Panel „EEC Talks. Geopolityka, bezpieczeństwo, suwerenność” zorganizowany wspólnie przez Puls Biznesu oraz Szkołę Główną Handlową w Warszawie pokazał, jak bardzo zmienia się dziś sposób myślenia o odporności państw i firm. Wśród poruszonych w nim tematów, dotyczących m.in. relacji międzynarodowych, łańcuchów dostaw i surowców strategicznych ważne miejsce zajęły technologie podwójnego zastosowania, czyli dual use.
To właśnie one stają się dziś punktem styku świata biznesu, nauki i obronności. Rozwiązania rozwijane z myślą o rynku cywilnym znajdują zastosowanie w systemach bezpieczeństwa militarnego, a technologie wojskowe przenikają do gospodarki. Granica między tymi obszarami przestaje być oczywista, a ich łączenie zaczyna mieć kluczowe znaczenie dla konkurencyjności i suwerenności.
Dual use w praktyce
Określenie dual use odnosi się do technologii, które mogą funkcjonować równolegle w różnych obszarach, a o ich znaczeniu decyduje kontekst użycia. Najbardziej oczywistym przykładem są drony wykorzystywane w rolnictwie, logistyce czy monitoringu, ale też w działaniach militarnych.
Na tym jednak lista się nie kończy. Dual use nie dotyczy wyłącznie najbardziej zaawansowanych technologii, choć to one najczęściej przyciągają uwagę. Z perspektywy firm obejmuje także obszary mniej oczywiste jak te związane z produkcją, dostępem do surowców czy konkretnymi procesami.
– Jeśli mówimy o technologiach dual use, to nie chodzi tylko o optoelektronikę czy IT. To także szeroko rozumiana branża chemiczna i dostęp do określonych substancji oraz zdolność ich produkcji. Mamy w Polsce firmy zajmujące się synchronizacją czasu – ich rozwiązania są wykorzystywane w inteligentnych sieciach energetycznych, ale także w systemach radarowych czy cyberbezpieczeństwie – mówił prof. Mariusz Jan Radło, kierownik Katedry Globalnych Współzależności Gospodarczych Instytutu Gospodarki Światowej SGH.
Takie przykłady pokazują, że technologie podwójnego zastosowania to nie pojedyncze produkty, ale całe ciągi powiązań: od komponentów – przez procesy produkcyjne po gotowe systemy. Równie ważne, jak efekt końcowy jest to, czy jesteśmy w stanie je wytwarzać i rozwijać.
Technologia to za mało
Skoro znaczenie mają nie tylko gotowe produkty, ale cały proces ich powstawania, istotne staje się to, czy mamy dostęp do wszystkich potrzebnych komponentów i zasobów – i czy możemy z nich skorzystać wtedy, gdy są potrzebne.
– Kluczowe jest bezpieczeństwo łańcuchów dostaw i pewność, że w sytuacji kryzysowej będziemy mogli wykorzystać technologie, którymi dysponujemy. W wielu przypadkach opieramy się na rozwiązaniach licencyjnych i nie mamy pełnej kontroli nad ich użyciem ani rozwojem – zwracał uwagę prof. Radło.
Z punktu widzenia firm oznacza to konieczność myślenia nie tylko o produkcie końcowym, ale o tym, jak i z czego powstaje.
– Jeszcze kilka lat temu wiele komponentów można było po prostu kupić. Dziś coraz częściej okazuje się, że dostęp do nich jest ograniczony – dostawcy pytają o przeznaczenie, a w przypadku zastosowań wojskowych potrafią odmówić sprzedaży. Do tego dochodzi konsolidacja rynku i przejmowanie producentów, co dodatkowo zawęża dostępność – zaznaczył Paweł Poncyljusz, doradca zarządu Grupy WB.
W takiej sytuacji kontrola nad całym łańcuchem – od pojedynczych części po gotowe systemy – przestaje być kwestią przewagi, a zaczyna być warunkiem działania. Dobrym przykładem są półprzewodniki. W przypadku części zamówień na te ostatnie czas oczekiwania liczony jest już nie w tygodniach, ale w kwartałach. Przy projektach wymagających precyzyjnego planowania takie opóźnienia potrafią zahamować cały proces.
W efekcie o możliwościach wykorzystania tych rozwiązań coraz częściej decyduje nie ich poziom zaawansowania, ale to, czy jesteśmy w stanie je wytwarzać i mieć nad tym realną kontrolę.
Różne drogi do kontroli
Wraz ze wzrostem znaczenia kontroli nad wytwarzaniem i wykorzystaniem rozwiązań dual use przestają być one wyłącznie kategorią technologiczną, a zaczynają dotyczyć wyboru modelu działania. Różnice między nimi są szczególnie widoczne tam, gdzie zastosowania cywilne i wojskowe przenikają się na co dzień.
– Możemy wyróżnić kilka podejść. Jeden model opiera się na kontroli własności intelektualnej i całego zaplecza – wtedy wartość zostaje w firmie. Drugi to model licencyjny, gdzie rozwój jest możliwy, ale ograniczony przez właściciela technologii. Trzeci to model importowy – kupujemy gotowe rozwiązania i w praktyce tracimy wpływ na ich dalszy rozwój – tłumaczył prof. Radło.
Każde z tych podejść oznacza inną skalę niezależności. W pierwszym przypadku firmy mogą stopniowo rozszerzać swoją obecność w łańcuchu. W pozostałych pole manewru jest wyraźnie mniejsze, a część decyzji zapada poza nimi.
– Warto przeanalizować z ekonomicznego punktu widzenia, jak kontrolować łańcuch wartości, jak przejmować tę wartość dodaną, bo koniec końców ma ona nam służyć – radził ekspert z SGH.
Różnice te przekładają się nie tylko na bieżące możliwości, ale też na to, czy firmy są w stanie rozwijać własne rozwiązania. W dłuższej perspektywie oznacza to konieczność budowania własnego zaplecza – także po stronie badań i kompetencji.
Między pomysłem a wdrożeniem
Jeśli firmy chcą budować własne rozwiązania i utrzymywać nad nimi kontrolę, punktem wyjścia jest zaplecze naukowe i ludzie, którzy są w stanie je tworzyć. To właśnie na tym etapie zaczyna się przewaga.
– Dual use to również kadry. Jeśli chcemy rozwijać nowe technologie czy produkcję, potrzebujemy inżynierów, chemików, specjalistów. To oznacza, że musimy myśleć o edukacji i o tym, jakie kompetencje będą potrzebne w przyszłości – zaznaczył prof. Radło.
To jednak tylko jeden element układanki. Nawet przy dobrym zapleczu badawczym i dostępnych zasobach przełożenie pomysłu na konkretne zastosowanie wciąż bywa trudne.
– Problemem jest cały „pipeline”, czyli droga od odkrycia do wdrożenia. Ona powinna być nie tylko efektywna, ale też przewidywalna. Dziś często brakuje tego łącznika między tym, co tworzą naukowcy, a tym, czego potrzebuje przemysł – mówił prof. Jakub Szlachetko (UJ), dyrektor Narodowego Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS.
Wyzwaniem nie jest brak potencjału, lecz jego rozproszenie i brak współpracy między różnymi dziedzinami nauki. Kluczowe staje się ich lepsze połączenie i uporządkowanie dostępnych zasobów.
– Europa ma bardzo silne zaplecze badawcze: infrastrukturę, kompetencje i kadrę na światowym poziomie. Problemem pozostaje jednak fragmentacja i brak wspólnej mapy dostępnych zasobów oraz usług. Dual use może być obszarem, który zintegruje to środowisko – podkreśliła ze swej strony prof. Agnieszka Słowikowska (UMK), dyrektorka JIVE-ERIC.
Ważną rolę odgrywa też komunikacja. Świat nauki, przemysłu i sektora obronnego posługuje się innym językiem i innymi kategoriami. W efekcie nawet dobre pomysły nie zawsze trafiają tam, gdzie mogłyby znaleźć zastosowanie. Część projektów kończy się więc na etapie badań, a ich przełożenie na skalę gospodarczą wciąż pozostaje wyzwaniem.
Gra o pozycję
To, jak firmy budują swoje kompetencje i kontrolę nad rozwiązaniami, przekłada się na szerszy obraz, a mianowicie na pozycję Polski i Europy w zmieniającym się globalnym układzie sił. Dual use coraz wyraźniej łączy się tu z konkurencyjnością gospodarki i jej odpornością na wstrząsy.
– Tym, co obserwujemy dziś w Unii Europejskiej, jest przeorientowanie polityki przemysłowej na bardziej selektywne wsparcie konkretnych rozwiązań – mówił prof. Radło. – Mamy mechanizmy, w których udział państwa przekłada się na realną obecność przemysłu w projektach i zamówieniach. Skala tej obecności zależy jednak od poziomu zaangażowania kraju.
Oznacza to, że dostęp do takich projektów nie jest równy dla wszystkich. Tam, gdzie zaangażowanie jest większe, rośnie nie tylko obecność firm w łańcuchu dostaw, ale też ich wpływ na kierunek rozwoju technologii i możliwość ich dalszego wykorzystania.
W praktyce przekłada się to na to, czy kraj rozwija własne produkty i systemy, czy też pozostaje odbiorcą rozwiązań powstających gdzie indziej. W warunkach rosnących napięć geopolitycznych ma to znaczenie nie tylko dla tempa rozwoju gospodarki, ale także dla poziomu bezpieczeństwa kraju.
