Na debiut na małym parkiecie można zgarnąć nawet 2 mln EUR
Jeśli IPO może być tańsze, czemu z tego nie skorzystać – mówią starający się o unijne wsparcie debiutanci.
2011 r. pod względem debiutów na NewConnect może być rekordowy — do wejścia na mały parkiet szykuje się nawet 100 spółek. Przygotowanie IPO będzie dla wielu z nich sporym wydatkiem. Część kosztów może jednak pokryć Unia Europejska.
Unia da na dokumenty…
Chodzi o działanie 3.3.2 programu Innowacyjna Gospodarka. Pieniądze, które w jego ramach rozdziela Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), mogą popłynąć na przygotowanie niezbędnych analiz finansowych, memorandum ofertowego, dokumentu informacyjnego, czy działań marketingowych. Bruksela finansuje do 50 proc. związanych z tym kosztów. Choć jest mało prawdopodobne, by wydatki były tak duże, wsparcie może sięgnąć nawet 2 mln EUR.
— Koszt przygotowania dokumentów niezbędnych do debiutu wynosi zwykle od 100 do 300 tys. zł. Jedna z największych dotacji, dla Centrum Klima [notowana na dużym parkiecie spółka zaczynała w 2008 r. od NewConnect — red.] sięgnęła 1 mln zł. Wsparcie jest ważne zwłaszcza dla mniejszych firm, które wyjątkowo ostrożnie weryfikują koszty i korzyści związane z wejściem na rynek publiczny — twierdzi Jakub Bursa, partner w SAS Advisors.
— Dla start-upów koszty związane z przygotowaniem dokumentacji są znaczące. W naszym przypadku wyniosą ponad 100 tys. zł. Za cel obraliśmy debiut na giełdzie i tę strategię realizowalibyśmy także bez dotacji, ale pewnie byłoby trudniej — mówi Władysław Sędzielski, wiceprezes spółki In Point (dawny Aures), która lada moment powinna dostać odpowiedź o dofinansowaniu z PARP.
…ale nie na succes fee
Właściciel portalu podbij.pl to jedna z 350 spółek, które od 2008 r. starały się łącznie o 86,5 mln zł na wsparcie giełdowego debiutu. 15,5 mln zł zdobyło do tej pory 116 z nich. Ponad połowę chętnych ze względu na formalne i merytoryczne błędy we wnioskach PARP odprawiła z kwitkiem. Co zrobić, by się udało?
— Trzeba uważać na kwestie formalne i dokładnie oszacować rynkowe koszty przygotowania dokumentów. Musieliśmy też wskazać, które firmy doradcze będą z nami pracować i wykazać ich doświadczenie — tłumaczy Paweł Osowski, prezes firmy Financial Intermediaries Polska, która debiut na małym parkiecie zaplanowała na drugi kwartał 2011 r. i czeka na decyzję PARP.
Spółki muszą też udowodnić, że mają pieniądze na zrealizowanie projektu, bo UE jedynie refunduje poniesione wydatki. A od przyznania dotacji do wypłaty pieniędzy daleka droga.
— Z doświadczenia wiemy, że wypłaty dotacji wiążą się z biurokratycznym koszmarem, dlatego wychodziliśmy z założenia, że jeśli uda się odzyskać część poniesionych kosztów będziemy bardzo zadowoleni — mówi Waldemar Wasiluk, prezes spółki Timberone, której PARP właśnie przyznała dofinansowanie.
Mimo to gra jest warta świeczki.
— Firmy nie powinny zrażać się biurokracją. Jeśli jest szansa na pozyskanie pieniędzy, to warto się trzymać nawet nielogicznych reguł — dodaje Waldemar Wasiluk.
Wsparcie nie do końca odpowiada jednak na potrzeby spółek, bo główny koszt debiutu to tzw. succes fee, czyli wynagrodzenie dla autoryzowanego doradcy, proporcjonalne do wartości oferty (zwykle wynosi 4-6 proc. wartości emisji)
— Szkoda, że PARP tego nie rozumie i nie wlicza w koszty kwalifikowane — ocenia Bogusława Skowrońska-Cimoszko, prezes spółki doradczej CMS ProAlfa.
Kto pierwszy, ten lepszy
W 2011 r. w ramach poddziałania 3.3.2. Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka firmy z sektora MSP podzielą się 20 mln zł. Rywalizacja o dotacje zakończy się po wyczerpaniu tej kwoty.
Więcej informacji www.parp.gov.pl