DAX do góry nogami

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 02-01-2019, 22:00

Pejzaż w czerwieni? Czas odwrócić wzrok od nędzniejącego widoku giełdowych indeksów — sztuka zaspokoi i oko, i głód prasowego kłamstewka.

Nie podano dotychczas, że inwestowanie w dzieła zagęszcza zarost i przeciwdziała próchnicy, co pozwoli może złapać oddech w sezonie podsumowań: mimo obniżenia ryzyka portfela, niebiańskich stóp zwrotu i ogólnie tężejącej świadomości kolekcjonerów wciąż pozostają obszary, których nie zdołały uzdrowić aktywa malarskie. Indeks Artprice100 — ujmujący najefektowniejszy czubek światowego rynku — od stycznia do połowy grudnia 2018 r. wspiął się o blisko 4,3 proc., podczas gdy marniejące w oczach wskaźniki z zagranicznych parkietów snuły się coraz bliżej poziomej osi wykresu. Żeby się jeszcze szczerzej nacieszyć, warto przystanąć nad dorobkiem Georga Baselitza — niemieckiego artysty słynącego z malowania tępych postaci do góry nogami — i DAX zyska korzystniejszą perspektywę, i inwestor tak zwane twarde dane.

Odwrócony głową do dołu „Pijący za stołem” to ponad 2,5-metrowe dzieło
Georga Baselitza o kondycji społeczeństwa lat 80. sprzedane w 2018 r. za ponad
5 mln USD (18,8 mln zł). Jak podaje Artprice, rynek prac artysty musi być w
lepszym stanie, dlatego że roczny aukcyjny obrót wzrósł od 2015 r. prawie 260
proc.
Wyświetl galerię [1/2]

DO DNA:

Odwrócony głową do dołu „Pijący za stołem” to ponad 2,5-metrowe dzieło Georga Baselitza o kondycji społeczeństwa lat 80. sprzedane w 2018 r. za ponad 5 mln USD (18,8 mln zł). Jak podaje Artprice, rynek prac artysty musi być w lepszym stanie, dlatego że roczny aukcyjny obrót wzrósł od 2015 r. prawie 260 proc. Fot. Sotheby's

Postawione na głowie malarstwo szorstkiej doby przemian ustrojowych ucierpi w tym kontekście, bo chociaż format samego Baselitza jest niekwestionowany, temat szybko udaje się sprowadzić do gładkiego liczbowego podsumowania. Jeden z jego rysunków sprzedano za 112,5 tys. USD (423 tys. zł) w Londynie ubiegłego marca, przy czym w listopadzie 2016 r. ten sam obiekt kosztował w Lizbonie jeszcze 32,5 tys. USD (122 tys. zł) — zdrożał więc ponad trzy razy w mniej niż dwa lata, podaje Artprice. Chociaż w minionym roku Georg Baselitz wyróżnił się jaskrawo we wspomnianej setce o najwyższych notowaniach, na wieść o takim skoku trzeba przede wszystkim zadać natrętne pytanie, czy długo może być tak dalej. O tym natomiast, jak rozwinie się trend na rynku dzieł, pewnie wypowiadać mogą się wyłącznie pisarze horoskopów — rysunek, owszem, trzykrotnie zdrożał, ale w warunkach markotniejącej giełdy możliwy jest praktycznie każdy scenariusz włącznie z korektą i następującą po niej gorączką zakupów.

Sam nośny fakt, że Artprice100 spektakularnie przegonił S&P 500 cieszy analityczne oko, zwłaszcza że łatwo jest dzięki niemu oderwać wzrok od minorowo płaskiego Artprice Global — indeksu najszerszego, ale też wskazującego, że światowy rynek osłabł w 2018 r. o 1,9 proc. „Kupujący stali się tak wymagający — jeśli mowa o jakości — jak nigdy w historii” — komentują autorzy podsumowania, wymieniając tłusty skład Artprice100, który w 7,4 proc. opiera się na sprzedaży prac Picassa, w 6,7 proc. na obrocie popartem Warhola, a niecałe 4 proc. zapełniają monetowskie widoki kościółków i sadzawek.

Pytanie więc, jak bardzo gust musiał się skonkretyzować, skoro wymagający popyt nakręcił indeks czołówki, pozostawiając pod kreską ogólną miarę rynku — dzieła tańsze się znudziły? O tym, w jakiej dwa omawiane wskaźniki są relacji, najcelniej świadczy podsumowanie, że skromna setka o szczytowych aukcyjnych wynikach odpowiada jednocześnie za nie mniej niż 73 proc. światowego obrotu na wszystkich licytacjach w badanym okresie 2018 r. Spośród niewyobrażalnej masy płócien, posągów i kartek licytowanych w najdalszych zakątkach planety, można wymienić stu autorów, których pozycja jest silniejsza niż powierzchniowa przewaga oceanów nad lądami. Jeśli indeks informuje wobec tego, że ich dzieła wciąż drożeją, cenowa dysproporcja względem całej reszty pogłębia się tylko o kolejne dopisywane do rachunku zera — segment zgłaszający popyt na muzealne płótno Picassa to górny pokład, na który nie przechodzą gromadnie inwestorzy ekonomicznej klasy, którzy „jak nigdy w historii podnieśli wymagania”. Zarysowująca się na horyzoncie tandetna metafora rodem z Titanica nie będzie w dodatku tak płytka, jeśli opadające indeksy wprowadzą do analiz ostatni grząski wątek — płynność — bo o ile przy dobrej aurze nietrudno ponoć znaleźć kupca, tak przy załamaniu na parkiecie bywa, że na rynkach kosztownych zbytków robi się jak na dziele Baselitza. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy