Dlaczego to dolar powinien słabnąć

Marek WierciszewskiMarek Wierciszewski
opublikowano: 2015-01-22 17:06

Trzy powody, dla których umocnienie amerykańskiej waluty najprawdopodobniej dobiega końca, podaje znany z kontrarianizmu strateg Wells Capital Management James Paulsen,

W czwartek po ogłoszeniu decyzji o skupie aktywów przez EBC euro traci do dolara 1,7 proc., schodząc poniżej 1,15 USD po raz pierwszy od ponad 11 lat. U progu rozpoczęcia QE w Europie znaczna większość inwestorów nastawia się na dalsze zniżki notowań wspólnej waluty. Jednak na rynkach kiedy większość obstawia ten sam scenariusz, to często on zawodzi. Dlatego znany z inwestowania przeciwko opinii większości strateg James Paulsen spodziewa się, że osłabiać się nie będzie euro, lecz dolar. Specjalista podaje trzy argumenty za takim scenariuszem.

1.    QE odnosi sukces
Jeżeli Fed zacznie w tym roku podnosić stopy, a EBC i Bank Japonii będą nadal łagodzić politykę, to kapitał powinien płynąć w stronę USA, aby wykorzystać wyższe rynkowe stopy za oceanem. Taki scenariusz pomija jednak fakt, że QE powinno ożywić wzrost gospodarczy w strefie euro i Japonii. Jeżeli to się powiedzie, to te regiony powinny zacząć przyciągać kapitał, co oznaczałoby wzmocnienie euro i jena, także wobec dolara.

2.    Obawy o inflację w USA
Dynamika wzrostu cen za oceanem przyspieszy do 3 proc., w miarę jak gospodarka USA będzie zbliżała się do pełnego zatrudnienia. To zaskoczyłoby inwestorów, spośród których wielu oczekuje wręcz deflacji w USA. Inwestorzy często unikają walut krajów zagrożonych inflacją, a to mogłoby oznaczać osłabienie dolara.

3.    Dolar blisko oporu
Notowania amerykańskiej waluty są bliskie górnemu zakresowi wahań z ostatnich 10 lat. Od 2004 r. notowania euro przez większą część czasu kształtowały się wobec dolara w przedziale 1,20-1,50. Do wybicia z niego nie doszło nawet, kiedy w 2012 r. pojawiło się zagrożenie rozpadem strefy euro. Dlatego i tym razem notowania wspólnej waluty powinny pozostać wewnątrz wcześniejszego przedziału wahań wobec dolara, podkreśla James Paulsen.

Bloomberg