Dolcan wchodzi w buty wykonawcy

Emil Górecki
opublikowano: 2013-05-20 00:00

Deweloperzy kontrolują faktury i jakość robót, więc częściej sami organizują podwykonawców, by zaoszczędzić.

Osiedle Kamyk Zielony to spore wyzwanie dla Dolcana. Generalnym wykonawcą tej inwestycji jest firma Inwestrut. Kilka tygodni na placu budowy wrzało: podwykonawcy wstrzymali prace, bo generalny wykonawca nie płacił im wynagrodzenia. Była telewizja i emocje. Sytuację rozwiązała interwencja dewelopera.

— Rola generalnego wykonawcy jest coraz mniej ważna w procesie inwestycyjnym. Deweloper odpowiada solidarnie, więc musi kontrolowaćumowy generalnego wykonawcy i podwykonawców. Przy samodzielnym aranżowaniu budowy można zaoszczędzić nawet 10-15 proc. kosztów, dlatego bierzemy pod uwagę w przyszłych inwestycjach zlecanie pakietowo prac podwykonawcom, szczególnie na mniej skomplikowanych budowach. To kwestia zatrudnienia kilku dodatkowych osób z kompetencjami budowlanymi — mówi Tomasz Panabażys, prezes Dolcanu.

Z podobnym problemem musiał się zmierzyć niedawno Marvipol, któremu z budowy osiedla Zielona Italia zszedł Mostostal Warszawa. To przysporzyło sporo problemów, m.in. z inwentaryzacją budowy i wyborem kolejnego wykonawcy.

— Rzeczywiście coraz częściej deweloperzy wchodzą w rolę generalnego wykonawcy. Jednak należy zastanowićsię, po której stronie powinni stać: nabywcy mieszkania czy raczej spółki wykonawczej. Wydaje się, że deweloper powinien wymagać jak najwyższej jakości wykonania, co trudno mu będzie zrobić, kiedy sam nim jest. Pozostaje jeszcze pytanie, kto udzieli gwarancji i rękojmi — mówi Sławomir Horbaczewski, wiceprezes Marvipolu.

Wielu deweloperów z dylematem jakości i odbioru prac radzi sobie codziennie, bo mają własne spółki wykonawcze, jak poznańska grupa kontrolowana przez rodzinę Nickelów.

— O jakość odbieranych robót bym się nie martwiła. Dziś generalny wykonawca odpowiada za nie przez trzy lata, a deweloper — do dziesięciu lat. Ma interes w tym, by wymagać dobrego wykonawstwa. Każdy dziś szuka oszczędności, więc gdybyśmy nie mieli własnej spółki budowlanej, nasz deweloper też pewnie wchodziłby w buty generalnego wykonawcy. Przecież i tak mamy zatrudnionych pracowników z szerokimi kompetencjami budowlanymi — mówi Dagmara Nickel, prezes Nickel Development. Wiceprezes Marvipolu zwraca jednak uwagę na jeszcze inny problem.

— Zdarza się, że deweloper organizuje przetarg na generalnego wykonawcę, a potem sam realizuje inwestycję, opierając się na dokumentacji czy know-how dostarczonymi przez oferentów. To polityka krótkofalowa — mówi Sławomir Horbaczewski.