Dobre triki na złe wyniki

Kamil Zatoński
opublikowano: 11-03-2008, 00:00

Dziewięć sposobów przekuwania przez spółki porażki w sukces

Dziewięć dni temu zakończył się sezon raportów finansowych spółek z czwartego kwartału 2007 r. Wyniki na ogół były dobre. Znalazły się jednak spółki, które nie spełniły zbyt wygórowanych oczekiwań inwestorów. Po lekturze sprawozdań i relacji z konferencji prasowych znaleźliśmy dziewięć metod, jakimi władze giełdowych spółek próbują przekonać rynek do tego, że wyniki były bardzo dobre (choć nie były), lub że właściwie nie mają one większego znaczenia (z uwagi na zdarzenia jednorazowe, perspektywy itd.).

Jak się okazuje, przedstawiciele przedsiębiorstw posługują się nie tylko trikami z podręczników public relations (również tzw. kryzysowego PR), lecz także czerpią z dorobku klasyków: Schopenhauera, Churchila (w odniesieniu do zabaw w interpretacji statystyk) czy też dużo mniej chlubnych ojców współczesnej propagandy.

Gra jest jednak warta świeczki, bo zawód sprawiony inwestorom może przynajmniej na jakiś czas ograniczyć zaufanie do zarządu. A jeśli na dodatek menedżerowie mają w portfelach akcje kierowanych przez siebie spółek, to straty mogą mieć także bardziej wymierny charakter. Jak jednak pokazuje mierzona zmianą kursu reakcja inwestorów, rynek trudno przekonać do tego, że czarne jest białe, a białe jest czarne.

Chwyty z podręcznika kryzysowego PR mają mamić inwestorów

1. ZMIEŃMY TEMAT...

Czyli odwróćmy uwagę od nieprzyjemnych faktów. Jak się okazuje, w biznesie też warto znać się na erystyce, sztuce prowadzenia sporów, której metody opisał Artur Schopenhauer. Jednym z chwytów (ma nawet swoją łacińską nazwę: „mutatio controversiae”) jest umiejętna zmiana tematu na taki, który dla nas wygodniejszy. Zamiast odpowiadać na trudne pytania o rozczarowujące rezultaty z minionego roku, można próbować „przegadać” publiczność, mówiąc głównie o przyszłych zyskach i dywidendzie (Apator), dużych inwestycjach (Impexmetal), czy akwizycjach (Elektrotim).

2. ...ALBO ZMIEŃMY PROGNOZĘ

Dosłownie w przeddzień publikacji raportów z czwartego kwartału kilka spółek pośpiesznie korygowało prognozy wyników już nie „na”, ale „za” 2007 r. Robienie tego w dwa miesiące po zamknięciu roku obrotowego to kuriozum, które ma pozwolić na „miękkie” przyjęcie rezultatów przez rynek. I umożliwić — jak Elektrotimowi — formalną realizację prognoz. W raporcie z 27 lutego spółka napisała, że „sprzedaż w wysokości 87,4 mln zł stanowi 100 proc. prognozowanej (…) za rok 2007, skorygowanej w dniu 26.02.2008”.

3. ZYSKI WZROSNĄ...

Zawsze dobrze jest podać ambitną (przynajmniej na pierwszy rzut oka) prognozę na kolejny rok. I tu znowu bryluje Apator, choć podobnym trikiem posłużyły się m.in. Bioton i Relpol. Torunianie podpadli jednak analitykom tym, że sporą część planowanego zysku (57 mln zł, wzrost o 64 proc.) zamierzają osiągnąć nie z działalności powtarzalnej, ale ze sprzedaży akcji własnych, znajdujących się w posiadaniu spółki zależnej. Według Michała Sztablera, analityka DM PKO BP, jeśli odjąć ten dochód, to zysk netto spółki będzie niewiele lepszy od ubiegłorocznego.

4. ...CHOĆ WCALE NIE BYŁO Z NIMI TAK ŹLE

Do tego, że wykonano prognozy usilnie przekonywała Alchemia. Jak? Według spółki, zakładane przez nią przychody obejmowały przychody ze sprzedaży, ale też z pozostałej działalności operacyjnej i z działalności finansowej (!). Jeszcze ciekawiej było z realizacją prognozy zysku. Najpierw wypracowany rezultat (146 mln zł) odniesiono do dolnych widełek prognozy z początku 2007 r. (150-180 mln zł), a nie do szacunków z prospektu emisyjnego z sierpnia (160 mln zł). Później w komunikacie napisano, że „zysk netto GK Alchemia po włączeniu otrzymanej dywidendy od spółki zależnej Huta Batory, wyniósłby 198 mln zł”. Dwója z rachunków.

5. ...A NAWET BARDZO DOBRZE

Władze Dom Development nie miały wątpliwości, że rok 2007 r. w wykonaniu spółki był znakomity. Pochwalono się 50-procentową dynamiką wzrostu zysku netto. Z tym należy się zgodzić, pamiętając jednak o tym, że oczekiwania wobec spółki były wyższe. Co jednak ciekawe, w informacji prasowej po wynikach czwartego kwartału eksponowano rezultaty całoroczne, mniej napisano o dość słabej końcówce roku.

6. KŁOPOTY SĄ CHWILOWE...

Tzw. jednorazowe zdarzenia to chyba najczęstsze wytłumaczenie słabszych wyników. Tak próbowały się usprawiedliwić m.in. Bioton, Relpol, Pol-Aqua czy Mispol. Ostatnia ze spółek uznała, że taki charakter mają m.in. ujemne różnice kursowe, które (także dodatnie różnice, jeśli wystąpią) w przypadku spółek-eksporterów są przecież chlebem powszednim.

7. ...A NAUKA NIE PÓJDZIE W LAS

Według zarządów kilku spółek, miniony rok miał charakter przejściowy, a przeprowadzona wówczas restrukturyzacja, sprzedaż aktywów itd. to tylko kroki, które trzeba było dzielnie postawić, by w kolejnych latach (nie zawsze chodzi o 2008 r.) czarować inwestorów realnymi zyskami. Zarząd Ampli przyznaje, że restrukturyzacja (która, co ciekawe, nie przyniosła rezultatów) była tak absorbująca, że nie było możliwości, by realizować inne plany. Ale… „wszystkie te działania (…) dostarczyły nowych doświadczeń w dziedzinie walki konkurencyjnej na rynku i pozytywnie wpłyną na wyniki roku 2008”. Jak widać, człowiek uczy się całe życie.

8. POWTARZAĆ DO UPADŁEGO...

Jedną z podstawowych zasad propagandy jest uparte powtarzanie naszej interpretacji zdarzeń, która niekoniecznie musi odpowiadać prawdzie. Wiedzą coś o tym w Biotonie. Zarząd tej spółki od dłuższego czasu przekonuje, że wszystko idzie świetnie. Zdarzają się co prawda opóźnienia, ale nie osłabia to wcale sukcesu biotechnologicznej firmy. Wyniki z ubiegłego roku władze uznały za zadowalające. Rynek był innego zdania (a rynek ponoć ma zawsze rację). Stąd ponad 20-procentowa przecena walorów blue chipa w reakcji na najnowsze wyniki.

9. ...I OBWINIĆ POPRZEDNIKÓW

Czasem nie wprost, ale nowi prezesi tłumaczą gorsze wyniki błędami popełnionymi przez poprzednie władze. Filip Regulski, od paru tygodni szef Relpolu, głębokie straty wyjaśnia koniecznością zawiązania rezerw na straty spółek zależnych. Wytyka im na przykład niską aktywność handlową, a to już można odczytywać jako kamyczek do menedżerskiego ogródka byłego prezesa Mariusza Wróbla.

Grafika w służbie Investor Relations

Jak odwrócić uwagę inwestorów od niezadowalających danych finansowych? Można sięgnąć po parę trików graficznych.

W sezonie wyników trudno o głębszą analizę raportów finansowych. Agencje sypią nimi od rana do wieczora. Analitycy i dziennikarze mają pełne ręce roboty. Dla speców od Investor Relations trudno o lepszą okazję do pokazania wyników od najkorzystniejszej strony. Łatwo wtedy ukryć to, czego spółka się wstydzi i podkreślić to, na co w normalnych warunkach inwestorzy nie zwróciliby uwagi. Zabieganemu reporterowi oferuje się kontakt z prezesem, który chętnie skomentuje wyniki. I media, i analityków zaprasza się na konferencje. Dostają wtedy do ręki prezentację wynikową. Wtedy akcji wkracza grafika.

Jeden z trików polega na odpowiednim przedstawieniu danych. Najlepsze wrażenie robi rząd rosnących słupków, np. zysków. A co, jak ich nie ma? Przyjmijmy, że dotychczasowe wyniki wahały się albo pogarszały. Wtedy spółka umieszcza dane w tabeli. Liczy, że inwestorowi wzrokowcowi nie zapadnie to w pamięć. Jeśli są wzrosty, podkreślane są wektorami. Grubymi, rzucającymi się w oczy. Spółki często sięgają też po dane agregowane. Zamiast pokazać coraz wolniej rosnące słupki, wolą przestawić poprawę np. w ostatnich dwóch latach. Czyli skok, powiedzmy, o 150 proc. Wygląda lepiej, a spółka może uniknąć niektórych niezręcznych pytań. [GRA]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu