Wyroby słynnego jubilera tylko kilka razy trafiły na polski rynek aukcyjny. Dwa lata temu w Desie Unicum licytowano komplet widelców, łyżek i noży (po pięć sztuk) z 4 do 7,5 tys. zł. Za 7,6 tys. zł został kupiony srebrny kubek wewnątrz złocony. Pięć lat temu za parę kurczaków – solniczkę i pieprzniczkę z 1895 r. zapłacono 36 tys. zł, a sześć lat temu za komplet 12 łyżeczek do kawy 9 tys. zł. Tylko jedna pozycja nie został sprzedana – para dzbanków do wina. To cała historia licytacji sreber Fabergé w Polsce.

Teraz pojawił się niemal czterokilogramowy komplet śniadaniowy składający się z dzbanka do kawy, dzbanka do herbaty i cukiernicy. Cena katalogowa była wprawdzie wysoka – 130 tys. zł, ale na świecie jest drożej. W katalogu aukcyjnym londyńskiego Sotheby’s można znaleźć m.in. puzderko Fabergé z estymacją 90-120 tys. GBP i kwiatek z estymacją 180-250 tys. GBP. Ceny są dla Rosjan, którzy napędzają koniunkturę na swoich ulubionych mistrzów.
W Rosji moda na srebrne zastawy pojawiła się na przełomie XVIII-XIX wieku, ale prawdziwą popularność srebrne wyroby zyskały dzięki Carlowi Fabergé, który dzisiaj utożsamiany jest przede wszystkim ze słynnymi jajami wykonywanymi na zlecenie carów.
Jaja Fabergé warte są miliony. W 2004 r. nowojorskim Sotheby’s wystawiono na sprzedaż 9– każde z estymacją 12-30 mln USD, ale do licytacji nie doszło. Wszystkie kupił od ręki rosyjski miliarder Victor Vekselberg za... 100 mln USD.