Trzy wydarzenia z weekendu miały wczoraj wpływ na rynki finansowe. Po pierwsze Sunday Times zachwycił się tym, że służby udaremniły planowane przez Al Kaidę zamachy. To — jak zwykle — pomagało bykom. Drugi element to sobotnie wystąpienie Alana Greenspana. Najważniejsza w nim była obrona przed zarzutami, że w końcu XX wieku dopuścił do nadmuchania spekulacyjnego balonu. Niemniej szef Fed powiedział też, że nie jest prawdopodobne, żeby w najbliższej przyszłości powstał balon spekulacyjny. W praktyce oznacza to, że Greenspan uważa ceny akcji za będące na właściwym poziomie, a może nawet niedowartościowane. Bardzo groźne i do tego nieprawdziwe stwierdzenie, ale bykom pomagało.
Inwestorzy czekają na piątkową publikację miesięcznego raportu z rynku pracy i na sezon raportów kwartalnych spółek. Oczekuje się, że raport z rynku pracy będzie optymistyczny, a wyniki spółek będą dobre — praktycznie nie było ostrzeżeń. Czy to znaczy, że hossa będzie kontynuowana? Niekoniecznie. Korekta (ale tylko korekta) jest możliwa, jeśli w oczekiwaniu na dobre dane makro będzie rosła rentowność obligacji, a inwestorzy potraktują to jako dobry pretekst do zrealizowania części zysków. Trzeba bacznie obserwować rynek obligacji.
I tu wchodzi trzeci element — uwagi Bena S. Bernanke, gubernatora Fed, twierdzącego, że niebezpieczeństwo wystąpienia kryzysu dolarowego jest bardzo małe, a patrzenie na dolara tylko przez pryzmat mocnego euro jest nieporozumieniem. Poza tym potwierdził, że stopy procentowe długo nie zostaną podniesione. To wczoraj osłabiało dolara i trzymało w ryzach rentowność obligacji. Te wszystkie elementy sprzyjały amerykańskim bykom, a ponieważ ze spółek nadchodziły tylko dobre informacje, to indeksy wzrosły pokazując, że trend wzrostowy nadal jest niezagrożony.
Dzisiaj dowiemy się jak wyglądały listopadowe indeksy PMI pokazujące sytuację w europejskich i amerykańskim usługach. Należy oczekiwać bardzo dobrych danych szczególnie w USA, bo sektor usług w grudniu, miesiącu prezentów, musiał być szczególnie aktywny. Zobaczymy również czy zamówienia w fabryczne w USA potwierdzą bardzo słabe dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku. Problemem nie są jednak same dane, ale reakcja na nie. Nie wiemy jak zachowa się rynek obligacji i czy, jeśli po dobrych danych rentowność mocno wzrośnie, inwestorzy na rynku akcji przestraszą się. Będzie to pierwszy, poważny test nastrojów panujących na rynku od piątkowej sesji, kiedy to na rynek trafił doskonały indeks ISM w sektorze produkcyjnym.
U nas od początku sesja była niezwykle pomyślna dla byków. Mocno rosła większość blue chipów, a na akcjach KGHM panowała już wręcz euforia. Widać było, że po powrocie ze świątecznych wakacji zarządzający funduszami postanowili ruszyć w pogoń za tymi, którzy rozpoczęli zakupy w piątek. Być może również robiła zakupy zagranica — szczególnie wzrosty Agory mogą to sygnalizować. Tak to jest z funduszami na naszym rynku. Przed końcem roku nawzajem się pilnowały, żeby któryś nie miał za dobrej stopy zwrotu, a teraz ktoś w piątek zaczął i reszta rzuciła się w pogoń. Szczególnie optymistyczne było to, że w Eurolandzie indeksy trzymały się blisko piątkowego zamknięcia, a u nas pokazał się duży popyt.
Oczywiście wszyscy już mówią o „efekcie stycznia”. Ale przestrzegam — do końca stycznia jeszcze dużo czasu, a to, co widzimy, może być euforią wywołaną przez tych, którzy wierzą w dobre zakończenie miesiąca. Zbliżamy się teraz do kolejnych oporów, do szczytów i obrót musi jeszcze wzrosnąć, żeby je przełamać. Jeśli nie dostaniemy wspomagania z giełd światowych, to będzie o to trudno. Poza tym oscylator Ultimate na wszystkich indeksach jest bardzo wykupiony i domaga się korekty. Wydaje się, że dzisiaj najbardziej rozsądne byłoby powstanie takiej korekty w trakcie sesji, ale gdyby nawet tak było, to nie powstałby sygnał sprzedaży.