdzie się ustabilizują. Na Bliskim Wschodzi nie widać symptomów poprawy sytuacji. Nie bałbym się jednak wpływu tej sytuacji na giełdy dopóki nie stanie się coś, o czym w piątek znowu ostrzegło FBI (możliwość ataku terrorystycznego na amerykańskie instytucje finansowe).

Niepokojące jest to, że większość dużych spółek przestrzega przed możliwością zmniejszenia prognozy zysków lub sprzedaży na dalszą część roku. Również dane makro nie były jednoznaczne. Na przykład eksport wzrósł, ale bardzo niewiele. Import wzrósł za to znacznie, co wskazuje na ożywienie gospodarki. Jednak taka sytuacja na dłuższą metę osłabi dolara i zwiększy inflację. Zwiększyła się liczba bezrobotnych, niewiele wzrosły wskaźniki wyprzedzające (LEI) i spadła aktywność w obszarze Filadelfii.

Obecny tydzień przyniesie bardzo ważne dane makroekonomiczne. Otrzymamy zarówno indeksy nastroju, jak i zaufania, dane z rynku nieruchomości, zamówienia na dobra trwałego użytku i wreszcie w piątek wstępne dane dotyczące wzrostu PKB w pierwszym kwartale. Prognoza mówi o wzroście o 5 proc. Dane w pierwszym kwartale były tak dobre, że PKB może rzeczywiście sporo wzrosnąć.

W analizie technicznej widać, że nadal brakuje czynników przesądzających jednoznacznie o kierunku poruszania się rynku. DJIA utknął pośrodku kanału trendu wzrostowego. Wsparcie to obszar 10 000 –10 100 pkt. Przełamanie to spadek przynajmniej do 9 200 pkt. Z kolei opór wypada przy 10 500 – 10 600 pkt. Jego przełamanie otworzyłoby drogę do granicy 11 000 pkt. Nieco trudniejsza jest sytuacja szerokiego rynku reprezentowanego przez S&P 500. Przełamanie oporu na 1130 otwiera drogę do kolejnego na 1152, a potem do 1175. I dopiero pokonanie tego ostatniego poziomu kreowałoby formację odwróconej RGR z zakresem wzrostu do 1270 pkt. Przełamanie wsparcia na 1100 pkt. otworzyłoby drogę do testu 1075 i zapewne 1050 pkt. NASDAQ trzyma się blisko oporu na 1810 pkt. Przełamanie otworzyłoby drogę do 1880, a prawdziwym wyzwaniem byłoby 1930 pkt. Wsparcie jest w okolicach 1700 pkt. Przełamanie to spadek przynajmniej do 1625 pkt.

Niezwykle ważne dane makro i druga seria wyników spółek za pierwszy kwartał nie dają dużych możliwości prognozowania zachowania się rynków. Ilość pieniędzy wpłacanych do funduszy, pokazuje, że można spodziewać się wzrostów, ale uważam, że przy oczekiwanej, dużej zmienności rynków, należy przede wszystkim kierować się wskazaniami analizy technicznej. Chyba najbardziej prawdopodobne jest przedłużenie się trendu horyzontalnego.

Z Polski

To był już szósty z rzędu tydzień zniżek. Na świecie sytuacja była całkiem niezła, a na Węgrzech wręcz znakomita. BUX otworzył tygodniowe okno hossy i powinien dotrzeć do 9 500 pkt. – 10 proc. od szczytu. To tak jakby WIG 20 atakował 2250 pkt. Różnica w postrzeganiu rynków przez inwestorów jest olbrzymia, a przecież region świata ten sam, a nasz potencjał zdecydowanie większy.

Oczekiwałem, że pod koniec tygodnia fundusze rozpoczną jakaś grę pod posiedzenie RPP, że może przejdzie kapitał z Węgier – na razie nic z tego nie wyszło. Rynek był niezwykle słaby, najsłabszy z rynków światowych. Fakt, że spółki istotne dla rynku mają swoje problemy, ale gdyby pojawił się spekulacyjny kapitał zagraniczny, nie miałoby to najmniejszego znaczenia. Dusimy się we własnym sosie, a fundusze nie potrafią wykorzystać sytuacji zarówno tej panującej na rynkach światowych, jak i tego, że odsetki z oszczędności są opodatkowane i wystarczyłoby utrzymywać przez 6 miesięcy łagodny trend wzrostowy, żeby przyciągnąć kapitały indywidualnych inwestorów.

W zakończonym tygodniu korygowały się kursy banków będących do tej pory podporą rynku. Szczególnie nieciekawie wyglądał BRE. Do tego doszły kłopoty KGHM (rezerwy, premie dla pracowników, mocny złoty, podwójny szczyt na wykresie cen miedzi), problemy TPSA (Moody’s, Standard&Poor’s i Fitch rozważają możliwość obniżenia ratingu, a sama spółka renegocjuje swoje olbrzymie kredyty) i przecena Softbanku (nic nie pomogło dementi prezesa, że nie ma mowy o olbrzymich rezerwach). Poza tym rynek szykował się już do wyników kwartalnych spółek. Widać oczekiwania są bardzo pesymistyczne skoro akcje są generalnie wyprzedawane. W tej sytuacji i tak można powiedzieć, że spadek indeksów nie był duży.

Jeśli chodzi o dane makroekonomiczne to inflacja okazała się być mniejsza niż oczekiwano, co pomoże RPP podjąć decyzję o obniżce stóp. Dynamika produkcji była bardzo słaba i niewiele zmienia fakt, że w tym roku był jeden dzień roboczy mniej. Większa była też nieco inflacja w cenach producentów (PPI). W tej sytuacji można powiedzieć, że RPP dostała dwa sygnały neutralizujące się nawzajem. Stagnacja w produkcji i inflacja powinna dać obniżkę stóp, inflacja w cenach producentów i oczekiwania na wzrost w przyszłości brak obniżki. Dla giełd - to według mnie - zły sygnał, bo stagnacja w produkcji oznacza słabe zyski spółek.

Ten tydzień można właściwie połączyć z następnym, ponieważ następny to właściwie 2,5 sesji (sesji 2.05 nie można traktować poważnie i prawdę mówiąc nie wiem po co się w ogóle odbędzie). Taki układ może wymuszać sprzedawanie akcji przez indywidualnych inwestorów już w końcówce tygodnia. Tyle tylko, że tych indywidualnych jest już tak niewielu, że nie powinno to mieć wielkiego znaczenia. W środę RPP podejmie decyzję o poziomie stóp procentowych, co może rozpocząć jakąś krótką grę pod to posiedzenie na początku tygodnia. Jednak, jeśli do obniżki dojdzie, (uważam, że tak) to o zaledwie 100 pkt., co wiele nie zmieni.

Mówi się, że zapowiedź końca cyklu obniżek mogłaby osłabić złotego, ponieważ inwestorzy krótkoterminowi nie kupowaliby obligacji licząc na wzrost ich cen. Może chwilowo tak faktycznie byłoby, jednak płacone odsetki są i będą jeszcze przez wiele miesięcy tak wysokie, ze złoty nie ma szansy na znaczne osłabienie. Na razie nasza waluta idzie w kierunku 4,00 zł., a być może nawet 3,93. Jak fatalne to rodzi skutki dla gospodarka szczególnie dla eksportu (zobaczymy to w końcu kwietnia w deficycie obrotów bieżących) nie muszę przypominać. Gorzej, że w tej chwili nie widać wyjścia z tej sytuacji.

Jeśli chodzi o obraz techniczny rynku to jedno jest pewne: sytuacja jest krytyczna a rozstrzygnięcie może nastąpić już wkrótce. Indeks cenowy, co prawda obronił swoje październikowe minimum, ale jest tylko o krok od przełamania. Wyjście dołem z 8-letniego trójkąta może przynieść olbrzymią przecenę. W każdym razie w krótkim okresie będziemy mieli albo przełamanie wsparcia i spadek nawet o 10 proc., albo obronę i wejście w trend horyzontalny. WIG znajduje się albo w formacji klina, albo w kanale trendu spadkowego – jak kto woli. Pokonanie 15 100 pkt (dla pewności jednak 15 500) otwierałoby drogę wzrostom. Za to niewątpliwie przełamanie 14 600 pkt. sprowadziłoby indeks przynajmniej do 14 100 pkt. WIG 20 wygląda dosyć podobnie. Też albo klin, albo kanał trendu spadkowego. Przełamanie 1365 pkt. otwierałoby drogę wzrostom. Przełamanie długo bronionego 1310 dałoby test 1285 pkt., a przełamanie tego poziomu otworzyłoby drogę do dolnego ograniczenia kanału trendu spadkowego (1230 pkt.).

Mamy tydzień przed krótkim tygodniem, posiedzenie RPP, wyniki spółek i do tego skomplikowaną sytuację w USA. WIG 20 jest tuż nad krawędzią przepaści, a informacje ze spółek są złe. Wydaje się, że nic już nie uchroni rynku przed przeceną. Trudno w takiej sytuacji być optymistą. Jednak zmniejszanie się obrotu w miarę zbliżania się do poziomu 1310 pkt. daje szansę na kolejną obronę. Wystarczy niewielki popyt, żeby do tego doprowadzić, a to automatycznie dałoby duży wzrost. Nie pozostaje nic innego jak śledzić poziomy wsparcia i obrót.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Dane makro i wyniki spółek nadal będą decydować o trendzie