Optymistyczna interpretacja: firmy będą niechętne do zwolnień, bo nauczyły się, że bardzo trudno jest zdobyć nowych pracowników. Pesymistyczna i chyba bardziej prawdopodobna: po prostu wciąż jesteśmy w bardzo wczesnej fazie cyklu. Wzrost PKB jeszcze nie spadł wystarczająco mocno, by uruchomić wzrost bezrobocia.

Zgodnie ze wstępnymi danymi Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w listopadzie 5,1 proc., a w urzędach pracy zarejestrowanych było 801,5 tys. osób. Po oczyszczeniu danych z efektów sezonowych nie widać istotnych zmian w stosunku do poprzednich miesięcy.
Jednocześnie systematycznie spada liczba nowych ofert pracy zgłaszanych do urzędów. W listopadzie było ich 77 tys., czyli o 32 proc. mniej r/r. W przeszłości tak mocny spadek nowych ofert pracy przekładał się po ok. sześciu-dziewięciu miesiącach na spadek zatrudnienia i wzrost bezrobocia, a obecna fala spadku ofert trwa już osiem miesięcy.
Dlaczego więc bezrobocie nie reaguje i nie rośnie, skoro skłonność firm do zatrudniania ewidentnie się pogarsza?
Większość osób uważa, że w obecnym cyklu wzrost bezrobocia będzie bardzo niski. W firmach było dużo wakatów, popyt na pracę długo przewyższał podaż pracy, firmy nauczyły się, że dobry pracownik jest na wagę złota. Co więcej w kraju jest duża liczba tymczasowych imigrantów, którzy w warunkach gorszej koniunktury mogą wyjechać. W takich warunkach wrażliwość bezrobocia na zmiany PKB może być mniejsza niż w przeszłości. Wprawdzie obserwujemy już zwolnienia w firmach przemysłowych – informowały o tym m.in. Velux czy MAN – ale to można na razie złożyć na karb bardzo dużego spadku sprzedaży w niektórych branżach, wynikającego ze zmiany struktury konsumpcji z towarów w kierunku usług. Nie musi to być efekt makroekonomiczny.
Oby ta optymistyczna interpretacja była słuszna.
Wiele jednak wskazuje, że jesteśmy wciąż jeszcze w bardzo wczesnej fazie cyklu. W trzecim kwartale polska gospodarka wciąż rosła w zaskakująco solidnym tempie 3,6 proc. r/r, podczas gdy w przeszłości wzrost musiał spadać poniżej 2-3 proc., by uruchomić wzrost bezrobocia. Nie wiemy, jaki jest obecnie krytyczny poziom, bo bardzo trudno to oszacować w czasie bieżącym, ale pewnie nie jest istotnie odmienny od 2 proc. Dopiero w pierwszym kwartale przyszłego roku dynamika PKB spadnie istotnie poniżej tego poziomu. I wtedy, niestety, możemy zobaczyć znacznie większą liczbę bezrobotnych w urzędach pracy.
