Resort gospodarki nie jest zaskoczony wszczęciem przez KE postępowania w sprawie kontraktów i, jak twierdzi, wcale się nim nie martwi.
Przedstawiciel Dyrekcji Generalnej ds. Konkurencji (tzw. DG Competition) w Komisji Europejskiej (KE) potwierdza, że KE ogłosi oficjalnie wszczęcie postępowania przeciwko Polsce w sprawie kontraktów długoterminowych (KDT) w energetyce, które — według komisji — są niedozwoloną pomocą publiczną. Poinformowała o tym wczoraj „Rzeczpospolita”, powołując się na nieoficjalne źródła w Brukseli. Okazuje się, że dla naszego Ministerstwa Gospodarki (MG) nie jest to niespodzianka, bo choć na razie nie uzyskało informacji drogą oficjalną, Tomasz Wilczak, wiceminister odpowiedzialny za energetykę, spodziewa się decyzji KE już od kilku dni. Tymczasem jeszcze w zeszłym tygodniu wiceminister zapewniał, iż „na razie jesteśmy umówieni, że Bruksela czeka na nasze propozycje”, sugerując, że jeśli rząd szybko je przedstawi, wszczęcie postępowania Polsce nie grozi.
Na razie nowy rząd nie przyjął programu dla energetyki, jednak — według Tomasza Wilczaka — wkrótce to uczyni. MG zakłada wycofanie z notyfikacji w KE projektu ustawy o likwidacji KDT przygotowanego przez poprzedników.
— To ostatecznie zamknie jeden z wątków postępowania KE. Komisja miała zastrzeżenia do tego projektu — m.in. do koncepcji finansowania rekompensat dla elektrowni z emisji obligacji przez spółkę pośrednio należącą do państwa. To również mogłaby być pomoc publiczna — twierdzi wiceminister.
Zdaniem Haliny Trymuchy, dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Energetycznego w MG, rozpoczęcie postępowania nie jest złą wiadomością dla Polski.
— Na razie nie jesteśmy oskarżeni, lecz podejrzani. Komisja przeprowadzi formalne badanie, które pozwoli ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości, czy mamy do czynienia z niedozwoloną pomocą publiczną, czy też nie. Jeśli podczas badania powstanie jakaś koncepcja rozwiązania problemu KDT, która pogodzi wszystkie zainteresowane strony, KE z pewnością będzie gotowa zawiesić postępowanie wyjaśniające. Celem komisji nie jest nałożenie kar, lecz wdrożenie konkurencji na rynku energii — uważa Halina Trymucha.
Jak twierdzi dyrektor, dotychczas żadne tego rodzaju postępowanie nie zakończyło się zwrotem niedozwolonej pomocy.