Chcesz wytopić monety, popisać na glinianych tabliczkach jak starożytni? Samemu wywołać błyskawicę? Albo w gigantycznym modelu zobaczyć, jak pracują zastawki serca?
Nie ma przeszkód. Gdzie? Na warszawskim Powiślu, niepodal mostu Świętokrzyskiego — w Centrum Nauki Kopernik. Kto? Wszyscy chętni. Za ile? Za jakieś 10 złotych. Kiedy? No właśnie, tu jest mały problem, bo trzeba jeszcze poczekać. Przynajmniej do 2006 roku.
Cierpliwie i skutecznie
Starania o centrum nauki w stolicy trwają od dawna. Organizatorzy Pikników Naukowych i Festiwali Nauki — na które przybyło w tym roku blisko 100 tys. warszawiaków! — z mozołem zabiegali u kolejnych prezydentów Warszawy i ministrów nauki o wzniesienie czynnego przez cały rok obiektu. Wszyscy niby sprzyjali, ale na dobrych chęciach się kończyło. Dopiero Lech Kaczyński stał się entuzjastą pomysłu. No i 17 marca 2004 roku podpisał z ministrem nauki i informatyzacji oraz ministrem edukacji narodowej i sportu porozumienie o współpracy przy budowie centrum. Powołał też zespół prace koordynujący. Kieruje nim Robert Firmhofer — filozof, który z prof. Łukaszem A. Turskim od 8 lat zajmuje się organizacją Pikników Naukowych.
Gmach stanie w okolicy nadwiślańskich bulwarów nad Wisłą — na ziemi, którą poprzednie władze samorządowe zamierzały przeznaczyć pod budowę biur i mieszkań. 200 mln złotych wydanych na tunel Wisłostrady miało się zwrócić dzięki sprzedaży działek z przeznaczeniem na luksusowe budynki...
— Władze miasta postanowiły jednak stworzyć tu przestrzeń dostępną i przyjazną mieszkańcom, miejsce edukacji i rozrywki dla całych rodzin. Fantastyczny pomysł! Wiem, wiem — Warszawa ma wiele innych, niezaspokojonych potrzeb, ale pamiętajmy, że jest stolicą europejskiego państwa, która musi inwestować także w życie duchowe — mówi Robert Firmhofer.
Koszt przedsięwzięcia to 120-150 mln. Niemało... Miasto da działkę pod budowę i wzniesie budynki, minister nauki i informatyzacji obiecał środki na wyposażenie centrum. W tworzenie ekspozycji włączą się też prywatni sponsorzy — prestiżowe firmy z branży telekomunikacyjnej i informatycznej.
— Ministerstwo edukacji obiecało refundację kosztów biletów dla zorganizowanych grup szkolnych. Chcemy skorzystać również z funduszy europejskich — dodaje Robert Firmhofer.
Samemu
— Bardzo trudno zachwycić się nauką podczas nudnawych szkolnych lekcji, prowadzonych z pomocą wyblakłych, starych urządzeń. Niewielu uczniów ma szanse trafić na nauczyciela pasjonata, który ma w dodatku do dyspozycji dobrze wyposażoną pracownię. Zresztą wśród nawału materiału do przerobienia zwykle brakuje czasu na dogłębne analizy jakiegoś zagadnienia. Takie placówki jak centrum pomagają zrozumieć najnowsze, zaawansowane dziedziny nauki obecne w naszym życiu, jak nanotechnologie czy genetyka. Na co dzień są one całkowicie niedostępne dla niespecjalistów. A centrum nauki tłumaczy je na ludzki język, oswaja — mówi Piotr Kossobudzki, członek zespołu ds. centrum nauki.
Centrum będzie absolutnym zaprzeczeniem statycznego muzeum.
— U nas wszystkiego można będzie dotknąć, przekręcić, przeprowadzić doświadczenie, każdy eksponat wykorzystać. Wszystko sprawdzić samemu: ulepić naczynie na kole garncarskim, zmierzyć ilość energii potrzebnej do wytworzenia ciepła siłą własnych mięśni czy wywołać błyskawicę. Chcemy, przede wszystkim, rozbudzić ciekawość... Przez udział w doświadczeniach łatwiej przecież zrozumieć, zapamiętać... To proces poznawczy — mówi Robert Firmhofer.
W doświadczeniach wezmą udział nie tylko dzieci czy młodzież, ale i dorośli. Prezentacje będą podzielone na zabawy edukacyjne dla najmłodszych, doświadczenia dla licealistów, studentów. Dorośli będą mogli np. poddać się psychoanalizie prowadzonej przez komputer, dowiedzieć, co to sztuczna inteligencja czy zająć cyfrową obróbką obrazu.
Najliczniejszą grupą odbiorców mają być jednak dzieci w wieku od 10 do 15 lat i ich rodzice oraz zorganizowane grupy szkolne — uczniowie z nauczycielami, dla których powstaną przewodniki związane z programem nauczania.
— Program nie zamknie się w jednej dziedzinie nauki. Każda ekspozycja skupi szeroki zestaw tematów, by odbiorcy dostrzegli wzajemny wpływ i oddziaływanie różnych dyscyplin nauki: od archeologii po genetykę — podkreśla Robert Firmhofer.
Coś nowego
— Widziałem trzy całkowicie różne centra: w miejscowości Shiga w Japonii, w Budapeszcie i w Kopenhadze. Pierwsze było fantastycznym przykładem, jak wokół jednego wątku — pobliskiego jeziora — zbudować ogromne muzeum, w którym biologia, archeologia, antropologia i technika splatają się w całość. W Budapeszcie stworzono niewielkie centrum, gdzie wszystkie urządzenia wykonano w miejscowym warsztacie za śmieszne wręcz pieniądze. Widać tam zapał i pomysłowość organizatorów, choć czasem także braki w finansach. Kopenhaga to z kolei przykład nowoczesnego, profesjonalnie zorganizowanego i dużego centrum — opowiada Piotr Kossobudzki.
Warszawskie centrum wyróżni — spośród tego typu placówek na świecie — dział archeologii. Kiedy wykupi się bilet wstępu, można będzie poszukać skorup naczyń, używanych przez naszych przodków, dowiedzieć się, jak pracują dymarki, wytopić monety czy popisać w scriptorium na glinianych tabliczkach, naśladując starożytnych Egipcjan.
Centrum odwoła się do polskich odkryć, ale ukaże zarówno zjawiska uniwersalne. Nie zabraknie ekspozycji związanych z Warszawą i z Wisłą. Zwiedzający, jeśli zechcą, przeprowadzą np. doświadczenia generowania prądu dzięki wodzie czy dowiedzą się, jakie życie może się rozwijać w rzece.
A choroby serca, jedna z polskich plag? By poznać, jak działa serce wejdziemy do wnętrza gigantycznego modelu i zobaczymy, którędy płynie krew i jak pracują zastawki; posłuchamy też, jak bije serce podczas snu i sprinterskiego biegu, zbadamy wpływ palenia papierosów na wydolność organizmu.
Krok po kroku
Pierwsza część ekspozycji powstanie już pod koniec 2006 roku. Wkrótce poznamy warunki międzynarodowego konkursu architektonicznego na projekt budynków i planetarium. Centrum, roboczo zwane exploratorium, przybierze imię Kopernika. Na konkurs nadesłano aż 1600 propozycji. Także zza granicy.
Przewiduje się, że rocznie centrum odwiedzi 350 tys. osób. Każdy będzie mógł w nim przebywać do woli. Wizyta może trwać nawet do 3 godzin. Bilety nie będą drogie — około 10 zł.
— Fakt — za mało, by centrum było samowystarczalne finansowo, ale w żadnym kraju muzea czy tego typu placówki nie utrzymują się wyłącznie ze sprzedaży biletów. Nie chcemy odcinać dostępu do edukacji najuboższym — podkreśla Robert Firmhofer.
Składające się z kilku pawilonów i nowoczesnego planetarium centrum otoczy Park Odkrywców, w którym miejsce znajdą Galeria Rzeźby Sztuki Ulicy — dziełami, inspirowanymi tematami naukowymi. No i liczne kawiarnie. Tuż obok — molo oraz przystań dla łódek.
Przybędzie Warszawie miejsce niezwykłe, pożyteczne i trochę magiczne.
Inicjator
Dlaczego tak późno?
Dziwię się, że Warszawa do tej pory nie dorobiła się parku nauki... Miasto ma duży potencjał naukowy — niedostatecznie wykorzystany i dlatego mamy szansę stworzyć centrum nauki z prawdziwego zdarzenia. Chcemy zapobiegać „ucieczce” młodych, zdolnych ludzi z Polski. Liczymy też, że to miejsce przyciągnie naukowców z zagranicy: przede wszystkim ze Wschodu, gdzie takich centrów jeszcze nie ma, ale nie tylko... Może będzie też interesujące dla naukowców z Zachodu. Wydatki na budowę z budżetu miasta na razie są minimalne, w następnych latach mamy obietnicę rządu, że przeznaczy na ten cel fundusze.
Lech Kaczyński, prezydent Warszawy
