Dwóch obieżyświatów i domator

Kamil Kosiński
opublikowano: 17-01-2007, 00:00

Trzech. Z tak różnymi temperamentami, ale w jednej firmie niebawem debiutują na giełdzie

Kocha futbol. Mógł zostać gwiazdą stadionów. Jak Boniek, Lubański czy Deyna. No, może nie jak Deyna...

— Do Deyny nie ma porównania... Za późno wyjechał z Polski i nie miał szansy pokazać, co naprawdę potrafi. Ale wszyscy, którzy choć otarli się o profesjonalną piłkę, wiedzą, że to był geniusz. Piłkarski — mówi Mirosław Kaliński, prezes i współzałożyciel B3System.

W liceum Kaliński grał w piłkę w młodzieżowej drużynie warszawskiej Legii. Treningi pięć razy w tygodniu, w weekend — mecz. Zrezygnował. Pasja kolidowała z nauką. To jedna z najtrudniejszych decyzji w jego życiu.

— Ale po latach nie oceniam tego jako błędu. Kariera piłkarza jest bardzo niepewna. Jeden na tysiąc spełni marzenia. A frustracja z powodu kontuzji czy braku zrozumienia u trenera bywa ogromna. Ale piłka zawsze była moją wielką pasją. Stara miłość nie rdzewieje, chociaż może trochę ją korozja żre — opowiada prezes.

W Mazowieckiej Lidze Oldboyów od ośmiu lat grywa w drużynie Sarmaty. Ćwierć wieku występował też w warszawskiej lidze szóstek piłkarskich.

Byle mokro

Nurkowanie Kalińskiego.

— Pod wodą nie ma ludzi, nie ma telefonów... Albo tych ludzi jest ograniczona grupka. Izolacja. Dla mnie to taki wentyl bezpieczeństwa — zaznacza Mirosław Kaliński.

Niby banał, ale kiedy się to przeżywa na własnej skórze...

Jakieś 100 razy zszedł pod wodę, lecz podkreśla, że jest nurkiem bez wyczynowych ambicji. Do podwodnego sportu namówiła go koleżanka z liceum, zawodowo: notariusz obsługujący spółkę. Był rok 2002. Wyjeżdżał m.in. z mężem jednej z pracownic, instruktorem.

Na zejście pod wodę Kaliński namówił też wspólnika.

— Trzy lata temu na Mazurach. Wyjął sprzęt: załóż. Fajnie było. Więcej jednak nie próbowałem. Zajmę się tym, jak zdrowie i wiek nie pozwolą na inne rzeczy — zapewnia Piotr Jurzysta, dyrektor ds. technicznych w B3System.

Inne jego pasje? Góry. Żeglarstwo — nie szuwarowo-bagienne, ale morskie.

To już kilkanaście rejsów — po Morzu Bałtyckim i Śródziemnym.

— Nigdy, dosłownie nigdy nie pływałem po śródlądziu, czyli choćby po Mazurach. Nigdy też nie miałem jakichkolwiek formalnych żeglarskich uprawnień, choć zdarzało się, że pełniłem niższe funkcje oficerskie — zdradza Piotr Jurzysta.

Z Mirosławem Kalińskim był na Słowenii. By spływać. Górską rzeką na pontonach (rafting) lub na — podobnych do surfingowych — deskach (hydrospeeding). Było też trochę przepraw na linach — górną częścią potoku górskiego (kanionig) i klasycznej speleologii. Niezła różnorodność. To pomysły Piotra Jurzysty.

— Nie jestem alpinistą. Trekking — owszem, tak. Wtedy wysiłek polega głównie na zmaganiu się z chorobą wysokościową — zastrzega najmłodszy z szefów B3System.

W tym roku pójdzie na Mont Blanc (4808 m n.p.m.). W 2001 r. dotarł na przełęcz Thorung La w Himalajach (5416 m n.p.m.), a w 2005 r. — na Kilimandżaro (5895 m n.p.m.). Afrykańska wyprawa miała jednak i ciemne strony. Do końcowego ataku na szczyt doszło w śnieżycy, deszczu, mrozie. Widoczność? Prawie zerowa.

— Jakie widoki są z Kilimandżaro, mogłem sobie obejrzeć dopiero w domu, po powrocie. I to w internecie — żali się.

Na dwóch biegunach

Podwodne światy z wypraw Mirosława Kalińskiego można obejrzeć na firmowych ścianach. W jednym z pokoi podpiera je też zestaw do minigolfa, którego początkującym adeptem jest prezes. To przezent od pracowników, bo dużo mówił o golfie, gdy Władysławowi Sędzielskiemu, wiceprezesowi i współzałożycielowi firmy, stuknęła pięćdziesiątka.

Ten uchodzi za domatora. Ale — przy tej okazji — koledzy postanowili skłonić go do tego sportu. Dostał karnet na golfowe pole. Nigdy tam nie zawitał.

No więc co, tylko „książka, kominek i domowe bambosze”? No, nie. Prezes zdradza kolegę. Jego hobby to pies. White terrier Florek, którego zdjęcie Sędzielski nosi w telefonie komórkowym.

— Wszyscy w firmie znają Florka. To część Władka domatorskości — mówi Mirosław Kaliński.

W szefostwie firmy nie ma klonów. Albo robotów spod jednej sztancy. I dobrze.

— Jak w małżeństwie: uzupełniamy się przez różnice charakterów — zaznacza Władysław Sędzielski.

Kalińskiego i Sędzielskiego dzieliły nie tylko temperamenty, ale i droga życiowa. Jeden całe życie zawodowe spędził na stanowiskach związanych ze sprzedażą. Drugi — w dziale IT Banku Pekao. Ale...

— Władek był pierwszą — i na szczęście ostatnią — osobą, do której zwróciłem się z propozycją rozpoczęcia działalności. Dogadaliśmy się w kwadrans — zapewnia Mirosław Kaliński.

Ten kwadrans przeciągnął się w lata.

Na jachtach klasy Bavaria, Piotr Jurzysta

pływał po Morzu Śródziemnym. Żeglarską przygodę rozpoczął jednak na Bałtyku — na jednostkach klasy Opal: „Mokotów” i „Wars”. Nazwy te nie bez powodu były stołeczne. Łódki zarejestrowano wprawdzie na Wybrzeżu, ale stanowiły własność Yacht Klubu Polskiego z Warszawy.

Zaraz po giełdowym debiucie Mirosław Kaliński

wyjedzie na Malediwy. Już tam był. I chce wrócić. Do kolorowego, podwodnego świata. Być może dlatego, że pierwszy raz założył akwalung w Egipcie. Nurkuje też w naszym klimacie, ale twierdzi, że „to jednak nie to”. Podwodne groty w Meksyku, Karaiby, Malezja — to miejsca, o których marzy.

20

Tyle lat (bez trzech miesięcy) przepracował Władysław Sędzielski w Banku Pekao, gdzie doszedł do stanowiska zastępcy dyrektora departamentu informatyki. Ale zdecydował się założyć własny biznes. Powstała B3System. Odwaga się opłaciła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane