Polski, edukacyjny program jądrowy swoją historią sięga końca lat 50. W 1959 roku na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej rozpoczęto kształcenie w kierunku energetyki jądrowej, a jego rozkwit nastąpił na początku lat 80, kiedy nad Jeziorem Żarnowieckim rozpoczęto budowę elektrowni jądrowej.
Później, ze względu na sytuację gospodarczą, katastrofę w Czarnobylu i przemiany ustrojowe projekt został zarzucony, a wróciliśmy do niego dopiero w ostatnich latach. W 2009 roku rząd przyjął Program Polskiej Energetyki Jądrowej, który ponownie zatwierdzony został 5 lat później. Przewidywał on, że do końca 2024 roku powstanie na naszym terenie pierwsza elektronie atomowa o mocy ok. 3000 MW, której koszt ma wynieść miedzy 40 a 50 mld PLN.
- Zabieramy się niestety do tego bardzo wolno i patrząc na obecne stadium przygotowań myślałbym raczej o horyzoncie 15-letnim – komentował Adam Czyżewski, główny ekonomista w PKN ORLEN podczas panelu dyskusyjnego w SGH.
Choć krytyce poddawane jest zerwanie przez PGE kontraktu z australijską firmą WorleyParson, która prowadziła badania środowiskowe i lokalizacyjne dla elektrowni to pewnym jest, że prąd z energii rozszczepiania jąder ciężkich pierwiastków w końcu z Polski popłynie. A abyśmy nie musieli ściągać do siebie zachodnich specjalistów należy wykształcić sobie własnych.
Żacy w Europie
Jak reaktywowano pomysł budowy elektrowni, tak i powrócono do szkolenia kadr. Pierwsi studenci na kursach magisterskich specjalność energetyka jądrowa przyjęci zostali w 2006 roku, a ich kształcenie przebiegało we współpracy z Królewskim Instytutem Technologicznym KTH ze Sztokholmu. Od 2009 roku funkcjonowały w pełni rozwinięte 4-semestralne specjalistyczne studia magisterskie, a w 2013 roku studia przekształcono je w anglojęzyczne i dwuletnie Nuclear Power Engineering, które jeszcze szerzej korzystają ze współpracy międzynarodowej.
- Zwykle 2-4 wykładów semestralnie prowadzonych jest przez wykładowców zagranicznych z uczelni w Szwecji, USA i Francji lub przez firmy dostarczające technologię, np. EdF, AREVA, największych producentów reaktorów – mówi Konrad Świrski, pełnomocnik ds. energetyki jądrowej PW, który podkreśla, że przekazywana wiedza jest na tyle specjalistyczna, że tylko język angielski wchodzi w niej w grę.
W 2015 roku na specjalność zapisało się już 30 studentów Politechniki Warszawskiej. Jednym z obecnych magistrantów jest Daria Niewiadomska, która po kilku warsztatach w towarzystwie Reaktora Maria w Narodowym Centrum Badań Jądrowych w Otwocku-Świerku zainteresowała się studiami na Politechnice.
Nie mamy młodych specjalistów
Niewiadomska podkreśla, że w porównaniu do energetyki konwencjonalnej studia są o wiele trudniejsze, bo i materiału jest więcej, ale dają satysfakcję z przebywania w nielicznej, elitarnej grupie, bo jak czytamy na stronie Politechniki: „Wobec praktycznie braku specjalistów młodego i średniego pokolenia, kraj potrzebuje intensywnej edukacji w tej dziedzinie.”
- Zdobywamy wiedzę i teoretyczną i praktyczną, przygotowujemy projekty obliczeniowe pod opieką doktorantów, korzystamy z komercyjnych programów do symulacji zachowania reaktorów. To wszystko przygotowuje nas do późniejszej pracy w przemyśle, gdzie korzysta się z tych samych programów – mówi Niewiadomska, która za sobą ma już 9-miesięczny staż, właśnie przy reaktorze Maria.
Ostatni, IV semestr magisterki to już praca zawodowa przy prawdziwym reaktorze lub w renomowanych instytucjach badawczych związanych z energetyka jądrowa.
- Najczęściej wysyłamy studentów za granicę. W ten sposób powstało już kilkanaście dyplomów, z ogólnej liczby 70 absolwentów – mówi Świrski, który podkreśla, że podobnie przebiega kształcenie bardziej zaawansowanej kadry.
Studia Innovative Nuclear and Sustainable Power Engineering dla 35 doktorantów przebiegają we współpracy z Politechniką Gdańską, NCBJ i AGH z Polski, University of Oregon z USA i I2EN (organizacja skupiająca wszystkie francuskie uczelnie ze specjalizacją energetyka jądrowa i producentów) z Francji.
- Wielu moich znajomych jest obecnie na stażu we Francji, przy tamtejszy reaktorach. Niektórzy zajmują się obliczeniami związanymi z całą elektrownią, nie tylko częścią jądrową – podkreśla Niewiadomska.
Słownie: jeden
- Ministerstwo Gospodarki organizowało 3 tury szkoleń we Francji dla ok. 40 przedstawicieli różnych polskich uczelni wyższych i instytutów naukowych, którzy zajmują się edukacją studentów (tzw. szkolenia edukatorów). Obecnie MNiSW organizuje przetarg na wybór ośrodka szkoleniowego za granicą, który przeprowadzi szkolenia dla ok. 120 przedstawicieli polskiej nauki - mówi Adam Kordas Naczelnik w Departamencie Energii Jądrowej Ministerstwa Gospodarki.
Dlaczego u siebie możemy szkolić kadry tylko przez 3 semestry studiów, a później musimy je wysyłać za granicę? Odpowiedzią jest brak odpowiedniej infrastruktury. Najlepszym dla Polski wyjściem byłoby zatrudnianie wszystkich wyszkolonych energetyków jądrowych w krajowych firmach i instytutach badawczych. Niestety mamy tylko jeden reaktor.
- Reaktor w Świerku to reaktor badawczy. Wygląda i działa nieco inaczej niż reaktor komercyjny (sama konstrukcja), obsługuje się go w inny sposób. Jest doskonałym poligonem doświadczalnym, wystarcza przy okazji laboratoriów i badań w zakresie fizyki jądrowej , ale aby zdobyć doświadczenie, przydatne dla obsługi komercyjnych elektrowni, trzeba też pracować lub zdobyć doświadczenie w większych placówkach – zauważa Świrski.
Innym problemem może być paradoksalnie masowość kształcenia. Jak czytamy na stronie Ministerstwa Gospodarki, już 11 uczelni wy4ższych kształci w dziedzinie energetyki jądrowej, a uruchomienie swoich kursów planuje kolejne 5.
- Jak jeszcze kilka lat temu brakowało ludzi, tak w przyszłości może być ich za dużo. Brakuje spójnych wytycznych dotyczących zapotrzebowania na absolwentów. Ministerstwo miało przygotować program, ale jeszcze go nie ma – mówi Świrski.
- Należy zauważyć, że zgodnie z polskim prawem uczelnie wyższe posiadają autonomię i nie jest możliwe wymuszenie takiego uspójnienia. W 2016 r. planowane jest zorganizowanie przy udziale Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej krajowego warsztatu w zakresie programów nauczania. – kontrargumentuje Kordas, który przyznaje, że zakres polskiego programu jądrowego nie uzasadnia istnienia kierunków jądrowych na tak wielu uczelniach.
Drenaż mózgów?
Studenci i doktoranci jeżdżą na projekty i szkolenia unijne za granicę, ale mają nadzieję, że dane im będzie rozwijanie energetyki na miejscu, w ojczyźnie.
- Liczę, że projekt jądrowy w Polsce trochę przyspieszy i będzie można szukać pracy na miejscu. Nie mogę wykluczyć, że przez wzgląd na lepsze zarobki i większe możliwości jeśli chodzi o różnorodność stanowisk, a także dostępność do realnych elektrowni jądrowych, zacznę pracę zagranicą – mówi Niewiadomska.
- Kształcimy wyspecjalizowaną kadrę i mamy już dość dobry program nauczania, co opieram o opinie studentów mogących też studiować we Francji, ale program kształcenia jest bardzo kosztowny, bo szlifujemy przyszłe diamenty. Musimy utrzymywać wykładowców, laboratoria do pomiarów radiologicznych i tworzyć wyspecjalizowany program – mówi Świrski.
Amerykańskie uniwersytety czesne liczą sobie w dziesiątkach tys. USD za rok. Na Uniwersytecie Michigan trzeba zapłacić 22 868 USD, a na sławnym MIT prawie dwa razy tyle. W Polsce edukację sponsoruje państwo.
- Możemy mieć do czynienia z masowym kształceniem, ale nie masowym zatrudnieniem. Nawet przy elektrowni będą pracowały nie tysiące, a ok. setka specjalistów. Brakuje nam odbiorców kadr, które tak jak w latach 70 mogą odpłynąć za granicę – podsumowuje Świrski.
