Wczorajsza przecena w Warszawie także okazała się zupełnie chybiona, bowiem amerykańscy inwestorzy akurat chętnie kupowali akcje, mimo że początkowo taki scenariusz wydawał się niezbyt prawdopodobny. Po zakończeniu nowojorskiej sesji nastroje jednak się pogorszyły po kolejnej serii wyników ze spółek, m.in. Apple, Amazon i Starbucks
Rano GPW stanęła zatem przed poważnym dylematem. Z jednej strony znowu prawdopodobieństwo spadku za oceanem wyglądało na wyższe niż wzrostu. Z drugiej jednak indeksy mniejszych spółek podeszły bardzo blisko styczniowego minimum, a Wig20 zatrzymał się tuż nad poziomem 2800 pkt. W tym rejonie przebiega linia długoterminowego trendu poprowadzona od minimum ustanowionego w roku 2003, gdy zaczynała się ostatnia hossa.
Warszawscy inwestorzy tym razem zrezygnowali z kolejnej próby przechytrzenia amerykańskich indeksów i wybrali wariant heroiczny, przystępując do obrony tego ostatniego szańca blokującego dostęp do styczniowego dna koniunktury. Ta nieco desperacka taktyka przyniosła jednak sukces.
Popyt skupił się na największych spółkach, które udało się utrzymać przez cały dzień na plusie mimo kiepskiego początku dnia na rynkach zagranicznych po słabym odczycie indeksu Ifo. W segmencie małych i średnich firm kupujących nadal jednak było jak na lekarstwo. Mimo to także tam udało się wreszcie zatrzymać czarny ciąg spadków, który trwał znacznie dłużej niż na rynku blue chipów i wyrządził znacznie większe szkody.
Dzisiejszą sesję trudno jednak uznać za przełomową, gdyż przerwaniu złej passy nie towarzyszył istotny wzrost obrotów, a siła popytu, szczególnie na szerokim rynku, była niewielka. Wig20 po ustanowieniu przed południem lokalnego szczytu spędził długie godziny w konsolidacji, z której wyrwały go dopiero dane makroekonomiczne z USA Dane z rynku pracy okazały się zaskakująco pozytywne i ożywiły popyt, a Wig20 niesiony falą optymizmu zdołał niemal dotknąć poziomu 2900 pkt. W ten sposób zostało wyznaczone sesyjne maksimum. Później kupującym zabrakło energii, a indeksowi zagroził nawet powrót do poziomu otwarcia po publikacji fatalnych danych z amerykańskiego rynku nieruchomości, gdzie sprzedaż nowych domów spadła o ponad 8 proc. Na szczęście mobilizacja popytu w ostatniej chwili doprowadziła do zwyżki indeksu na zamknięciu o 1,7 proc.
Znowu wygranym był Bioton, za którym ustawiły się tak duże spółki jak PKO BP, PKN, czy KGHM. Lubiński kombinat ma ostatnio szczególnie dobrą passę – widać wyraźnie, że kursowi jego akcji sprzyja zmiana na stanowisku prezesa. Najgorzej ze spółek Wig20 wypadł Lotos, mimo że analitycy BZWBK wróżą mu znaczny wzrost zysku. Rozczarował debiutant – K2 Internet, który otworzył się płasko, a do końca dnia stracił 6 proc.
Statystyka sesji wypadła nieźle – 193 spółki wzrosły przy 115 spadających. Los mniejszych spółek nadal jednak wisi na włosku. Indeks mWig40 jest niemal 45 proc. poniżej historycznego szczytu. To porównywalne ze spadkiem indeksu giełdy w Szanghaju, która dzisiaj akurat podskoczyła o 9 proc. po obniżeniu przez rząd podatku od transakcji z 0,3 do 0,1 proc. Ten sam rząd rok temu podwyższył opłatę, aby zahamować pęcznienie spekulacyjnej bańki.
Tymczasem rząd RP przedstawił dopiero co ambitne plany sprzedaży na giełdzie wartych 30 mld zł. akcji państwowych spółek, jak gdyby nikt z polityków nie brał pod uwagę faktu, że nowa hossa nieprędko nadejdzie, a przy obecnym lub zbliżonym poziomie indeksów trudno będzie znaleźć chętnych do kupna, chyba że ceny będą dumpingowe. Nikt jakoś jeszcze nie pomyślał, że może warto jednak rozważyć zniesienie podatku Belki, który przy bessie i tak nie przyniesie wpływów, żeby zwiększyć atrakcyjność tej trudnej do wchłonięcia przez rynek oferty. Może w kwestii podatkowej warto jednak wziąć przykład z Chin?
Amerykańskie indeksy walczą właśnie z oporem i dopóki im się to nie uda, kontynuacja wczorajszego wzrostu na GPW będzie trudna. Na szczęście ciągle umacnia się dolar, a ropa znalazła się dzisiaj pod presją podaży, choć odrobiła część strat. Jeśli w końcu indeks S&P pokona poziom 1400 pkt., jest szansa na większe wybicie w Warszawie. Dodatkowy czynnik ryzyka stanowić będzie jednak długi majowy weekend. Tuż przed nim odbędzie się posiedzenie Rezerwy Federalnej, na którego wynik warszawscy inwestorzy nie będą już mogli zareagować.