Drogowe przepychanki

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 04-05-2006, 00:00

Spółka uważa, że wcale nie jest tak wielkim obciążeniem dla budżetu, jak twierdzą dziś urzędnicy.

Piotr Stomma, wiceminister transportu, jest przekonany, że firmy odpowiedzialne za budowę i eksploatację autostrad wydrenują polskie finanse publiczne. W „PB” zarzucił niedawno Autostradzie Wielkopolskiej (AW), że liczy na gigantyczne gwarancje, choć nikt jej tego nie obiecywał. Spółka zaś twierdzi, że na jej projekcie państwo nie straci, wręcz przeciwnie — może zaoszczędzić. AW proponuje rezygnację z już otrzymanej gwarancji skarbu państwa i zastąpienie jej innym poręczeniem. Andrzej Lewandowicz, wiceprezes AW, zapewnia, że spółka nie planuje przerzucania ryzyka na państwo.

Będzie taniej

Gwarancja skarbu państwa, sięgająca 800 mln EUR, została udzielona na 275 mln EUR kredytu, jaki na budowę trasy Nowy Tomyśl — Konin AW zaciągnęła w Europejskim Banku Inwestycyjnym (EBI). Zostanie on spłacony do 2018 r., po spłacie kredytów komercyjnych. Do tego czasu będą rosły odsetki, a spłata zostanie dokonana jednorazowo.

— Wszystkie zobowiązania kredytowe regulujemy na bieżąco, według harmonogramu. Nie ma ryzyka uruchomienia gwarancji —twierdzi Andrzej Lewandowicz.

Obecnie AW planuje budowę 105-kilometrowego odcinka do Świecka po 6,1 mln EUR za kilometr. Projekt w większości ma być finansowany przez EBI. AW rozważa możliwość skonsolidowania finansowania wybudowanego odcinka Nowy Tomyśl — Konin z przyszłym finansowaniem trasy do Świecka. Wówczas mogłaby zrezygnować, za zgodą EBI, z udzielonej gwarancji. Bank musiałby otrzymać inny rodzaj poręczenia. Skonsolidowanie finansowania i gwarancji mogłoby być tańsze niż kredytowanie i gwarantowanie każdego odcinka oddzielnie. Jaka byłaby forma gwarancji na skonsolidowany projekt — to zależy od EBI.

Rząd naciska, by AW zrzekła się koncesji na odcinek do Świecka. Wiceminister Stomma twierdzi, że państwa nie stać na płacenie koncesjonariuszom za przejazd ciężarówek środkami z winiet. Roczne wpływy sięgają bowiem 400 mln zł i już w tym roku może nie wystarczyć na opłaty dla koncesjonariuszy.

— Problem nie tkwi w wysokości rekompensat, lecz w nieszczelności systemu pobierania opłat za winiety oraz kontroli ich wykorzystania. Nagminną praktyką jest unikanie prawidłowego wypełniania winiet. Wprowadzając winiety w 2001 r., planowano przychody wysokości 1 mld zł rocznie. Wpływa około 400 mln zł. Koncesjonariusze otrzymują około 300 mln zł, z czego 65 mln zł wraca do budżetu w postaci VAT — dodaje wiceprezes AW.

Andrzej Lewandowicz dodaje też, że to nie koncesjonariusze domagali się rekompensat. To Komisja Europejska wymagała jednego systemu poboru opłat, więc rząd i parlament w 2005 r. zgodziły się wprowadzić rekompensaty.

Kto traci, kto zyskuje

Podkreśla też, że dzięki koncesji budżet nie tylko nie traci, ale wręcz zarabia.

— Zapłaciliśmy za gwarancję EBI 27 mln zł, 42 mln zł za koncesję, 50 mln zł opłaty dzierżawnej i 600 mln zł obciążeń podatkowych. Szacujemy, że do końca trwania koncesji przekażemy państwu 10 mld zł — szacuje wiceprezes AW.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Jaźwińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu