Dobre dane makro z USA pomogły giełdom w Europie

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-08-01 00:00

W środę mieliśmy w USA kolejną sesję bez znaczenia. Wydarzeniem miał być raport Fed o gospodarce (Beżowa Księga), ale nie było w nim nic nowego. Ciągle mówi się o ożywieniu, ale we wszystkich odmianach pojawiają się określenia: „mieszane”, „słabe” czy „drgnęło”. Inwestorzy nie mogli znaleźć w tym raporcie impulsu zachęcającego do kupowania akcji. Słabiej zachowywał się NASDAQ z powodu ostrzeżeń spółek oraz wypowiedzi szefa Intela, który stwierdził, że wydatki na zakupy w sektorze IT zmienią się w tym roku nieznacznie. W ostatnich dniach tygodnia danych makro jest tak dużo, że zdziwię się, jeśli indeks nie opuści dwumiesięcznego trendu bocznego. Wczoraj pierwsza partia okazała się dobra, ale dzisiaj musi być podobnie, żeby nastąpiło wybicie.

Rynki w Eurolandzie szybko weszły w czwartek w stan wyczekiwania na dane z USA. Lekko negatywny nastrój wytworzyły wyniki spółek, więc indeksy osuwały się. Dane makro dotyczące indeksów zaufania do gospodarki w strefie euro były znacznie gorsze od prognoz, ale inwestorzy — jak zwykle — zlekceważyli je wierząc, że Stany Zjednoczone uratują świat. Do końca naszej sesji się nie zawiedli.

Dzisiaj będzie jeszcze więcej danych, a ich wpływ na giełdy może być bardzo duży. Zaczniemy rano, przed otwarciem naszej sesji od danych z Eurolandu. Z Niemiec dotrze raport o sprzedaży detalicznej w czerwcu (w maju spadła o 0,6 proc.). Dostaniemy również lipcowe indeksy aktywności gospodarczej z Francji i Niemiec oraz całej strefy euro. Prognozy są nieco lepsze od odczytu z poprzedniego miesiąca, ale nadal niższe od 50 pkt. Te raporty będą miały chwilowy wpływ na rynki, bo potem zacznie się wyczekiwanie na amerykańskie dane makro, które mogą zadecydować o kierunku indeksów w następnym tygodniu. O 14.30 dotrą na rynek raporty o przychodach i wydatkach Amerykanów w czerwcu (prognoza to odpowiednio +0,3 proc. i +0,4 proc.). Zostaną jednak przyćmione lipcowym raportem z rynku pracy. Prognoza mówi, że stopa bezrobocia spadnie do 6,3 proc., a liczba zatrudnionych w sektorze pozarolniczym wzrośnie o 10 tys. Na ten raport czekają wszystkie rynki.

Pogorszenie sytuacji na rynku pracy byłoby bardzo źle przyjęte. Szczególnie, że po wczorajszych danych rynek tak naprawdę będzie oczekiwał jeszcze większej poprawy. To jednak nie koniec. O 15.45 Uniwersytet Michigan poda swój ostateczny odczyt indeksu nastroju (prognoza 90,5 pkt). Po podobnym indeksie Conference Board rynek będzie obawiał się nieprzyjemnej niespodzianki, więc lepszy odczyt zostałby przyjęty z ulgą. Ostatnie dane nadejdą o 16.00. Będą to czerwcowe wydatki na konstrukcje budowlane (prognoza +0,4 proc.) — o małym znaczeniu dla rynku na tle innych danych z tego dnia. O tej samej godzinie nastąpi finalne, mocne uderzenie — indeks aktywności części produkcyjnej gospodarki (ISM). Prognoza mówi, że wzrośnie z 49,8 do 51,9 pkt, czyli pokaże, że ta część gospodarki wreszcie rozwija się. Zły odczyt będzie przyjęty bardzo niedobrze, ale wyraźnie lepszy znacznie zwiększy popyt na akcje.

Początek sesji na GPW był słaby, ale potem już było lepiej dzięki amerykańskim danym makro. Na początku spadały kursy tych spółek, które były ostatnio liderami wzrostów. Nie było to jednak generalne uderzenie podaży, a rynek był wyraźnie podzielony. Nadal sesja wyglądała tak, jakby ktoś kogoś „karmił” akcjami. Uważam, że zagranica sprzedaje, a OFE kupują. Mają za co — dostały przecież wczoraj 500 mln zł. To nie jest dobry sygnał. Trzeba pamiętać o tym, że duże obroty i małe zmiany indeksów na wysokim poziomie sygnalizują dystrybucję akcji. Nie można wykluczyć, że spekulacyjne fundusze zagraniczne doszły do wniosku, iż u nas jest już drogo i postanowiły zrealizować zyski. Nie oznacza to, że rynek zacznie spadać — zwłaszcza jeśli dojdzie do wybicia w USA — ale jest to bardzo poważne ostrzeżenie dla chętnych do kupna akcji.