Pierwsze sesje po referendum będą raczej wzrostowe — twierdzą specjaliści. Polscy drobni inwestorzy muszą jednak uważać, by nie wpaść w pułapkę hossy.
TAK dla Unii Europejskiej wpłynie na większe zainteresowanie polskim rynkiem akcji ze strony kapitału zagranicznego. Najbliższe sesje powinny być wzrostowe — prognozują analitycy rynku. Jednak trzeba uważać, bo hossa nie będzie wieczna. Część inwestorów może się srodze zawieść kupując akcje na górce.
Od początku marca indeks WIG wzrósł o 14,0 proc., zaś WIG20 — o 12,4 proc. To efekt referendalnej minihossy na polskim rynku akcji. Jednak po głosowaniu nie powinno jeszcze dojść do wyprzedaży akcji, jak miało to miejsce na Węgrzech. W perspektywie kilkunastu najbliższych dni może być nawet odwrotnie. Trwa akumulacja papierów polskich spółek, która wyniosła indeks WIG20 ponad poziom 1225 pkt. Może się to jeszcze przerodzić się w szturm kapitału zagranicznego.
Katarzyna Płaczek z Beskidzkiego Domu Maklerskiego przewiduje, że WIG20 na najbliższych sesjach osiągnię 1250-1270 pkt. Umiarkowanymi optymistami są również Paweł Wojtaszek z Erste Securities i Waldemar Bojara z DM BOŚ.
Radosław Solan zwraca jednak uwagę, że gdy na rynku panuje nastrój hurraoptymizmu, to z reguły nie zapowiada to niczego dobrego. Doradca BDM PKO BP przestrzega polskich inwestorów, by nie dali się skusić na szybko rosnące ceny akcji. Może się bowiem okazać, że ci inwestorzy, którzy przespali dogodny moment do zajęcia pozycji, mogą wejśc do gry w chwili, gdy zagranica zacznie realizację zysków.
Prognozy na kolejne miesiące nie są już tak optymistyczne. Na przełomie lipca i sierpnia specjaliści obawiają się korekty na giełdach zachodnich, co ostudzi także polski rynek. Niekorzystny wpływ będzie też miała jesienna oferta publiczna akcji TP SA. Wygląda więc na to, że przynajmniej do końca III kwartału można zapomnieć o poziomie 1300 pkt. na WIG20.