Do końca hossy jeszcze daleko

Superfund
11-09-2009, 19:01

Piątkowa sesja nie pozwoliła inwestorom zakończyć tygodnia w dobrych nastrojach. Indeks największych i najbardziej płynnych spółek giełdowych zanotował na zamknięciu spadek o 1,67 proc.

Nienajlepszy finisz nie przekreślił jednak pozytywnego wydźwięku całego tygodnia. Od poprzedniego piątku wartość portfela warszawskich blue chipów zwiększyła się o 1,5 proc. Trochę lepszym wynikiem w piątek mogli cieszyć się akcjonariusze krajowych small-capów i mid-capów. Indeksy sWIG80 i mWIG40 zmieniły swoje notowania o odpowiednio -0,51 proc. i +0,11 proc.

Spadkom na krajowej giełdzie towarzyszyły wzrosty na większości rynków europejskich, a także emerging markets. Jeżeli dołożymy do tego kolejny dzień osłabienia się złotego, nie trudno będzie wydedukować, że za zniżki na warszawskim parkiecie odpowiedzialni są inwestorzy zagraniczni. Przyczyn ich ucieczki można dopatrywać się w nieciekawych wieściach płynących ostatnimi dniami z polskiego gospodarki. W piątek do prognozy rekordowego deficytu i malejącego popytu na krajowe obligacje dołożyło się jeszcze gorsze od oczekiwać na rachunku obrotów bieżących.

Deficyt wyniósł w lipcu 565 mln euro, podczas gdy ankietowani przez gazetę Parkiet analitycy spodziewali się nadwyżki na poziomie 250 mln euro. Wprawdzie słabnący obecnie złoty będzie stanowił poduszkę amortyzacyjną dla polskiego eksportu, a więc w dalszej kolejności i całej gospodarki, jednak nie zmienia to faktu, że wymowa ostatnich danych jest negatywna.

Przeglądając ryzyka dla krajowej gospodarki, warto zastanowić się nad skutkami wygasania niektórych programów rozruchowych dla gospodarki u naszych sąsiadów. Dotychczas Polska zyskiwała na nich na zasadzie gapowicza. Innymi słowy, Niemiec, który dostawał pieniądze za złomowanie samochodu, część z nich wydawał w także Polsce, napędzając naszą gospodarkę. Zakończenie tego typu programów będzie miało podwójny skutek. Pierwszy - bezpośredni – to oczywiście mniejszy napływ pieniędzy od sąsiadów. Druki – pośredni – wiąże się z różnymi nierozsądnymi decyzjami gospodarczymi, które mogły być wynikiem pojawienia się popytu zza granicy.

Uruchomienie funduszy wspierania branży samochodowej przypomina sytuacje, gdy do małego miasteczka z jedną restauracją przyjeżdża cyrk. Właściciel restauracji obserwując więcej klientów i wzmożony popyt na jedzenie powiększa swój lokal, dokupuje nowe stoliki i krzesła oraz zatrudnia dodatkowych kelnerów. Jego zyski rosną. Pewnego dnia cyrk wyjeżdża, a właściciel pozostaje z mniejszą liczba klientów, pustymi świeżo zakupionymi stolikami, a także kilkoma niepotrzebnymi pracownikami, których trzeba będzie zwolnić.

Wracając do krajowego rynku akcji, wśród interesujących publikacji warto zwrócić uwagę na opublikowany niedawno skład portfeli OFE w sierpniu. Udział akcji w portfelach emerytalnych wzrósł na koniec ubiegłego miesiąca do 27,9 proc. Wskaźnik ten jest o tyle interesujący, że dotychczas bywał całkiem niezłym prognostykiem koniunktury na parkiecie. Historycznie OFE posiadały początkowo niewielki odsetek akcji w portfelach, który następnie stopniowo wzrastał, by osiągnąć rekordową wartość 35,1 proc. na szycie bańki internetowej w lutym 2000 roku.

Następnie udział akcji stopniowo spadał do poziomu 24 proc. w połowie 2003 roku, by kolejne maksimum – 37,7 proc. - osiągnąć w lipcu 2007, dokładnie na samym szczycie ostatniej hossy. Później mieliśmy spadki i historia znów zatoczyła koło: dołek na poziomie 18,8 proc. w lutym 2009 i stopniowy wzrost od tego czasu. Długoterminowa średnia z wartości wskaźnika wynosi 29,1 proc. Dla przypomnienia – obecna wartość to 27,9 proc. Wniosek? Do końca obecnych wzrostów pozostała jeszcze długa droga.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Superfund

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

GPW / Do końca hossy jeszcze daleko