Niepokój inwestorów budziły obawy związane z odpowiedzią amerykańskich władz na narzucenie przez Pekin Hongkongowi prawa o bezpieczeństwie narodowym. Sytuacja wokół byłej brytyjskiej kolonii oraz oskarżenia związane z pandemią koronawirusa kładą się ostatnimi czasy cieniem na wzajemnych stosunkach dwóch największych gospodarek świata. Czynnikiem dodatkowo wzbudzającym niepewność jest swoista „nieprzewidywalność” samego prezydenta Donalda Trumpa i jego często, bardzo emocjonalne reakcje. Tym razem jednak szef Białego Domu wykazał się pewnym umiarkowaniem.

Co prawda oskarżył Chiny o „ciągłe łamanie obietnic”, ale w swoich komentarzach nie wspominał ani o zakończeniu umowy handlowej, ani o sankcjonowaniu Pekinu. Pozwoliło to wskaźnikom odreagować wcześniejsze spadki i wyjść nad kreskę.
Zaprezentowane w piątek dane makro wpisały się w czarny obraz gospodarki dotkniętej kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa. Bardzo mocno, silniej niż zakładali ekonomiści spadły w kwietniu wydatki Amerykanów, notując kolejny niechlubny rekord. A to przecież jeden z motorów napędowych gospodarczego giganta. Pojawiły się już opinie, ze spadek jaki USA odnotują w drugim kwartale będzie największy od Wielkiego Kryzysu
Przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell, przemawiając w audycji internetowej zorganizowanej w piątek przez Princeton University, powtórzył obietnicę amerykańskiego banku centralnego, że wykorzysta swoje narzędzia do wzmocnienia gospodarki w obliczu pandemii koronawirusa.
Największym obciążeniem dla indeksów w piątek były walory spółek z sektora finansowego, które przez ostatnie sesje należały do najmocniejszych spośród głównych branż wchodzących w skład indeksu S&P500. Dopiero w końcówce sesji zaczęły one odrabiać straty pozwalając indeksom na umocnienie..
Na finiszu piątkowej sesji indeks największych blue chipów Dow Jones IA zniżkował o 0,07 proc. Wskaźnik S&P50 rósł o 0,48 proc. Natomiast technologiczny Nasdaq zyskał już zdecydowanie, 1,29 proc.