Drożejący dolar raczej nie zachęca do zakupów akcji
Teza zakładająca, że inwestorzy zagraniczni będą kupowali polskie akcje w obliczu słabnącej waluty, była jedną z częściej powtarzanych przy okazji gwałtownego załamania się złotego. Wydaje się, że było to typowe pobożne życzenie, co więcej niezbyt logiczne.
Wyobraźmy sobie inwestora, który kupuje akcje spółki X po 43 zł. Załóżmy, że dokonał tego, gdy dolar kosztuje 4,3 zł. Musi wydać 10 USD na akcje polskiej firmy. W krótkim czasie dolar kosztuje 4,8 zł, zaś cena akcji nie uległa zmianie. Jeśli postanowiłby sprzedać te akcje to po przeliczeniu otrzyma 8,95 USD. W jaki sposób to ma być opłacalne, nie wie chyba nikt.
Ostatnie sesje to ciekawy przykład powrotu „zagubionej korelacji”. Przez ostatnie kilka lat, gdy dolar rósł — spadały akcje, zaś gdy dolar zniżkował, na giełdzie dominowały wzrosty. Zależność ta przestała obowiązywać przez pół 2000 roku. Wydarzenia z ostatnich tygodni doprowadziły do powrotu tej zależności, co wyraźnie widać na wykresie. W górnej części widzimy wykres dolara, w dolnej kontraktów na WIG20.
Gwałtowny wzrost ceny kontraktów na WIG20 pod koniec tygodnia powyżej 1200 był sygnałem zamykania krótkich pozycji. Choć istnieje pewna szansa na zmianę trendu, to prawdopodobnie najbliższy czas będzie charakteryzował się wyjątkowo wysoką zmiennością cen zarówno na rynku akcji, jak i złotego. Warto więc poczekać z zajmowaniem pozycji na wyraźne sygnały.