Dane makro z USA przesądzą o kierunkach indeksów

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-05-02 00:00

Ponieważ komentarz piszę we środę postaram się ująć w nim to, co może się wydarzyć zarówno we czwartek jak i w piątek. W środę była dosyć dziwna sesja (indeksy powinny były mocno spadać), ale jakimś usprawiedliwieniem było klasyczne „windows dressing” na koniec miesiąca. Dane makro były złe, bo PMI Chicago określający aktywność gospodarczą w regionie spadł. Już to powinno wywołać spadki indeksów, szczególnie, że były na bardzo wysokich poziomach. Mówi się, że to wystąpienie A. Greenspana wlało nieco otuchy w serca Amerykanów. To nieporozumienie. Szef Fed nie powiedział nic nowego. Trzeba być wyjątkowym optymistą, żeby znaleźć w tym wystąpieniu coś, co każe kupować akcje. Opory na S&P 500 i DJIA obroniły się, co nakazuje podejrzewać, że przełom może nastąpić we czwartek lub piątek. Przełamanie tych oporów byłoby bardzo optymistycznym sygnałem, ale poważnie obawiałbym się okolic 965 pkt. na S&P 500. To już bardzo blisko, a linia szyi 5-letniej formacji RGR jest poważnym oporem i ciężko będzie ją pokonać.

Teraz nie będzie już dużej ilości raportów kwartalnych, ale dzisiaj wpływ na rynek mogą mieć wyniki ChevronTexaco i Unilever. Na początku miesiąca do funduszy napływają wpłaty potrącane z pensji pracowników, więc zarządzający będą chcieli je zainwestować. To jest plus dla rynku. Można oczekiwać, że wczoraj w USA wpływ na rynek mogły mieć również dane makro. Jak zwykle we czwartek była to ilość noworejestrowanych bezrobotnych w ubiegłym tygodniu (dobrze by było, żeby spadła poniżej 400 tys.), wydajność pracy w pierwszym kwartale oraz, a może przede wszystkim, indeks aktywności części produkcyjnej gospodarki amerykańskiej (ISM) w kwietniu. Gdyby wrócił nad 50 pkt, wywołałby małą euforię.

Dzisiaj mamy ważne dane makro zarówno w Eurolandzie jak i w USA. O 8.00 dowiemy się, jaka była sprzedaż detaliczna w Niemczech w marcu (prognoza: minus 0,7 proc. m/m). Dane mogą zostać zlekceważone, chyba że byłyby lepsze od prognoz. Tuż przed 9.00 zostanie podany indeks PMI pokazujący jak rozwijała się gospodarka francuska w kwietniu. Prognozowany jest wzrost do 48,7 pkt. Przypominam, że odczyt poniżej 50 pkt. oznacza, że gospodarka się cofa. O 10.00 podobne indeksy PMI podane zostaną w Niemczech (prognoza 48,6 pkt.) i dla całej strefy euro (48,9 pkt.). Te dane zdominują początek sesji w Eurolandzie, ale inwestorzy i tak będą przede wszystkim czekali na informacje z USA. Tam o 14.30 podany zostanie raport z rynku pracy, który może pokazać kierunek indeksom. Inwestorzy najczęściej zwracają uwagę na stopę bezrobocia (prognoza + 5,9 proc.), ale według mnie dużo bardziej istotna jest ilość pracowników, których straciła/zyskała nierolnicza część gospodarki (prognoza minus 58 tys.). W końcu o 16.00 dowiemy się, jakie był zamówienia fabryczne (prognoza +1,2 proc.). To dane przedwojenne i dlatego lepsze zostaną przyjęte bardzo optymistycznie. Gorsze mogą zostać zlekceważone.

Jak będą się zachowywały rynki Eurolandu, to doskonale wiadomo. Impuls da czwartkowe zamkniecie w USA i dzisiejsze dane z rynku pracy w USA. Nasz rynek całkowicie utracił korelację z innymi giełdami i nadal jest słaby. Właściwie można powiedzieć, że to eufemizm. Sesja środowa daje pewne nadzieje na wzrosty, ale wszystko zależy teraz od sytuacji na świecie. We środę banki doprowadziły do przeceny, której nie oparła się reszta rynku. Trwało to godzinę i doprowadziło do dużej zniżki. Potem jednak, przez pozostałe 5 godzin, indeksy systematycznie rosły, akcje były zbierane, a sektor bankowy zrobił się bardzo mocny. Na wykresach powstał pro-wzrostowy młot, który daje nadzieję na zmianę trendu. Dalszym wzrostom indeksów światowych nasze fundusze nie mogłyby się już oprzeć. Dzisiaj najbardziej można liczyć na spokojną sesję z małymi obrotami, chociaż tak niezwykła sesja, wpasowana w długi weekend, może prowokować do spekulacyjnych zagrań.