Do biznesu weszli w designerskich butach

opublikowano: 19-08-2013, 00:00

Platforma samodzielnego projektowania butów chwyciła. Fun in Design rozszerza więc sprzedaż i z internetu wchodzi także do butików. Zerka również na zagranicę

Szybka zamiana ról: to nie producent, ale klient decyduje o wzorze zamawianego obuwia. Taki koncept, choć nie autorski, bo zainspirowany portalem Shoes of Pray, rozwija w Polsce warszawska firma Fun in Design. A ponieważ także Polacy chcą się już bawić modą i sami sobie projektować buty, w ślad za nimi poszło już kilku innych przedsiębiorców. Im ciaśniej robi się w tym sektorze, tym bliżej klienta i jego oczekiwań warto być. Fun In Design rozszerza więc ofertę, z internetu zaczyna wychodzić do tradycyjnych butików i myśli o zagranicy.

Zobacz więcej

W SZPILKACH LUB BEZ: Paweł Kocon, Aleksandra Jarośkiewicz i Mikołaj Lenart, właściciele internetowego Fun in Design, postawili na zabawę i oryginalność — zamawiane u nich buty można samodzielnie projektować. Swój koncept chcą teraz sprzedawać także w tradycyjnych butikach. [FOT. TR]

Na miarę i pod kolo

Firma została założona przez trójkę znajomych — Aleksandrę Jarośkiewicz, Pawła Kocona i Mikołaja Lenarta, którzy korzystając z doświadczeń zdobytych w korporacjach, postanowili założyć własny biznes. Postawili na internetową platformę do projektowania butów. Opracowanie jej i rynkowy debiut przyspieszyła wygrana w konkursie Startup Fest i 50 tys. zł, jakie w nagrodę otrzymali na rozwój biznesu. Niedługo potem konceptem zainteresował się również Skyline Investment, powiązany z Krajowym Funduszem Kapitałowym, a inwestujący w młode, innowacyjne firmy. Dodatkowy zastrzyk gotówki i wsparcie merytoryczne pozwoliły przedsiębiorcom planować już kolejne kroki.

Obecnie firma dysponuje aplikacją webową, w której klienci, korzystając z zaproponowanych szablonów, mogą samodzielnie zaprojektować buty. Zostaną one ręcznie uszyte i wysłane pod wskazany adres do dwóch tygodni od złożenia zamówienia. Biorąc pod uwagę, że w ofercie jest siedem modeli butów damskich (sandały, baleriny, jazzówki, trampki, czółenka, botki i sztyblety), każdy w kilku fasonach i indywidualnie dobranych kolorach, rodzajach skór i wykończeń — Fun in Design może wygenerować nawet kilka milionów wzorów obuwia. Kogo stać na wejście w rolę projektanta?

— Na początku wydawało się nam, że ofertą mogą być zainteresowane wyłącznie osoby, które chcą się wyróżnić strojem i szukają oryginalnych rzeczy. Okazało się, że wiele klientek zamawia również dość klasyczne wzory lub ozdobione jakimś jednym, wyraźnym akcentem. Często szukają też butów w konkretnym kolorze, niedostępnym w sieciówkach. Duzi producenci boją się inwestować w ryzykowne zestawienia kolorystyczne, my nie mamy tego problemu, ponieważ zamówienia realizujemy na bieżąco i nie musimy się zastanawiać, co zrobimy z wyprodukowanym towarem, jeśli nikt go nie kupi. Nie narzucamy też zbyt wygórowanej ceny, buty sprzedajemy za 230-380 zł — mówi Aleksandra Jarośkiewicz.

Z usług Fun in Design korzystają głównie kobiety w wieku 25-35 lat, ze średnich lub dużych miast, które są skłonne kupić kilka par butów rocznie.

Technologia bliżej klienta

Ale dotychczasowa grupa odbiorów zostanie niebawem rozszerzona. We wrześniu ma ruszyć sprzedaż obuwia męskiego. Panowie — raczej mieszkańcy dużych miast, dobrze sytuowani — na początku będą mogli zaprojektować sobie sztyblety, tzw. oxford derby i wysokie, sznurowane botki. Oferta męska była już dostępna w serwisie, ale przez krótki okres, teraz ma wejść do stałej sprzedaży.

— Oferta obuwia męskiego w polskich sklepach jest dosyć szablonowa i klasyczna. Chcemy ją trochę przełamać. Nie boimy się eksperymentować, bo działamy w internecie, a do tego nie musimy produkować towaru na zapas. Możemy natomiast, jeśli nasze założenia się nie sprawdzą, szybko zmodyfikować ofertę lub się z niej zupełnie wycofać — zaznacza Paweł Kocon.

Firma rozpoczęła również pracę nad nową wersją aplikacji, będzie ona napisana w HTML5, co pozwoli na korzystanie z niej na dowolnym urządzeniu, od laptopa po smartfon. Dopracowana ma zostać też strona graficzna, aby przygotowywane w aplikacji projekty były jak najbardziej zbliżone do zdjęcia i lepiej odzwierciedlały finalny wygląd butów.

— Staramy się działać szybko, by z jednej strony nadążyć za rozwojem technologicznym, a z drugiej, wyprzedzić konkurencję — informuje Aleksandra Jarośkiewicz.

Pojawił się więc pomysł wyjścia również poza sieć. Prowadzone są rozmowy dotyczące wprowadzenia produktów Fun in Design do tradycyjnych butików, gdzie klienci będą mogli kupić gotowe buty, albo przymierzyć je, sprawdzić jakość i fakturę skór, po czym z pomocą sprzedawcy zaprojektować własną parę w aplikacji. Na taki model współpracy zgodzili się już właściciele Lodge 39 na ul. Hożej w Warszawie i One & Only na Floriańskiej w Krakowie.

— W sierpniu pojawimy się jeszcze w jednym butiku w Warszawie i w Poznaniu. O kolejnych miejscach będziemy informować wkrótce — zapowiada Paweł Kocon.

— Dziś, by zostać zauważonym, przy tak dużym natłoku podobnych ofert w sieci, trzeba promować biznes także poza nim. Cały czas się rozwijamy. Ale choć nie są to już pojedyncze pary, jeszcze nie sprzedajemy tysięcy par butów miesięcznie — dodaje Aleksandra Jarośkiewicz.

Fun in Design będzie też próbować wejść na rynek niemiecki i tam promować swój koncept. Na szczegóły w tej kwestii jest jednak jeszcze dużo za wcześnie.

Polskie zakupy w sieci

Polki pytane — w ramach badania Ceneo. pl — o to, czego najczęściej szukają w e- -sklepach, w pierwszej kolejności wskazały na odzież, obuwie i dodatki (ponad trzy czwarte wskazań). W przypadku 57 proc. pań poszukiwania te kończą się zakupem. Wśród internetowych klientów, nie tylko kobiet, nadal dużą popularnością cieszą się też książki, filmy, sprzęt RTV i AGD. Ale mimo że poziom sprzedaży w sieci wciąż rośnie, wielu konsumentów nadal ma spore obawy przed kupowaniem w sieci. Według analiz prowadzonych przez Gemiusa, największym minusem e-zakupów jest brak możliwości dokładnego obejrzenia produktów, na co Polacy wskazują najczęściej (niemal połowa ankietowanych). Klienci obawiają się też, że otrzymany produkt nie będzie zgodny z zamówionym (38 proc.), spodziewają się też problemów przy reklamacji (32 proc.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy