Pomimo dobrych wieści zza oceanu (wzrósł zarówno Nasdaq, jak i Dow Jones), w Warszawie nastroje były umiarkowane. W pamięci inwestorów utkwiła wczorajsza końcówka notowań, gdy pomimo wzrostów w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, u nas reakcja rynku była dość stonowana. Potwierdziło to po raz kolejny pogłębiającą się słabość naszego parkietu. W rezultacie przez pierwszą część sesji dominowały spadki. Wprawdzie początek był nienajgorszy, bo inwestorzy wiedzeni nadzieją na wyciąganie kursów (ostatni dzień półrocza i koniec dwuletniego okresu, za który będzie liczona po raz pierwszy oficjalna stopa zwrotu OFE) przystąpili do dość odważnych zakupów, lecz nadzieja na wzrosty szybko prysła. Z czasem jednak rynek się ustabilizował i zaczął powoli podążać ku górze. Niestety w ślad za wzrostem indeksów nie wzrastały obroty, które już po raz kolejny były wyjątkowe niskie. Uspokoił się Elektrim, który wczoraj bardzo nerwowo zareagował na wybór Vivendi jako strategicznego partnera w dziedzinie telekomunikacji. Wyraźnie jednak nie ma ochoty na większe wzrosty, pomimo rekomendacji "zdecydowanie kupuj" wydanej przez ING Barings. W dalszym ciągu pogrążały się walory Netii i Orbisu. Jako jedne z nielicznych, nie zyskały zbyt wiele w trakcie ruchu rynku do góry. Z kolei wyjątkowo stabilnie zachowują się w dalszym ciągu Pekao, PKNOrlen i Optimus, który stanowi jedną z większych zagadek ostatnich sesji. Rynek czekał też na dane na temat deficytu obrotów bieżących, a ściśle rzecz biorąc na to, czy podtrzymany zostanie fenomen wzrostu eksportu pomimo silnego złotego. Jesteśmy jednak coraz bliżej kolejnej "kostki" makroekonomicznego domina: chęć obniżenia inflacji - wysokie realne stopy procentowe - spadek popytu wewnętrznego i spekulacyjne wzmocnienie waluty - załamanie eksportu - recesja. Tym samym wygląda na to, że najgorsze dopiero przed nami. Robert Uzarewicz, DM WBK