Disneyland pod Warszawą

EG
opublikowano: 2012-07-23 00:00

Gigantyczny kontrakt z Imtechem jest pewny. Pieniądze, działki, pozwolenie na budowę są… prawie pewne.

To się nazywa miłość do własnego dziecka: największy w Polsce kryty park wodny, 24 rollercoastery, pięć tematycznych krain rozrywki, karuzele, widowiska, dwa hotele, restauracje — to zamierzają zbudować dla swojej pociechy holenderski biznesmen Peter Mulder i jego polska żona Sylwia. Roboty na terenie parku rozrywki Adventure World Warsaw mają ruszyć we wrześniu. W piątek spółka Las Palm, której szefem jest Peter Mulder, podpisała z generalnym wykonawcą — holenderskim Imtechem — kontrakt wart 620 mln EUR (prawie 2,6 mld zł). Mimo że pozwolenie na budowę jest na etapie finalizacji, a ostatnie kawałki ziemi mają być skupione w tym tygodniu, już w sobotę uroczyście wbito pierwszą łopatę. Skąd finansowanie? — Od konsorcjum największych międzynarodowych banków. Nie mogę ujawnić których — mówi Peter Mulder. Jakiego wymagają wkładu własnego?

— To tajemnica kontraktu — ucina prezes Las Palm.

Maciej Tuszyński, szef polskiego oddziału banku WestImmo, uważa, że 620 mln EUR finansowania to na polskie warunki kwota oszałamiająca, szczególnie przy tak nowatorskim projekcie. Do tej pory podobną kwotę na nieruchomości dało konsorcjum kilku banków na przejęcie 28 centrów handlowych przez Apollo Ridę.

— Ale na świecie są banki, które stać na obracanie takimi kwotami. Podejrzewam jednak, że podawana kwota to łącznie wszystkie źródła finansowania, jak wkład własny czy pożyczki. Projekt wydaje mi się ciekawy ze względu na moich dwóch synów, bo do tej pory jesteśmy w orbicie oddziaływania Legolandu — mówi Maciej Tuszyński.

Inwestycja zajmie 230 ha w miejscowości Kłudno Stare. Gotowa będzie w połowie 2015 r. Ma zatrudniać 3 tys. osób i przyciągać rocznie 2,6 mln odwiedzających. Dotychczas Las Palm na inwestycję wydał około 160 mln zł. Imtech wziął udział w pierwszej fazie przygotowań do inwestycji, za co zainkasował 60 mln EUR. To nie pierwszy pomysł na park rozrywki w Polsce. W 1997 r. w podobny koncept zainwestować chciał Michael Jackson.

Gwiazdor podpisał w tej sprawie list intencyjny z prezydentem Warszawy Marcinem Święcickim. Na tym się skończyło. Podobna inwestycja miała powstać także na Pomorzu. W 2004 r. wbito nawet pierwszą łopatę. Dziś w Parku Fantasia działa jedynie… strona internetowa. Podobny projekt w Mszczonowie koło Warszawy szykuje Moshe Greidinger, który wraz z rodziną kontroluje sieć kin Cinema City i dewelopera Ronsona.

— To dobry koncept, bo zazwyczaj stacjonarne parki rozrywki mają lepszą ofertę i możliwości niż objazdowe. To rozrywka rodzinna, czyli taka, jakiej Polacy potrzebują najbardziej. Jeśli będzie na odpowiednim poziomie, to ma szanse przyciągać widzów nawet z zagranicy — uważa Stanisław Zalewski, właściciel Cyrku Zalewski.